Rivalry vs. Competition
20 lipca 2018
kończę z triathlonem
6 sierpnia 2018
Pokaż wszystkie

To nie jest post reklamowy. Uważam, Enervit za bardzo dobrą firmę, ale raczej chcę zwrócić Waszą uwagę na stosowanie odżywek jako takich. Bo ma być to post zdroworozsądkowy.

Lata temu, trenowałem aby chudnąć. Teraz ciągle tak jest, ale spadek wagi jest niejako celem pośrednim. Teraz celem głównym jest realizacja wyników. Wtedy więc odżywanie w trakcie treningów traktowałem „po macoszemu”. Czyli mając zapas tłuszczyku wiedziałem, że jak będzie brakował energii to organizm jakoś pociągnie. Woda była właściwie jedynym „pomocnikiem”. Czym innym były zawody. Tutaj wiadomo – trzeba zmniejszać spadek energii poprzez odpowiednią suplementację w trakcie. Starałem się używać środków „domowych”. Bułka z miodem, dostępne w sklepach batony (czasami robiłem sam), rodzynki, banany i inne takie. Od dwóch lat jednak mocno suplementuję się również na treningach. I chociaż dalej mam w głowie filozofię – trening tlenowy – dam radę z przemian tłuszczowych – to jak pojawiają się odcinki akcentowe to nie ograniczam się ani nie cackam. Jadę z odżywkami tak, jakby były to zawody.

Przykłady z dwóch ostatnich dni

Sobota.

W planie dwa treningi tego dnia. Rano zakładka (2h roweru +15’ biegania) po południu 20’+10*100/100+20’ – trening biegowy. Podczas tego pierwszego treningu do zrobienia 3 odcinki tempowe. 15’ w strefie TEMPO, 10’ w strefie SS oraz 5’ w strefie CR. Naprawdę mocno. Sam rower to raptem 2h ale spójrzmy na zestaw jaki zabrałem ze sobą: 1 baton; 4 tabletki energetyczne do ssania, 1 żel – koncentrat no i 3 bidony (2 litry). Temperatura nie sprzyjała, a rower zaczynałem o 10. Przed każdym odcinkiem pochłaniałem jakąś porcję „chemii”, ostatnią porcję zostawiwszy sobie na 10’ przed bieganiem. To bieganie po rowerze to zakładane 4:30/km, ale miałem poczucie dużego zapasu energii. Oczywiście wtranżoliłem wszystko – mimo, że gorąco nie powodowało dużego „głodu”. Trening poszedł wyśmienicie. Wieczorne bieganie również weszło – chociaż ono raczej z serniczka oraz dwóch kawek przed 🙂

#rokżony 😉

Niedziela.

W planie tylko jeden trening ale za to petarda. Zarówno pod względem logistycznym jak też wyzwanie stricte biegowe. 10km+10km BC2+4km rozbiegania. Sobotni wieczór spędzony jak w  #rokużony na wałęsaniu się po olsztyńskiej startówce. Przy 3 łyku piwa stwierdzam, że zostawię auto w okolicach ulicy Leśnej – tam chciałem robić BC2. Po prostu przybiegnę po niego z kluczykiem. Pozostaje kwestia logistyki „żarełka” i picia. Wyruszam z domu z dwoma koncentratami w kieszonkach singleta Huub, oraz tabletką rozpuszczalną w gębie. Startuję o 9 więc bez śniadania. Prognoza pokazuje, ze od rana +28 co przy takim długim biegu da nieźle w kość. Wyliczam sobie, ze te pierwsze 10km to będzie mniej więcej do początku ulicy Leśnej. A tam jest sklep. Planuję kupić iso, wodę, zrobić szybki postój na wodopój i rozpocząć trening właściwy. Wyzwaniem w tej temperaturze jest tempo wybiegania. Ustalamy z Tomkiem, że prędkość wybiegać powinna oscylować wokół przewidywanego tempa startowego minus 1’.

Żabka jest po 12 a nie po 10km, ale nie mogłem odpuścić, Większość koncentratów wypiłem już na 9km. Wpadam na zakupy, bombluję się iso na maksa i ruszam na BC2 10km. Butelkę z resztą iso wymieszaną z wodą w specjalnie przygotowanych „holderach”, przywiązanych do przydrożnych znaków drogowych. I tutaj kolejna niespodzianka. Mimo zalania żołądka ¾ półlitrowej butelki iso, organizm po 12km rozgrzewki jest tak „wypłukany”, że w ogóle tego nie czuję. Nic nie chlupocze w żołądku, siku się nie chce a kolka nie przeszkadza w biegu. Biegnę trzymając w ręce ostatni łyk koncentratu, żeby łyknąć go na nawrocie (po 4km). Na 5km bardzo żałuję, że znak z piciem dopiero na 8km. Słońce mocno operuje a zapowiadanych deszczy nie ma nawet na horyzoncie. Zbawczy łyk na 8km i jeszcze te 2 jakoś dobiegam. Potem… muszę sobie zrobić przerwę bo jednak odwodnienie znaczne. Wypijam resztki izo, resztę wody i dotruchtuję te 2km (już nie po 4:30 oczywiście – bo chyba bym umarł). Nie wyobrażam sobie zrobienia tego treningu bez „zewnętrznych” pomagaczy. Nie dzisiaj, nie w tej temperaturze.

Oczywiście ideałem byłoby jakby ktoś jechał przy mnie na rowerze ale #rokżony objawia się tym, że zwykle to ona poprzedniego wieczoru nawadnia się więcej niż ja J. Nie śmiałem proponować i ryzykować.

Podsumowując. Nie ma znaczenia, czy korzystamy z wiadomej firmy na E, czy z jakiejkolwiek innej. Ostatnie 2 lata nauczyły mnie, że jeśli jest potrzeba, trzeba futrować się ile można w trakcie treningu.

4 Komentarze

  1. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Marcin , to ja tutaj mam „Kanade”.
    Sciezka rowerowo -biegowa nad jeziorem Ontario (bryza) , 50% w cieniu i pijawki co 5km .
    Na wybieganie do 20km biore 1 zel (30-32 g wegli), na 30km 3 takie zele . Zraz po biegu .5-1km rozluzniajace plywanko .
    Pracuje super !

  2. Kubuś napisał(a):

    Dymasz żusto, dymasz. Bo cie kryzys wieku średniego goni!!

  3. Piotrek Wojciechowski napisał(a):

    Marcinie, jakbyś kiedyś potrzebował kogoś do podawania Enervitów z roweru na Leśnej, to służę pomocą. Mieszkam 400 metrów od rzeczonej mekki szybkiego biegania 😉

    • mkon napisał(a):

      dzięki! Zgłoszę się, choć na razie pojemniki rozstawione przez Wujka dają radę 😉