Enea Triathlon Bydgoszcz – czyli życiówka „z prądem”

W Suszu nie schodzę!
2 lipca 2018
co to znaczy „bardzo mocno”?
12 lipca 2018
Pokaż wszystkie

 

Krótkie podsumowanie zwycięstwa w OPEN. Ostatniego od… 2015r. Czyli szmat czasu temu. Ale to dobrze. Bardzo dobrze. Bo w końcu to obciach, aby 45 letni zawodnicy wygrywali zawody. Oczywiście obciach dla młodych. A jeśli jeszcze młodzi rozmawiają między sobą: „o dobrze, ze jesteś. Już myślałem, ze nie będzie z kim walczyć” (rozmowa odbywająca się przy moim rowerze rano, z litości nie wskażę autora) to tym bardziej „gul” skacze 😉 I wiem, że w każdych kolejnych mnie mega złoicie. Taki lajf.

Opis zacznę od pochwały organizatorów. Bo trzeba ich chwalić. Kuba i Olek robią kawał świetnej organizacyjnej roboty. Są pewne niedociągnięcia (oznaczenie trasy biegowej), ale to już doniosłem bezpośrednio. Ale nie dość, że z każdym rokiem jest lepiej i lepie (bo Panowie słuchają feedbacku a nie się na niego obrażają) to jeszcze miałem poczucie MEGA zaopiekowania. Bo na zawody jechałem z roboty. Spakowany już w poprzedni poniedziałek. Nawet Prezesem się Panowie zajęli jak należy. Czyli po królewsku. Skubaniec jak dawał mi nagrodę na podium to szkiełko zostawił. „A nagrody do magazynku wezmę MKON, bo zgubisz” TriWawa świadkiem!

Poprzedniego wieczora Prezes mówi: masz dychę, idź do żabki bo kuchnia hotelowa od 6.15. A ja tak późno przed startem nie jadam!

 

Zawody również fajne pod względem sportowym. Pływanie z prądem gwarantuje dobry czas. Domierzone. Mnie GPS pokazał 1870 metrów. No i skok na bombę na start – BOMBA! Świetna i szybka trasa kolarska. Ulepszona od ostatniego mojego razu (¼ IM w 2016 – 2h02 – II OPEN) dostaje malutki minusik za tory 😉 Wydłużone bieganie (oficjalne info orgów), kompensujące według mnie to co zyskujemy w wodzie (bieg – 22km 300m). Nic tylko przyjeżdżać i bić życiówki. Szczególnie jeśli jest się słabym pływakiem!

Wiem, że nie zaczyna się od podsumowania, ale ja sobie pozwolę. SUB 4:05 jest w zasięgu (moim) na tej trasie. Żeby nie 90’ postój w poszukiwania buta tuż po T1 i zakładanie OBU oraz ciągle słaba forma biegowa – mógłbym strzelić czas marzeń. A tak.. jest życióweczka – co też nie jest złe. Z butem przygoda boska. Mimo ćwiczenia, ciągle nie jestem z nimi kompatybilny. Starałem się tak stopę wsunąć, że odpiął się z pedału. Pojechałem z rozpędu dalej. Na szczęście uczynny Pan z obsługi podskoczył ze zgubą (pewnie powinienem dostać dyskwę za pomoc). Zsiadłem z roweru, założyłem oba, rozpędziłem się na nowo i jakoś poszło.

Zaczynając od początku – start w pojedynkę czy w dwójkach to super sprawa. Lekko się przepchałem na początek i naprawdę złapałem mocne nogi. Czułem, że jest na zapieku, ale plan był taki, aby popłynąć ile wytrzymam. Wytrzymałem do ostatnich 200m. Potem puściłem bo… pianka nabrała jakoś wody. Nawet bałem się, ze puścił zamek na plecach (tak się stało poprzedniego dnia w basenie). Jednak nie ma to znaczenia, jeśli na wbiegu do T1 widzę 25’! Wtedy od razy podejmuję decyzję co do roweru. So long 315wat+. Wolę zaryzykować jakieś tam bieganie po i zobaczyć jak będzie z czasem końcowym, a nie truchtać wymęczony po rowerze po 5’.

Zaczynamy rower. Tutaj plan jest następujący. Złapać taką kombinację SHRUG aby jechać wygodnie, mocno ale szybko. Pierwsza pętla 295 wat średnia. Oczywiście zegarek włączam dopiero po przygodzie z butem. Jadę ją w okolicach 32.00’. Mocno się składam i trzymam tego złożenia. Pętla druga 291 wat. Czas gorszy o 30’ ale to ta pętla z torami, zgubionym bidonem i braniem picia na punkcie odżywczym. Pętla trzecia 285 i 32:30 (czyli czas taki sam). Na tej pętli wyprzedzam Maćka Chmurę, który kręci nosem. Ja też bym kręcił jakbym startował dzień po dniu. Cisnę dalej chociaż bardziej chyba cisnę głowę w ramiona. Czuję, że ten czas naprawdę szybko umyka. Staram się oszczędzać nogę na bieg i ostatnia pętla wychodzi 275 wat ale za to jest to tylko 20’ wolniej niż 3 poprzednie średnio. Więc jeszcze raz się przekonuję. AERO ponad wszystko. Szczególnie jadąc w stronę miasta miałem poczucie jakbym mało oporował pod wiatr. Podsumowując rower – mamy z Trenerem Kowalskim pewną sprzeczność poglądów. Mnie wydaje się, że znalazłem optymalne waty na 70,3. Takie aby się nie zginać, zapierać, nie tracić pozycji. Według mnie jest to ok. 290-300 watt. Tomek twierdzi, że do wypracowania jest wyższa wartość. Popracujemy – zobaczymy. Wierzę mu, więc słuchać się będę. Średnio na rowerze (nie liczyłem ostatniej prostej – zjazdu do T2 rower wyszedł 287 wat. Odpowiednią kwotę przekazałem na Nidzicki!

Schodzę z roweru jako drugi zawodnik. Lekka przebierka w retro (a właściwie ściągnięcie kombinezonu rowerowego) i jazda. Plan był aby całość pobiec poniżej 4’/km co przy mojej obecnej formie biegowej i tak byłoby dobrym wynikiem. Ciągle dmuchamy i chuchamy na te moje nogi po marcowym wybryku przyczepów. Ten bieg był drugim bieganiem powyżej 20km od marca właśnie. Pierwsze koło – dość luźno. Nawet wyszła średnia ok.3:55. Zbliżanie się do zawodnika pierwszego na pewno mentalnie pomagało. Choć, jak mi po zawodach powiedziała żona – wyglądałem na mocno skupionego. Jak na Hawajach. No bo jak kolegę pierwszego wyprzedziłem, to potem wstyd było dać się wyprzedzić. I tak jakoś uciągnąłem choć łatwo nie było. Wiem, że dużo osób mi kibicowało, dużo zawodników biegnąć ze mną coś do mnie gadało, ale chyba po prostu tego dnia zagiąłem się na wygraną. Przepraszam za brak kontaktu.

Od 7km biegłem nie patrząc na zegarek i byłem mile zaskoczony jak na mecie pokazał 4:08. Jakby nie patrzeć – życiówka. W wieku 45lat! Może to dobry prognostyk przed październikiem?

No bo od jutra już tylko trening maratoński. Z lekkim podtrzymaniem roweru i pływania bo jeszcze Gdynia, ale już focus jest na powrocie do szybkiego biegania.

Co do motywacji – ciągle jest z nią słabo. Ale umówiony z Tomkiem jestem, że co by mi nie napisał na treningu to ja to zrobię. Chyba jednak wolę taki (zadaniowy) trening. Jest robota do zrobienia to się ją robi.

Jeszcze raz dziękuję organizatorom za zaproszenie i byłoby mi bardzo, naprawdę bardzo milo jeśli za rok również takie zawody zorganizujecie. I nie odwracajcie biegu rzeki pls!

Aha pytany o nagrody odpowiadam. Dostałem od Ene Bydgoszcz Triathlon 5000zł. A właściwie od Was, którzy zdecydowaliście się przekazać trochę kasy przy opłacie startowej na NFL. To jest mega nagroda!!!

7 Komentarze

  1. W36 napisał(a):

    Bardzo dziękuję za doping! Sporo do szybkości, kiedy kibicuje sam Mistrz Świata! Mogłeś siedzieć w strefie finishera, a dodawałeś mocy, niesamowite… Dziękuję!

    Ps. Przy zapisach pominęłam NFL, wstyd, już nadrabiam!

  2. Dziad, kiedyś dziadek napisał(a):

    Albo Ty jesteś tak dobry albo nasza młodzież tak cienka… Pewnie jedno i drugie… Niemniej Szacun Panie!

  3. Piotr napisał(a):

    Gratulacje! Dobra relacja i interesujące wykresy. Jedna rzecz rzuciła mi się jednak w oczy…
    Jak to było z tym rowerem, był skrócony? czy to kwestia późniejszego włączenia pomiaru?
    Pozdrawiam

  4. Adam napisał(a):

    Proponuje zerknąć jeszcze na dane pogodowe podczas roweru: siłę wiatru i jego kierunek.
    Niby 7% spadek mocy potrzebnej do uzyskania tej samej prędkości wskazuje na jakiś uzysk z areo
    ale wiatr mogł to mieć główny wpływ. Wystarczy wziąć pod uwagę jak zachowują się koła przy róznych kątach wiatru pozornego
    a okazuje się, że dla specyficznych kątów róznice są znaczne.
    Aczkolwiek i tak warto dbać o areo i najtańszy upgrade to chyba inwestycja w joge 😉