wolsztyn – back to the… past
20 sierpnia 2016
moje triathlonowe mity – obalone
30 sierpnia 2016
Pokaż wszystkie

Mam tak, że muszę przećwiczyć wszystko. Przed Borównem 2009 jak głupi trenowałem u kolegi w warsztacie zmianę dętki w rowerze. Zszedłem z 6′ do 1’26. Na szczęście na zawodach tfu, tfu jeszcze się nie przydało. W październiku br. mam najważniejszą dla mnie imprezę 5 lecia czyli Ironman Barcelona. Jeśli się powiedzie nie będę musiał dygać dwóch ironmanów jednego roku a w październiku 2017 jako pierwszy rocznik powalczę w M-45. arbuz

Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. W tym roku najgorzej idzie mi bieganie więc jak tylko nadarza się okazja to… ćwiczę. Trener zaordynował wystartowanie w VTS Mrągowo razem z zawodnikami na 1/2 w tempie zawodów na 1/2. A chciałem przećwiczyć tam nie tylko tempo ale przede wszystkim to co mi w tym roku nie wychodzi – nawigację i pływanie w nogach. Przećwiczyłem, poszło bardzo dobrze (sub 30)* potem rozpływałem robiąc jeszcze okrążenie dla wyścigu 1/4 i czekałem na drugi trening – 24 km. Kusi mnie jeszcze popływanie razem z ironmanowcami w Malborku ale nie wiem czy się zwlokę, bo start o 6 rano.

Ale teraz specialite delamezon 🙂 dzisiejszego treningu. Pomysł był, żeby przebiec 14 km, a potem pobiec z Sebastianem F. jego 10 km podczas ćwiartki. Gorąco było jak cholera więc szukałem lasu. Wpadłem na genialny w założeniu pomysł, aby obiec jezioro Czos. Częściowo po trasie tri-biegu, częściowo po terenie mi nieznanym, ale dzięki ocenie wizualnej z brzegu, gdzie rozgrywały się zawody: a) zlokalizowałem punkty charakterystyczne po trasie (m.in amfiteatr), b) zauważyłem obszary leśne blisko wody (trudno ich nie zauważyć), c) miałem nadzieję, że jeśli będę biegł mając wodę ciagle po lewej stronie to się nie zgubię…. Oj naiwny ja… 14163970_679092235575440_1822843914_o

Ale po kolei. Pierwsze 4-5 km luz. Ścieżka po kostce, potem ścieżka w lesie (szlak żółty) – szło dobrze. Dobrze, dopóki miałem do wyboru – odbić mocno w prawo i porzucić wodę ale biec po szlaku, albo trzymać się wąskiej ścieżynki i mieć wodę w zasięgu wzroku. Wybrałem wodę, tym bardziej, że na podstawie wstępnej oceny przed treningiem oceniałem, że dookoła jeziora może być maks 12-13 km. Ale potem zaczęły się chaszcze. I to naprawdę chaszcze. Raz ścieżka nikła, raz się pojawiała, orzeźwiające pokrzywy pieściły moje golenie ale ja gnałem do przodu. 8 km, 9 km i nic się nie zmienia. Okolice typowe dla Prezesa K.S Niemaniemogę: gęsto, podmokło i liście zasłaniają gps-a więc można ukryć, że się idzie, a nie biegnie he he. W końcu dotarłem. Złapałem kontakt wzrokowy z amfiteatrem, który wiedziałem, że jest raptem o 2 km od T1 zawodów. Niestety spojrzałem w prawo i okazało się, że amfiteatr jest na wyciągnięcie ręki ale żeby do niego dobiec trzeba okrążyć jeszcze jedną zatoczkę. Tfu – zatokę. Kolejne 5-6 km – tak na oko –  po chaszczach, bo nie podejrzewałem ścieżki (stałem w końcu po kolana w pokrzywach i połamanych gałęziach).  Niewiele się zastanawiając wydarłem mordę na przepływający rower wodny i poprosiłem o… podwózkę na drugi brzeg. Oczywiście GPS chodził, bo mimo, że #kowalski.coach będzie kręcił nosem na tę 5′ przerwę, to jednak chyba NIKT z jego zawodników po jeziorze jeszcze nie biegał (tak przynajmniej mówi trainingpeaks :). Nie miałem wprawdzie serca namawiać moich podwózkowiczów do lekko szybszego pedałowania ale dowiedziałem się, że są z Olsztyna i że są jakieś zawody tutaj rozgrywane i że to muszą być jacyś debile, żeby w taką pogodę biegać zamiast się kąpać. mrągowo

Wysiadłem, dorobiłem resztę km objadłem trochę zawodników z arbuzów (bo byłem na mecie przed wszystkimi) i mimo, że nie spotkałem Sebastiana po trasie to wiele piątek poprzybijałem z zawodnikami, którzy kończyli swoje 1/8; 1/4 czy 1/2.

Tak się zastanawiam czy jest większy #janusztriathlonu ode mnie…. Ale ja zawsze muszę być pierwszy. I już wiem, kto pierwszy zamieści komentarz. Nawigator wszystkich nawigatorów czyli ElKapitano 😉

Dowiedziałem się również dzisiaj, że najlepszą nalepką na dysk dziurę od wentyla na dysku robiącą superareo jest ta, naklejana przez AIRBIKE :). Dzięki Mikołaj!

14124090_679092358908761_571122541_o

 

________________________

*nie ukrywam, że dopiero teraz dociera do mnie ile bym pobił życiówkę jeśli w Wolsztynie byłoby 1900m a nie 2600. 

 

8 Komentarze

  1. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Marcinie ! A ja musze dygnac dwa w odstepie siedmiu tygodni , tydzien temu w M Tremblant (10:49 w osmiogodzinnej ulewie ) i za szesc tyg na „wysepce” .
    Na Welcome Dinner podejde do mikrofonu i zapowiem Twoj przylot , a co , niech trzesa porami . :-))))
    Pozdro ! Trzymaj kciuki !

    • mkon napisał(a):

      no i tutaj chyba się fundamentalnie różnimy w podejściu 🙂 ale jesteś bardziej doświadczony 😉

  2. matylda22 napisał(a):

    rzeczywiście czad. Piekna pogoda- idealna na wypad z rodziną za miasto …
    A tu wręcz niewiarygodny sposób spędzenia czasu- jeszcze rozumiem wystartować – ale takie coś???,,,…

  3. robson napisał(a):

    prawdziwe ściganie kończy się jak wypadasz z m30.
    Potem zaczyna być tylko żałośniej…

    • mkon napisał(a):

      chyba nie za bardzo rozumiem ten komentarz i nie wiem odnośnie czego on jest. Ale jakoś np. w Wolsztynie zbyt wielu sub 30 przede mną nie było na mecie…

  4. robson napisał(a):

    w sumie że zbyt wielu nie było świadczy chyba o poziomie zawodów.
    Zresztą tak jak kiedyś ktoś gdzieś powiedział,że triathlon należał raczej do dyscyplin niszowych co w pewnym sensie mogło być pojmowane jako elitarność tak teraz niemal każda wioska w Polsce ma swój triathlon a co najdziwniejsze wszyscy organizują tzw „nieoficjalne mistrzostwa Polski” – . To jest dopiero ciekawe.
    Obecnie już chyba bardziej elitarne i wyjątkowe jest zbieranie „PIEPRZNIKA JADALNEGO” zwanego potocznie kurką(polecane spożycie w śmietanie lub z jajeczniczką-paluszki lizać) a to ze względu na fakt ,że rośnie tylko w lipcu i w pierwszej połowie sierpnia i to nie w każdym lesie…

    • mkon napisał(a):

      Ale tri z założenia (sprzęt, czas na przygotowanie) nigdy nie będzie tak masowy jak np. bieganie. I chodzi tutaj raczej o skalę. No bo ilu jest aktywnych (startujących) biegaczy w Polsce. 100.000? Półmiliona? Jeśli w samym top półmaratonach startuje po 10.000. W Polsce zawody tri gdzie startuje 500+ są już top of the top! O Gdyni nie wspominając. Więc według mnie średnia to ok. 200-300 osób na najbardziej popularny dystansie.

  5. robson napisał(a):

    tu racja- przynajmniej póki co … Może powinno się zabronić na pewną skalę organizować takie zawody w celach czysto zarobkowych?? tylko kto nad tym zapanuje. Szczególnie jaskrawo zaczyna to wyglądać właśnie w biegach ale też w amatorskich zawodach MTB. Sztandarowy przykład (według mnie) cykl Merida Mazovia…
    Sikasz w krzaki/ sam rozwiązujesz zagadki (strzałki na drzewach/rozjazdy / liczenie pętli itp..) / opieka medyczna tylko jako wolontariat – czytaj wcale- a dekoracje na podiach to już jedna wielka kpina.
    Niestety przykłady się mnożą- jak masówa to masówa