inżynier serwisant el Kapitano rzecze…

Przed Gdynią – apel!
6 sierpnia 2015
mkon know-how share
13 sierpnia 2015
Pokaż wszystkie

triathlon, a w szczególności dystans 70.3 uczy pokory. Na szczęście jak czytam dzisiejsze wpisy na FB nie ma tekstów jakie zapowiadałem przed weekendem aczkolwiek już o kilku deklaracjach rzucenia tego w cholerę już słyszałem. I bynajmniej nie mówię tutaj np. o decyzji jednej z małżonek triathlonisty, która spróbowała i zobaczyła, że poza tri też jest życie (bo jest). Mam na myśli raczej decyzje o kończeniu sezonu a może i wręcz kończeniu z dyscypliną. Moi drodzy. Daliście się omamić :).  Poniżej kilka moich refleksji.

1. Wszędzie widać super wyniki i super czasy. Ten łamie 5h, ten zdobywa slota, ta z kolei wygrywa z tyloma facetami. Ale nie widać jednej rzeczy – nie widać ile roboty w to wkładają. Tak więc nie dziwcie się, ze bez trenowania się nie udało. No może poza Grzesiem W 😉20150809_200225

2. Marketing Ironmana. Ile osób wpadło w chęć deklarowania założonych czasów na podstawie swoich poprzednich startów (niekoniecznie połówkowych). A, że nie liczyło zmian w Gdyni (dobieg dobrze ponad 4′) to trudno 🙂 No i się posypały deklarowane życiówki: 5h pękało właściwie w każdym wpisie. O kwiatkach typu 4:40 w debiucie 🙂 napisze pewnie sam Autor bo przegrał ze mną zakład. Powiem więcej – każdy z nas wiedział jaka pogoda się zapowiada. A ta i tak była łaskawa. Uczy pokory? Tak więc kilka dni dla ochłody głowy i może rehabilitacja u Grześka Golonki w Mrągowie albo w innych zawodach?

3. 70.3 to nie 2x 1/4. A te ostatnie 21km to nie 21 km na sucho. Nawet mnie wczoraj postawiło. Mogę sobie wmawiać, że zawody za 3 tygodnie ważniejsze ale truchtanie po 4’/km na ostatnich 10km to nie tylko wynik taktyki 🙂 

Świetny rower Maćka D. (byłego triathlonowego celebryty – bo po tym sezonie to już zawodnik pełną gębą) zakończył się jeszcze piękniejszym zgonem na 2 kółku. Kilku kandydatów na tego typu ilustrację mógłbym jeszcze podać 🙂

debile

4. Jedną z najciekawszych refleksji jaką usłyszałem w padoku było: nasze rowery nie różnią się za bardzo od rowerów PRO. To prawda postęp sprzętowy jest gigantyczny. Po tych zawodach sam dojrzałem do tego, ze aby lekko oszukać upływający czas i zdecydowanie zmniejszającą się moc muszę oddać się we władanie kosmitów technologii (Dec, Wydarty, Podsiadłowski, Żywek) i zamienić mój super hiper oreo bidon na coś bardziej teges. Mam ku temu powód bo podczas wybiegu z rowerem ze strefy niespodziewanie zaparkowałem w dość gęstym żywopłocie i żeby nie pomoc konkurenta (powinna być dyskwa dla mnie za 20150809_161036pomaganie) to chyba bym roweru nie wyciągnął. Tutaj kolejna refleksja. Wszyscy mnie znają a ja nie znam wszystkich. Proszę mówicie kto zacz. Czasami gadamy ze sobą jak starzy kolesie na FB albo przez maila/telefon a potem mam trudność w lokalizowaniu twarzy z głosem. No i podobnie jak większość jestem w szoku, ze kol. Jeżewski vel ekwadorska morska świnka z czosnkowym jest taki mały (w sensie mojego wzrostu ) 🙂

20150808_171801  

5. Sama impreza nie różniła się według mojej oceny od imprez poprzednich (mówię o stronie organizacyjnej). Dobra robota wtedy = dobra robota teraz + znaczek. Poza wpadką ze statkiem oraz słabą drogą (ma być zmieniona) więcej grzechów nie pamiętam. Super wolontariusze, super spikerzy, extra expo na którym rządziła ekipa smentorowców oraz generalnie namiot HUUB. 

6. Drfating: najpierw dwie rozmowy na koniec zawodów. Pierwsza: idziemy do samochodu po dekoracji. Podchodzi kolega z synem i mówi: Marcin w tym roku nie draftowałem. Można – można. Druga: Marcin, wlepiłem kilka kar, bo pomimo tego, że w drugiej części dystansu łatwiej było nie draftować to kilka pociągów było. Jako osoba startująca w ostatniej fali widziałem wszystko to co działo się przede mną. Moje „lewe”, „lewa wolna”, które trwało mniej więcej od 35 minuty mojego wyścigu do 2:05 (wtedy się przerzedziło)  dało mi możliwość obserwacji większości zawodników, którzy startowali przede mną. Były odcinki gdzie nie można było NIE DRAFTOWAĆ. Były odcinki, gdzie draft był mimo, że można było nie draftować. Parę numerów zapamiętałem i napiszę do Panów osobiście, bo jeśli pod koniec mojej II pętli widzę 3 zawodników jadących razem i to zmieniających tora jazdy aby łapać najwięcej oreo to jest to drafting a nie słabe warunki drogowe/dużo ludzi.

 

7. Osobista refleksja na koniec (jeśli dotrwaliście do tego momentu). Jeszcze raz dziękuję za kibicowanie. Sam złapałem się na tym, że na 2 kółku planowałem sobie to ostatnie wedlug następnych kamieni milowych:  kostka brukowa – tam po lewej Cichecki ze swoim chichutkim (nazwisko zobowiązuje) dopingiem, po prawej cała masa kiboli ultrasów proszących moje dupsko o ogień, dobieg do punktu nawadniania – tam żona z córką – to wiadomo :), potem Garnek Mocy – który jak wiadomo jest wszędzie, świętojańska w prawo – tam będą Czajkosie i towarzystwo różowej bluzy (Adam pięknie ci w różowym). Na nawrotce Przemo, który próbuje złapać fokus w swojej zorce 5 a potem już tylko promenada – czyli bajka z „wariatką” Karoliną na przeciwległej prostej. Na koniec RAT-y i Dybuk Family i ich megafony. Naprawdę to pomagało! Ogień z d*upy to fajne hasło ale dzieci Was słuchają 🙂 tak więc ostrożnie proszę. Szkoda, że nie będzie Was wszystkich w Zell – tam nie będzie kalkulacji. Tam dopiero będzie ogień. Fajnie się też było spotkać ze smentorowcami (prawie wszystkimi)

IMG_0002

 

P.S Trener Kowalski jak pokazał wynik Miłosza i mój bardzo daje radę. Nieprawda, że kotlety były za słone a osobisty mechanik Emil nie dość, że daje radę to jeszcze potem naprawi to co zepsuł 🙂 No i wieeeeeeelki szacun za bluzy. Qrna nie mam słów!

3 Komentarze

  1. mkon napisał(a):

    do zobaczenia. za 3 tygodnie to się będzie dopiero działo co?

  2. mc napisał(a):

    …oraz słabą drogą (ma być zmieniona)
    a zmieniona ma być trasa czy nawierzchnia obecnej drogi, która fragmentami idealna nie jest?