walka z zaciągami
5 maja 2018
artykuł w gwizdek ;) albo życie bez celu nie ma sensu
28 maja 2018
Pokaż wszystkie

dzisiaj dla odmiany wybrałem się na zewnątrz 🙂 Bielsko – Węgierska Górka – było to średnie doświadczenie bo masa ludzi cisnęła do pracy

W roku 2004, kiedy tworzyło się House of Skills, doszło do spotkania dwóch kultur. Firmy szkoleniowej Acceptus oraz Specialist&Friends. Dwie kompletnie różne kultury, które od tej pory miały działać jako jedna firma. Wtedy ciągle pracowałem jeszcze jako szef w olsztyńskim oddziale FRDL, ale ciekaw byłem tych nowych ludzi. Aby móc się nawzajem lepiej poznać, jeden z moich guru – Darek Chełmiński – poprowadził wtedy warsztat, nazwany przez niego warsztatem antycypacyjny.

Wtedy też po raz pierwszy usłyszałem to słowo i zachwyciłem się nim. W psychologii antycypacja oznacza „przewidywanie tego, co może nastąpić”. Wzajemne poznanie siebie oraz nauczenie się wzajemnych „instrukcji czytania”, stanowiło podstawę do tego, jakim zespołem jesteśmy teraz.

Jaki ma to związek z trenażerem? Wielki. Za każdym razem jak melduję się w hotelu mając w planie trening rowerowy, ANTYCYPUJĘ problemy z nim związane. Raz w życiu zdarzyło mi się, że w hotelu w Łodzi przyszedł ochroniarz (zadziwiająco po południu) i poprosił mnie o zaprzestanie tego buczenia, bo goście narzekają.

W związku z tym chciałbym się z Wami podzielić moimi patentami na to jak uniknąć takiej sytuacji. Wprawdzie to tylko jeden taki przypadek na 10 lat, ale wydaje mi się, że to TYLKO dzięki temu, że działam tak jak działam.

Zacznę od kwestii podstawowej: nie szukam alternatywy dla trenażera z oporem. Alternatywą jest: jazda na zewnątrz (latem), inny – cichszy trenażer. Dlaczego? Już odpowiadam.

Alternatywą dla jazdy na trenażerze jest wyjście na dwór. Jednak szkoląc w centrum miasta (a już w Warszawie w szczególności) mija się to z celem, bo 30% treningu to wyjechanie z miasta i powrót do niego. A treningu jakościowego na ścieżce rowerowej przecież zrobić się nie da. Inną kwestią jest możliwa „przygoda”. Raz zdarzyła mi się takowa podczas porannego treningu i przyznam się, że ilość stresu pt. „czy zdążę wrócić, aby zacząć szkolenie na czas” nie jest warta komfortu jazdy na zewnątrz.

Alternatywą dla trenażera z mechanicznym oporem rolki (mam najtańszego, już 7 letniego tacx’a) jest znacznie cichszy trenażer z kasetą. Taki (turbo muin) wypożyczył mi np. Krzychu Panfil. Używałem przez miesiąc i udało mi się nie obudzić żony śpiącej w tym samym pokoju. Znacznie cichszy. Wówczas niestety (wiem, że dla innych zabrzmi to kuriozalnie) logistyka transportu rower + trenażer do pokoju hotelowego zamiast jednej podróży zamienia się w podróże dwie. Mając trenażer rolkowy, zakładam go na tylne koło i zainspirowany przez Anię Sadowską idę z nim do pokoju, w drugiej ręce trzymając wiatrak. Turbo muin po pierwsze ciężki jak kowadło, po drugie nie zabieram koła tylnego, a więc i rower muszę nieść zamiast go prowadzić. W przypadku zestawu muin + rower cisnąłem po prostu dwa razy. Wiem, że to niedużo, ale mając w perspektywie trening + regenerację+ spakowanie + śniadanie + check out, to konieczność bycia na sali szkoleniowej o 8.30 i niekoniecznie chęć wstawania o 4 rano, to każda minuta ma znaczenie (tak to wstaję o 5.30, żeby zacząć trening o 6). Również ta minuta, związana z ilością podróży na trasie pokój – samochód. Wiem, że są może jakieś nowe sprzęty, ale po pierwsze stary działa, a po drugie jak zobaczyłem cenę tego, którego chciałbym mieć, to chyba wolę risk management związany ze starym J.

Jak więc zatem działam? Za każdym razem tak samo.

  1. Proszę o pokój na parterze i najlepiej skrajny (od korytarza, schodów lub przy windzie). I tak śpię w stoperach więc hałasy nie docierają.
  2. Jeśli jest taka opcja, to proszę o pokój bez kontaktu z sąsiadem. Jeśli przyjeżdżam późno, to wyjaśniam recepcjoniście (zresztą stoję z rowerem) i mówię jak istotne jest, aby od ostatniego zameldowanego gościa dzielił mnie jeden lub dwa wolne pokoje.
  3. Jeśli trening mam dnia drugiego szkolenia i wiem, że meldowani jesteśmy grupowo, to uprzedzam uczestników o podejrzanym hałasie jaki będzie dochodził z mojego pokoju J. Zwykle nie wierzą, ale jak się potem spotkamy na śniadaniu, to źli nie są.
  4. Szukam alternatywnego pomieszczenia. Jeśli jest siłownia, to zwykle rozstawiam się tam. Raz zdarzyło mi się robić trening w parkingu podziemnym.
  5. Jeśli człowieka nie znam, to zdarza mi się odwiedzić „sąsiada” mieszkającego w pokoju obok i od razu go przepraszam.
  6. Kilka razy (w marnych hotelach z cienkimi ścianami) zdarzyło mi się ustawić rower w łazience, bo dawała lepszą izolację hałasu.
  7. Odłączam telefon hotelowy (wiem, jestem fjut).
  8. Jak da radę (rzadko) robię rowerowy trening po południu.

To wszystko co napisałem nie eliminuje hałasu. Nie powoduje, że osoba, która mieszka za ścianą nie słyszy tego buczenia. Ale przynajmniej unikam konfliktu jako pierwszej rzeczy z rana albo wizyty w trakcie treningu (ktoś przychodzi i mi go przerywa). Wiem, że świat idealny nie jest, ale myślę, że antycypacja jest jedną z najlepszych strategii prewencji sytuacji trudnych.

5 Komentarze

  1. Paul Wozniak napisał(a):

    Czesc Marcin. Mieszkam na przedmiesciach Chicago I czesto odwiedzam twoja stronke a takze czytam twoje ciekawe felietony na roznych stronach. Gratulacje za mistrzostwo swiata. Rich Viola to tutaj bardzo znana osobowosc w sportowym swiatku. Niezly wyczyn. Ja tez uprawiam triathlon jako hobby a kiedys plywalem wyczynowo w siarce tarnobrzeg I na studiach na Politechice Slaskiej. Fajnie by bylo sie polaczyc na LinkedIn i more kiedys przejechac sie na rowerze Jak bedziesz znowu w stanach

  2. Karol napisał(a):

    Marcin,
    Mam pytanie techniczne związane z trenażerem. Chodzi mi o to czy u Ciebie po takiej jeździe zostaje na podłodze jakiś syf z opony. Ja mimo że zmieniłem oponę na taką do trenażera (która podobno się nie zdziera) mam z rowerem wręcz tony tego syfu i tak mnie to zniechęca że darowałem sobie taką formę treningu.
    To jak to jest w Twoim przypadku ?? Z góry dzięki za odpowiedź.

    • mkon napisał(a):

      Karol, mam podobnie jednak:
      a) mam zwykłą oponę
      b) nie zostaje aż tyle syfu
      Stawiam karton za tylą oponą aby drobinki nie przyklejały się do ściany. poza tym może masz za mocno dociśniętą rolkę oporującą. Ja staram się dociskać ją ale nie na fest, oporując raczej przełożeniami