BPS przed ironmanem
24 sierpnia 2017
wielkie serce w Malborku i okolicach
5 września 2017
Pokaż wszystkie

Chciałbym podzielić się z Wami dwiema rzeczami, których nauczyłem się podczas startu w Malborku. Rzeczami o których wiem ale ciągle muszę je sobie przypominać.

  1. Są priorytety – również w startach – (nie) warto ryzykować
  2. Ironman is all about the run

Ad.1 Nauczony doświadczeniem zeszłego tygodnia, kiedy zlało mnie na rowerze jak mokrą kurę i kiedy po raz kolejny uświadomiłem sobie, ze nie umiem jeździć w deszczu, napisałem do Tomka na 5 dni przed zawodami: jak będzie lało – nie startuję w Malborku. Lepiej przytrenować w garażu. Hawaje ważniejsze. Jak było wszyscy widzieli. Postanowiliśmy zaryzykować. W back upie było zejście z trasy rowerowej, powrót do Wani do domu i dokończenie treningu na trenażerze. Na szczęście niebo się zlitowało. Ale np. doskonale rozumiem Olę Lipowską, która zeszła z części rowerowej bo uznała, ze warunki mało sprzyjające i może nie warto ryzykować bo IM Barcelona za chwilę.

po powrocie do domu pierwsza rzecz to umycie roweru. Kto dba ten ma!

 

Ja zaryzykowałem i…. nie żałuję. Wprawdzie roweru było mi szkoda już po pierwszych 5km, żałowałem że mam dysk a nie koła fulcrum, w jakich pojadę na Hawajach no i że piękny zestaw (wózek + łańcuch) dostaje wpierdziej jak ta lala. Ale KONIECZNIE chciałem przećwiczyć po raz kolejny 3 rzeczy. Batony Enervit (a właściwie ich ilość – tym razem wziąłem 3 sztuki), rozdział między iso a rozpuszczone żele (bidon na ramie) no i jazdę w wietrze. Chyba byłem jedyną osobą na trasie rowerowej, która tak była wdzięczna za ten wiatr. Na Hawajach będzie wiało podobnie, dlatego trzeba ćwiczyć. O samej części rowerowej szkoda pisać. Nogi nie miałem, czułem że jest ciężko i podłamałem się jak zostałem objechany jak taczka przez Michała i Marcina. Z drugiej strony jechałem swoje waty i ciągle nie mogę wyjść z podziwu jak jadąc podobne wartości oni jadą jednak znacznie szybciej ode mnie. Śmieszna sytuacja zdarzyła się na 30km kiedy to podjechał do mnie Michał i powiedział za co dostanę opierdziel po zawodach (patrząc na moje aero). Chodziło mu o szytkę, jaką wetknąłem w koszyk za siedzeniem. W ogóle z tym „zestawem” za siodłem to uświadomiłem sobie, ze niepotrzebnie brałem tę szytkę oraz pompkę i naboje bo przy tych warunkach i tak bym ich nie zmieniał tylko poczekał aż ktoś mnie podwiezie na metę. Po drugie jak #janusztriathlonu wziąłem na punkcie odżywczym cały bidon ISO, z którego na drugiej pętli nie wypiłem NIC. Potem sobie tak przeliczałem, że miałem dodatkowy 1kg co przy cenach rowerów równało się upgrade pewnie za 10.000 zł 😉

 

bo napęd mam teraz zawodowy! Jak PRO!

 

Ad. 2 Jacek Nowakowski przyjechał do Malborka z mitingu Golden League z Brukseli. Przyjechał cały zachwycony tym jak ludzie tam biegają i chciał mnie chyba natchnąć już na Hawaje przypominając tę słynną maksymę (nie pamiętam czyją). Schodząc z roweru – mając 5’ straty do Michała oraz 3,5’ do Marcina wiedziałem, ze lekko nie będzie. Ale też chciałem przećwiczyć 2 rzeczy. Niby znane ale ciągle o nich zapominam. Po pierwsze starałem się pilnować siebie na pierwszych kilometrach. Ostatnie tygodnie to TYLKO trening do Ironmana więc nie ma mowy o żadnych tempach, BC2 itd. Więc biegania „szybszego” nie było w planie na zawodach. Cel – pobiec tak średnio po 3:55-4’/km.

I tak rozpocząłem. Nie patrzyłem na Panów ale robiłem swoje. Dodatkowo, każdy ostatni długi trening to bieganie z kilkoma koncentratami Enervit. Czasami zostawiam je w lesie, czasami wciskam w kieszonki (duże są cholerstwa). Przyjąłem zasadę, że przyjmuję pół koncentratu co 5km. I czuję, że to daje radę. Podobnie było teraz. Ewa podała mi na punkcie odżywczym 2 koncentraty a ja pilnując mocnej pracy ramion i starając się biec dobrze technicznie (jakoś czułem, ze na całej trasie wiatr w plecy) na km 7 dostałem jakby energetyczny strzał. Jakbym był Asteriksem, który napił się wywaru mocy Panoramixa. I czułem, ze mogę przyspieszyć. Specjalnie nie patrzyłem na zegarek, żeby się nie przerazić. Łapię się czasami na tym, ze jak w pierwszej części dystansu spojrzę i zobaczę np. 3:40  – a przede mną jeszcze 13km to myśl – nie wytrzymasz – może demotywować. Nie patrzyłem na zegarek choć czułem, ze jest szybko. I było. Tym razem ja minąłem młodych jak taczki (yes, yes – old man can run!) i uciekałem przed wyśmienitym przecież biegaczem jakim jest Marek Szewczyk. Bardzo jestem z tego biegu zadowolony.

 

fajnie widzieć te wznoszące się słupki w części „pace”

 

Na koniec kilka refleksji ogólnych po zawodach:

  1. Kalach – nie wiem jak ty to robisz ale jesteś kosmitą z tym 3h52 na takiej trasie w takich warunkach.
  2. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wsparli naszą akcję pralkowo – krówkową – ona wymaga oddzielnego wpisu – będzie.
  3. Widziałem tradycyjnie sporo osób draftujących. Wprawdzie widziałem tez przy nich sędziów, więc nie wiem jak to się skończyło ale scena kiedy jedzie Kazik, potem daleko za nim Kalach a za tym pociąg 3-4 zawodników – nie robi dobrego PR elicie. Ogarnijcie się Panowie. Nie było tam 12 metrów a była to długa prosta.
  4. Teraz już tylko 4 tygodnie do Hawajów. Jest z górki. Dobrze, że wkraczam w tę fazę raczej w dobrym nastroju.

 

1 Komentarz

  1. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Marcinie , nie wiem czy wiesz ale ten naped PRO(mam na mysli lancuch) by Ceramic Speed dziala tylko przez pierwsze 600 km a po tym ma takie same opory jak kazdy inny tej klasy lancuch . Te pierwsze , ktore ja kupilem mialy tylko 300 km . Teraz dodaja smar „Squirt lube” ktory niby przedluza
    zywotnosc do 600 km.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *