pierwsze szlif(k)y, robaczywki…
29 stycznia 2016
motywacyjne triki – ostatnia część tryptyku
2 lutego 2016
Pokaż wszystkie

received_1057639610937072

w smentoringu czasami trzeba być dyrektywnym!

 

W roku 2015/2016 pracuję z 12 zawodników. Jak pokazują doświadczenia roku poprzedniego warto dzielić się „sprawami”. No to dzielę się „hiciorami” stycznia 2016. Nieustannie przypominam o tym, że NIE bycie smentorowanym nie oznacza, że nie można się ze mną kontaktować. W końcu takim właśnie bocznym wejściem do smentorowców 2015 wepchnął się Ten, Który Został Teraz Prezesem Klubu Sportowego NIEMANIEMOGĘ 😉

Sprawa pierwsza. Wytop a zdrowie. Ale rozszerzę temat i nazwę go sport a zdrowie.

Pytanie jakie dostałem brzmiało jakoś tak: ile mam wyliczyć sobie codziennej dawki kalorii jeśli nie trenuję bo mam zabieg w szpitalu a jednocześnie jestem na wytopie. Biorąc pod uwagę dość częste pytania odnoście ilości snu i odpoczynku przed i po treningu chciałbym odpowiedzieć zbiorowo (tak jak odpowiedziałem pytającemu również) – LUDZIE, czy to nie czas jebn*ć się w łeb jeśli mylą Wam się priorytety? Kto myśli o trenowaniu jak nie macie (z różnych powodów) czasu na sen. Gdzie trenowanie jak nie można ogarnąć dzieci, rodziny i zarabiania pieniędzy? Kto daje swojemu organizmowi kolejny bodziec SPOWALNIAJĄCY regenerację? Myślę, ze trzeba to powiedzieć wprost i to jasno. Trenowanie to nasze HOBBY. A jeśli hobby staje się obsesją to czas się zastanowić. Jeden z moich podopiecznych pisze: chyba marnuję twój czas projekcie bo podczas rozmowy z żoną doszliśmy do wniosku, ze powinienem jednak więcej zarabiać (projektuję) a nie „marnować” czas na treningi. Inny z kolei twierdzi (też tłumacząc się z zajmowania miejsca w mentoringu) dzieci nie dają mi trenować? No come on. Dzieci nie dają ci trenować, no co za dzieci cholernie. Jak one mogą nie rozumieć, ze tata musi potrenować. Moja rada: do kaloryfera na czas treningu i zwiniętą skarpetę w gębę, żeby sąsiedzi nie słyszeli jak się drze…

Priorytety. Od tego są, żeby wiadomo było kto jest pierwszy w kolejce do naszego czasu. I jak sobie tego nie poukładamy to nie warto się angażować. Będziemy żałować. A co z tego, ze w c.v będziesz miał zapisane sub10 podczas zawodów Ironman w XXX. I tak za każdym razem każdy będzie cię pytał ile razy spudłowałem w trakcie tego (bia/tria)htlonowego startu J

Sprawa druga: porażka w trakcie testu/treningu

W zeszłym tygodniu dostałem na ostry smentorski dyżu maila o treści mniej więcej takiej: MKON robiłem test ftp 20’ po 10’ zszedłem z roweru i teraz strasznie żałuję, że dałem ciała. Miałem siłę ale głowa nie wytrzymała. Mam kaca.

W sprawach kaca to ja nie jestem jakiś mega ekspert ale w sprawie odpuszczania w trakcie już tak. Dlaczego? Bo mam filozofię, że nie odpuszczam. Ale od początku. Nie ma czegoś takiego jak przerwanie testu. W przyrodzie występuje ale nie w mojej filozofii. Mogę zwolnić, mogę odpuścić, mogę przeformułować cel ostateczny ale nie schodzę, nie przerywam. Bo po tym zawsze będą cię nachodziły koszmary. Nie zrealizowałeś celu treningowego – no coż – taki dzień, taka forma. Sprawdziany mają za zadanie pokazać gdzie jesteś a nie czy jesteś lepszy. Sprawdzając się co miesiąc w ramach triathlonu korespondencyjnego nie oczekuję, że każde 400m będzie szybsze. Ustalam sobie zakres, który mnie satysfakcjonuje i jazda. Podobnie z rowerem. Teścik na 10km (ostatni@15’10”) cały czas na tej samej trasie i na tym samym rowerze pokazuje, ze baaaardzo daleki jestem od formy. Ale czy strach przez niepoprawieniem poprzedniego wyniku ma mnie powstrzymywać przed podjęciem próby. Nie! Trzeba walczyć. Z sobą, ze strachem, z przyszłymi wątpliwościami. Kolega, który do mnie napisał na ostry dyżur ma jaja. Jakby nie miał to by nie napisał. Dla mnie jako faceta napisanie takiego maila jest większym osiągnięciem niż 380wat FTP. A, ze test powtórzy to wiadomo. Robi to w końcu dla siebie.

Każdy z nas ma problem z głową. Jedni mniejszy, jedni większy. Czasami wystarczy z kimś o tym pogadać, czasami trzeba podejść do tego na „sucho”. Może po prostu podczas testu zaczynamy z zza wysokiego C i negative split byłby lepszym rozwiązaniem. W końcu nie każdy potrafi „porzygać się” z wysiłku tak jak to Partyk, z którym w zeszłym roku również pracowałem w programie mentoringowym w temacie głowy i dawanie z siebie wszystkiego na zawodach. A właściwie blokady jaką miał. A teraz dostaję od niego takiego maila:

„Marcin, mam taką refleksję że świetny miałeś pomysł z tą rywalizacją na odległość. Bo naprawdę 3 miesiąc z rzędu mam motywację żeby wykonać testy i to tak na 100%. Zawsze mi brakowało motywacji, żeby wycisnąć z siebie wszystko, zawsze czułem że mogłem test wykonać lepiej,  a teraz to totalnie inna bajka. Do tego stopnia, że ostatni test biegowy zrobiłem tak mocno, że prawie się porzygałem :). Wycisnąłeś ze mnie coś więcej i wierzę, że to jest świetny trening głowy. Jednak można :)”

Powyższe wprawdzie ukazało się to już na AT ale może jest ktoś na tym świecie kto czyta niemaniemogę.pl a nie czyta AT 😉

 

3 Komentarze

  1. Stefan napisał(a):

    Pierwszy rozsadny glos w 2016 r….. Dotyczacy sprawy pierwszej 😉 Priorytety Priorytety

  2. Stefan napisał(a):

    Nie wiem… nie czytalem 😎