MKON w tiwi :)
13 stycznia 2016
moje hiciory 2015
19 stycznia 2016
Pokaż wszystkie

Kurcze blog niemaniemogę zamienia się powoli w dzienniczek ale jakoś tak się składa, że dużo ciekawych rzeczy się dzieje i nie mogę nie podzielić się tym z Wami. Ostatnio pisałem o frajdzie biegania gdziebądź jest sucho i stabilnie i wielkiej radości z powrotu do przeszłości. Dzisiaj odcinek kolejny. Jak zwykle na walizach wracam z Rzeszowa i od razu prawie lecę do Paryża na szkolenie. W stolicy Francji jeden prosty trening 12km rozbiegania + 5x100m przebieżki na koniec. Szkolenie o 11 więc zdąrzę i trening i śniadanie – pełen wypas. Jednak okazuje się, ze pakowania słabo mi wyszło więc nie mam ani zegarka ani rajtek do biegania. Trzeba kombinować. Opcją pierwszą było bieganie w bokserkach ale to na bieżni hotelowej. Bluza przewiązana w pasie więc nikt się nie zorientuje. Ale okazało się, ze bieżnia zajęta. No to wyszło na to, ze biegałem w dżinsach. Nie pierwszy raz w życiu ale mam nadzieję, że ostatni. Mocno zaciśnięty pasek tak, żeby spodnie nie opadały i nie obcierały w kroku – to moje doświadczenie z poprzednich tego typu wygłupów. Za to duża łatwość przechowywania telefonu (bo w tylniej kieszeni spodni) – level master. Fajnie było widzieć miny wszystkich mijanych – dzinsy nie dżinsy ale prędkość była odpowiednia. No i bieganie przebieżek pod Musee du Louvre20160115_100416 – bezcenne 😉

Bo #niemaniemogę!

3 Komentarze

  1. Krzysztof napisał(a):

    Czyli bez rajtek także #niemaniemogę – full profeska 🙂

  2. Marcin napisał(a):

    Marcin, wyznaczasz nowe standardy! 🙂

    • mkon napisał(a):

      wyjątek. przynajmniej taką mam nadzieję. Podczas podróżowania samochodem głęboko w bagażniku mam schowane stare buty i spodnie dresowe i okularki do pływania. Ale w samolocie nie da rady mieć back up 🙂