po spotkaniu w PZTRi albo orgu weź się do roboty
13 września 2018
kieszonkowe triathlonisty czyli spinamy budżet 2019
24 września 2018
Pokaż wszystkie

Działaczka zadowolona, bo parowar jako nagrodę za kategorię przytuliła…

Nie lubię pisać, ale i czytać opisów startów, bo zwykle widzę następujący schemat:

  1. Przed zawodami byłem zajebiście przygotowany, mój trener mnie mega trenuje, coś się stało kilka dni przed i jechałem z myślą, że nie pójdzie mi dobrze (załamany).
  2. Potem następuje opis kilometra po kilometrze, z walką wewnętrzną podmiotu lirycznego.
  3. Potem koniec albo lepszy (pokonałem trudności) albo gorszy (dlatego mi nie poszło)
  4. No i konieczna deklaracja dalszej walki 🙂

Wiem, bo sam tak wielokrotnie pisałem ;). O wczorajszym starcie w Łowiczu chciałbym napisać jednak trochę inaczej. Chciałbym napisać jak dałem się po raz kolejny zrobić jak junior przez swoją głowę ale nie tylko. Czyli #januszbiegania nadaje.

Zacznę od wieczornej wiadomości od Tomka, który przegląda cyferki. Pisze: „Gdyby to nie były zawody to bym powiedział ze jest zajebiście. Bieg o 12-17 uderzeń serca na minutę niżej niż 3 ostatnie półmaratony na których miałeś pulsometr, czyli tętno nawet ciut niższe niż masz mieć na maratonie, tempo się zgadza…”. No tak ale qwa wynik na końcu się nie zgadza. Chciałem nabiegać sub 1:13 i patrząc na zegarek w trakcie miałem to pod kontrolą i w planie. Jeszcze na 20tym km. A potem? Potem się okazało, ze to co pokazywał garmin, a co pokazywały km na pętlach mocno się rozjechało. Dla mnie spora nauczka – nie ufać garminowi. Maciek Żywek mi to dobrze przetłumaczył. Dużo odbiorników, cztery 5km pętle, sporo zakrętów w mieście –gps ma gdzie zwariować. No to zwariował. A, że padło mi też na łeb to trudno. Niestety km oznaczone tylko co pętle. Pierwszego oznaczenia 5km to nawet nie zauważyłem. Ale patrząc na średnią 3:24-25 wiedziałem, że jestem „w planie”. 10km „kliknęło mi” szybciej niż bieg na 10km w Braniewie 2 tygodnie temu – jest dobrze. Wprawdzie powinno mnie zaniepokoić, ze 15km miałem najszybsze, niż najszybszy do tej pory „Bieg Chomiczówki”, ale myślałem, ze jest po prostu dobrze 😉

Oczywiście jakby trzymał tempo pierwszej 10km do końca, to by nie było 1:14. Jednak włączyło mi się kalkulowanie w stylu: ok na 12 mam lekką bombę ale wystarczy jak dociągnę po sub 3:30 i będzie 1:12:45 no to w „komforcie” biegłem.

jesteś tak dobry jak twój ostatni start (oficjalne wyniki). I co z tego, że strava sie „grzeje”. Mnie to „grzeje”

Jaki w związku z tym plan na Frankfurt? Biec z tempem garminowskim, ale mieć wypisane „piątki” na przedramieniu i sprawdzać to po trasie. Nie podejmę się liczenia w pamięci bo wiecie, rozumicie. #januszbiegania jest też #januszemmatematyki

Drugim frajerstwem wczorajszego dnia były buty. A właściwie sposób, w jaki zareagowały one na mokry asfalt. Jakoś tak się stało, że do tej pory wszystkie treningi akcentowe biegałem na suchym asfalcie albo na asfalcie, który spływał wodą (mocno padający deszcz). Buty, w jakich mam/miałem zamiar startować we Franku to NB Fuel Cell Impulse. Lepsze do startu niż Zante (lżejsze) a jeszcze nie klasyczne startówki v1400 czy v1500. Na rozgrzewce biegnę – jest ok (ale biegnę po chodniku), na stadionie robię przebieżki – jest ok. Wybiegam na asfalt (mokry) – qwa jak na łyżwach. Przebiegamy po kostce brukowej – lodowisko. Na pierwszej pętli uważałem (na rondach i zakrętach), żeby nie pociągnąć szlifa jak na rowerze. Serio. Długi, 2 km odcinek prostej biegnę nie po asfalcie, ale po równoległym chodniku z kostki bauma, bo tam po prostu noga mi się nie ślizga. Muszę wprawdzie wymijać lekko przechodniów i kibiców, ale przez pierwsze 2 pętle jakoś daje to radę. Na 3 już nie trzeba bo tłum ludzi przede mną obsuszył jezdnię. Zdarzały mi się jednak odcinki, które pokonywałem środkiem drogi zamiast optymalnym torem biegu, bo tam noga mi nie uciekała. Frajer ze mnie, bo powinienem sprawdzić to i natychmiast wymienić buty nawet 5’ przed startem. No ale drugich nie miałem… Czy zabiorę do Frankfurtu dwie pary – tak. A może i zabiorę trzy. Bo zgłosiwszy problem do NB usłyszałem odpowiedź: „zanim zaczniesz ścierać podeszwy papierem ściernym daj nam szansę. Prześlemy ci nowe na testy”. Skarb nie sponsor!

Zapowiada się deszczowy okres, więc będzie pełno okazji do testowania. Jak nie – zawsze mogę wrócić do moich sprawdzonych rozwiązań. W końcu nakupowałem zante FF na zapas 🙂

W chwili zwątpienia wydałem z siebie wpis o tym, ze może sub 2:30 to jednak czas nie realistyczny (przemknęło mi to przez głowę – przyznaję). Ale ilość wkurwu jaki mnie opanował po czytaniu tych fejsbookowych słodkich komentarzy (nic do nich nie mam!!!!! – dziękuję za nie), a właściwie sposób w jaki ja na nie reaguję ściska mi mooocno dupę do dalszej pracy. Ja to jestem jednak zimnego chowu. Jeśli mówię Tomkowi, że jeśli jesienią nie pójdzie to odpuszczamy na zawsze i słyszę: „nie pierdol” to chyba już wiem, co będę robił na wiosnę 🙂

O samej imprezie: kameralna, miła, mała. Niestety z jednym mankamentem. 5km pętle (dla mnie) stwarzają masę przygód typu wyprzedzanie dużej grupy pasem, który jest przeznaczony do ruchu samochodowego z jadącymi z naprzeciwka autami. Niebezpieczne. Biegnący na 1:40-2h biegną szeroką ławą. O dostępie w tym samym czasie do punktów odżywczych nie wspomnę….

Czołem 😉

 

teraz myślę: „po co kombinować”?

5 Komentarze

  1. grestri napisał(a):

    Polecam widget race screen do garminow. Lapujac na punkcie z info o dystansie następuje korekta dystansu do pełnego km (góra lub dół), średniego tempa, prognozowanego czasu ukończenia dystansu na podstawie tempa z x letnich sekund lub średniego tempa (do ustawienia)

  2. Tommi1 napisał(a):

    „Jeśli mówię Tomkowi, że jeśli jesienią nie pójdzie to odpuszczamy na zawsze i słyszę: „nie pierdol” to chyba już wiem, co będę robił na wiosnę…”

    To Ja jako koleiny Tomek Ci powiem : „nie pierdol” …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *