TRImKONA2017 czyli pierwsze koty za płoty
31 maja 2017
Pareto w treningu TRI
15 czerwca 2017
Pokaż wszystkie

Antoś, Rafał, Tomuś. Taka kolejność 😉 Brakuje Leny ale ona jak każda kobita ajronmena – w tle 😉

Jak masz dzieci poniżej 10 roku życia – nie trenuj do Ironmana.

Taką tezę stawiam i będę jej bronił mimo, że ostatnio prowadzę wspaniałą polemikę w tej sprawie z Rafałem Ruzikiem (Antoś 8 i Tomek 4 lata). Łatwo jest mi pisać stawiać taką tezę, bo sam mam dorosłe dzieciaki (ponad 20). Zaczynałem, kiedy Kasia miała 11, a Michał 16 lat. Jestem prawnikiem z wykształcenia a nie psychologiem ale chyba każdy zdrowo myślący dorosły, pamiętający swoje relacje z rodzicami wie jak ważną rolę odgrywa w życiu swoich dzieci. I bynajmniej nie chodzi o codzienne kupowanie lego czy zgodę na lody. Chodzi o bliskość i obecność. Jak zauważa Maria Tyszkowa, ogół ideałów wychowawczych wyłaniany jest na podstawie działania świadomości rodziców, którzy tworzą je na podstawie retrospekcji własnych doświadczeń oraz przekazu społecznego. Bardzo istotnym czynnikiem wpływającym na rozwój dziecka jest więc osobowość rodziców. Autorka przedstawia trzy sposoby oddziaływania osobowości rodziców na rozwój dziecka:

„(1) jako model – przez procesy naśladownictwa, identyfikacji, a więc poniekąd jako element środowiska społecznego i sytuacji psychologicznych występujących w środowisku rodzinnym; (2) jako nosiciel standardów i ważny czynnik świadomie tworzonych sytuacji i oddziaływań wychowawczych, a ponadto (3) jako psychologiczny kontekst owych ideałów i standardów wychowawczych”.[1]

I piszący do mnie Rafał ma 100% racji jeśli twierdzi: „Staram się godzić wszystkie aspekty mojego życia, aby zachować w miarę rozsądną równowagę (choć pewnie moja żona niekoniecznie by się ze mną zgodziła). Oczywiście, że bez trenowania mógłbym więcej czasu poświęcić dzieciom. Ale czy dzięki trenowaniu i pokazywaniu na własnym przykładzie dzieciom właściwych postaw nie zyskujemy więcej? Mam wrażenie, że tak naprawdę mając więcej czasu dla dzieci wcale bym go lepiej/efektywniej nie wykorzystywał. Właśnie mając go może czasem trochę mniej staram się, aby był on wykorzystany efektywniej. A dzięki temu, że pokazuję im na własnym przykładzie właściwe postawy, daję im jednak dużo więcej”. Co więcej jego doświadczenia modelowania zachowań dzieci przekładają się na 5 ważnych argumentów zbijających moją tezę. Pozwalam je sobie tutaj przytoczyć:

Najważniejsze to pokazywanie dzieciom dobrych/pozytywnych wzorców. Swoim przykładem pokazujemy jak należy postępować. Myślę, że najlepszym podsumowaniem tego były słowa mojego syna z ostatnich zawodów, kiedy miałem kłopoty: „tata jest ironman-em, on się nie poddaje” 😉

Oczywiście jest to tylko jeden z etapów. Powiedzieć dziecku to pierwszy etap, drugi kiedy zaczyna rozumieć o co chodzi (słowa Antka), a trzeci kiedy sam doświadczy. Ale dzięki temu, że wcześniej zrozumiał, to doświadczanie wydaje się być wtedy bardziej świadome (wiem to z autopsji, choć ze starszych lat).

  1. Trenowanie TRI, w szczególności dłuższych dystansów, uczy przede wszystkim wytrwałości i cierpliwości. To przekłada się na całokształt życia (również z autopsji 😉 ). Wiadomo, że dzieci potrafią „dać popalić”, „wchodzić na głowę” czy w bardziej ekstremalnej wersji być „baaardzooo uciążliwe” 😉 Dzięki temu, że mam swój „wentyl bezpieczeństwa” potrafię spokojniej i z większym dystansem podejść do pewnych tematów. To może będzie nieco nieskromne, ale dzięki TRI stałem się nieco lepszą wersją samego siebie ;-P
  2. Wiadomo, że trenowanie TRI zabiera sporo czasu. Staram się trenować kiedy dzieci pójdą już spać albo jeszcze śpią. Oczywiście nie da się robić tego tylko wtedy. Dlatego też wiem, że zabiera to część czasu, który mógłbym spędzić z dziećmi. Staram się jednak przez to efektywniej spędzać czas, który mam razem z dziećmi. To trochę tak, że jak się ma mniej możliwości, to naturalnie człowiek stara się lepiej wykorzystać dany czas. Niestety widzę trochę takich słabych przykładów np. kiedy niby rodzic wychodzi z dzieckiem na dwór, ale dziecko bawi się samo, a rodzic siedzi na ławce i nic nie robi/gada z innymi rodzicami/siedzi z telefonem w ręku.
  3. Wspólne spędzanie czasu połączone z trenowaniem. Kiedy syn ma zajęcia na basenie z instruktorem, zwykle wykorzystuję ten czas również na to, aby popływać. I to jest trochę tak, że wzajemnie się podpatrujemy i troszkę nakręcamy 😉 A poza tym daje mi dużą frajdę (z tego co wiem Antkowi też), jak idę pobiegać, a Antek jedzie obok mnie na rowerze. Czasami udaje nam się tak zaplanować wszystko. Oczywiście dotyczy to tych spokojniejszych/luźniejszych treningów.
  4. Dzięki temu, że dzieci widzą startującego w zawodach rodzica to same mają ochotę spróbować. Ja swojego syna nie namawiałem do niczego. Sam mnie prosił, aby znalazł zawody czy to biegowe czy rowerowe, bo on też chce 😉 Zaliczył już nawet zawody aquatlonowe, a za chwilę (Sieraków) startuje w duathlonie. Jak mu mówię, że jest taka czy inna możliwość wzięcia udziału w zawodach, to on sam decyduje czy chce. Oczywiście zawsze chce i podniecenie z tym związane jest duże. To też powoduje, że jest świadom tego, że czasami w związku z tym musi pobiegać czy pojeździć tzn. poćwiczyć. Dzięki temu nie traci tego czasu przed TV czy komputerem 😉

Zgoda. 100% zgody. Problem jak zwykle zawiera się w formie tego procesu. Ostatnio miałem okazję doświadczyć dwóch sytuacji, które tę „formę” opisują. Przykład pierwszy: rozmawiam z przyjacielem, który żali mi się, że w następnym roku to on pierdoli już całe to trenowanie. Najwyżej rower MTB, jakieś bieganie. Wczoraj zamiast siedzieć z dzieciakami przy ognisku zapieprzał z kosiarką do 21 bo najpierw była robota, potem trening, dopiero potem obowiązki domowe. Na oglądanie z żoną „M jak miłość” 😉 nie starczyło czasu. Scena druga. Siedzę u drugiego przyjaciela wieczorem i słyszymy z kuchni jak jego Królewna (5 lat) „dorosłym” głosem pyta: „Tato, łyżeczkę po jogurcie to włożyć do zmywarki czy do zlewu”? Spoglądamy po sobie i ja mówię: WTF – pięciolatek? A Maciek mówi rzecz, która mnie zwala: „wyobraź sobie ile z takich rzeczy straciłbym jeśli teraz byłbym na trenażerze. I chyba właśnie o to chodzi.

Dystans i czas

Mówimy o dość specyficznej sytuacji. Trening do IRONMANA. Dystansu, który uwielbiam. Dystansu, który uważam za króla dystansów. Nie do opisania jest poziom satysfakcji dzień po zawodach, kiedy to nie tylko po schodach ale i do kibla – to wyprawa życia. Ale trening do IRONMANA zajmuje cholernie dużo czasu. I niezależnie od tego na ile trenujesz. Czy na ukończenie w limicie, czy na sub 9. No nie da rady zrobić tego bez 10-15, a czasami i 30 godzin w… tygodniu. No to fizycznie jest to niemożliwe, aby dać dzieciakom tyle atencji ile  potrzeba.

Piszą mądre książki, że kluczowe w rozwoju dzieciaka są 2-3-5 lat. Wtedy rodzice są wzorcem i można ten wzorzec poznawczy świata kształtować. 10 lat i więcej – jest już posprzątane – wtedy rówieśnicy, piękna pani od polskiego, ale rodzice mają do odegrania kosmiczną rolę w kontrolowaniu tego procesu. W końcu za chwilę nastąpi wychowawczy „pierdolnik gimnazjalny”. I jeszcze raz – nie długość ale jakość kontaktu ma dla mnie (tak jak pisze Rafał) kluczowe znaczenie. Ale czasami bez długości, a przede wszystkim dostępności, no po prostu nie da rady. Dzieciak przecież nie zapisze sobie w kalendarzu: „porozmawiać z ojcem po jego treningu” i nie ustawi przypomnienia. Ilość godzin treningu (do IRONMANA) i konieczność bycia dostępnym czasami, nie idzie po prostu w parze.

MKON i „synek”. Synek qwa! 🙂

Na koniec alternatywa (kiedyś już o tym pisałem). Mając do wyboru ojca, który pracuje po 12 godzin na dobę (i tak go nie ma w domu) a takiego trenującego – wybrałbym tego drugiego. Mając alternatywę pijącego ale będącego w domu a trenującego – wybrałbym drugiego. Są pewne rzeczy nienegocjowalne. Jakim jestem ojcem – najlepiej ocenić to mogą moje dzieci, ale pamiętam jak dziś (kiedy jeszcze nie trenowałem) zdarzało mi się wrócić po pierwszym dniu szkolenia z Wwy, wskoczyć w korki, pograć z Michałem i rano pojechać na drugi dzień szkolenia. Miałem łatwiej, bo będąc ojczymem musiałem bardziej się starać. Ale ta trudność pokazywała mi wyraźnie jakie mam priorytety.

Przykład Rafała pokazuje, że można ale na pewno nie trzeba. Pozostaję przy swoim zdaniu – Rafał pewnie przy swoim. Pięknie się różnimy a wy zdecydujcie sami!

 

 

 

[1] Maria Tyszkowa „Psychologia rozwoju człowieka”

15 Komentarze

  1. Tomasz napisał(a):

    Powiem Ci Marcin, że Twój podobny wpis z zeszłego roku przesadził o mojej decyzji rozbratu (czasowego) z triatlonem w ogóle. Owszem, mógłbym trenować do sprintów czy olimpijki, ale powiedziałem sobie nie i cieszę się z tego! Mam trójkę dzieci: 10, 6, 5 lat i czwarte w drodze. Ten czas jest dla dzieci. Treningi i czas dookoła treningowy to czas wyrwany od rodziny. Nie stać mnie na to. Przerzuciłem się na rodzinne biegi na orientacje gdzie i trenować możemy razem sporo (klub pod nosem) i ciekawie spędzać czas. Do tri wrócę, ale za jakieś 10 lat i powalczę po kilku latach poważniej w M50. Ja i moja rodzina Ci dziękujemy 🙂

    • mkon napisał(a):

      sobie podziękuj nie mnie 😉

      • Darek napisał(a):

        Rozumiem Cię Tomku w 100% i popieram – szczęśliwie mojej Dzieci ukończyły już 10 lat i mi o trenowanie jest łatwiej, co nie tłumaczy wszystkiego i nie eliminuje wszelkich problemów rodzinnych. W większości przypadków nie jesteśmy jednostkami wyizolowanym. Potrzebna jest tolerancja i wzajemne zrozumienie (w tym pasji), ale też zrozumienie, że ważkich celów w sporcie nie osiąga się na skróty (na przykład robiąc połowę założonego treningu)

  2. Piotr Lepka napisał(a):

    Hmm. Ekstra tekst. Iron był jak była Ewa lat 4 teraz Ewa 8 Ania 3. Od roku w garażu stoi nowy Shiv i czeka. I niech czeka. Życie to kwestia wyborów a nie da się mieć wszystkiego.Kocham TRI ale bardziej kocham swoje dzieci. Praca zawodowa zabiera dużo czasu wiec reszta w miarę możliwości dla rodziny. Ale jeszcze wrócę 🙂

    • mkon napisał(a):

      Jak zlikwidują zawody to ja zrobię w okolicach Olsztyna – dla tych wszystkich z super karbonami, które czekają na nich w garażach. 🙂

  3. Ola Góralska napisał(a):

    Fajny tekst i niestety prawdziwy. Argumenty o dobrym przykładzie dla dzieci są moim zdaniem mocno nadużywane. Prawda jest taka, że jak wracam po długim biegu do domu, rzucam swe zwłoki na trampolinę i mam nadzieję że dzieci zadowolą się skakaniem po mnie i nie każą się podnosić… Pocieszasz mnie Marcin, że za 7 lat będzie trochę łatwiej…

    • mkon napisał(a):

      Ola, akurat ty wysoko zawiesiłaś poprzeczkę (ilość dzieci, różnica wieku, twoje ambicje no i Sergiusza – o potencjalnie nie wspominając). To jest dopiero konieczność wyboru 🙂

  4. Marcin napisał(a):

    U mnie podobnie jak z Tomaszem. Widzą ile czasu zajmuje dobre przygotowanie się do połówki postanowiłem poczekać z dystansem długim. Myślę, że on „nigdzie nie ucieknie” i za 5 lat też będą organiowane zawody na 140.6 😉
    Pozdro Marcin!

  5. Ryszard Maczyński napisał(a):

    …coś w tym jest. Ja robię długie treningi tylko w sobotę i niedzielę, w sobotę po wybieganiu gdzieś około 7.30czy 8.00 biorę córkę 3,5 roku do samochodu i jedziemy do piekarni po rogale, które później razem robimy, młoda siedzi na blacie i „pomaga”… Gorzej jest w niedzię, startuje o 5.00 robię około 100 km na rowerku tak aby przed 9.00 być w domu (taki układ z żoną) bo dzieciaki (syn ma 11 miesięcy i już całkiem szybko śmiga) już czekają na naleśnik, a najlepsze robi tata, na trzech patelniach aby było szybciej… Czasem jak tak stoję na miękkich nogach przy kuchni i smażę naleśniki to myślę, że przydałaby się adrenalinie dosercownie… bo padam na pysk, wtedy mówię sobie, że tak pewnie jest na IM… Zjem z rodzinką naleśnik popiję mocną kawą i już jest lepiej, wtedy cała ferajna na spacer, do lasu, nad morze albo nad jezioro… W tygodniu trenuję krócej góra 1,5h chyba, że dzieciaki szybciej zasną to w garażu na trenażerze… Jest ciężko ale fajnie, kiedy się widzi uśmiech córki albo syna, który wyciąga ręce do taty aby go podniósł… Myśle że dzieci muszą mieć wzorce, lepiej żeby były one dobre…

  6. wiesia napisał(a):

    Tak, jeśli ma być sportowy wynik to ciężko. Bardzo mnie ten temat nurtuje. Gdy TRI nie był jeszcze tak popularny stałam na pudle 70.3 Gdynia z 15mczna córką. Po urodzeniu drugiej córki na pudle nie stawałam, ale trenowałam (1h dziennie, weekendy 2-3h) by po całym dniu z dziećmi po prostu ochłonąć – porobiłam życiówki na 10km w półmaratonie. Umówiłam się z najlepszym Kolegą od sportu, że na jesieni zrobimy dla FUNu cały dystans o ile nie zajdę w ciążę… ale zaszłam 🙂 4mczny synek był ze mną na pudle supersprintu – wygrałam open 😉 Ale to pewnie przez te zmiany w sercu matki po porodzie… 🙂
    Nie mam wyrzutów sumienia że idę na trening wieczorem, bo prawie cały dzień zapełniam dzieciom zbiorniczki emocjonalne (teraz mają drzemkę)… szczerze napiszę, że gorzej jest ze wspólnym rodzinnym czasem = mąż + ja + dzieci. Na to nie styka, bo w weekendy dłuższe treningi i zawody itp.
    Wniosek dla mnie po 3cim dziecku i 20latach w amatorskim sporcie jest taki, że chyba nie warto się zabijać dla plastikowych pucharków. O ile nie zostaniemy obdarowani kolejnymi maluchami to sobie może w K40 – K50 odbiję. Kwestia celów życiowych, sport taki jak TRI bardzo rozprasza… ale też daję olbrzymią satysfakcję i zastrzyk dobrego humoru. Ciężko o umiar.

    • mkon napisał(a):

      Wiesia ale własnie z tym umiarem jest problem! 😉

      • wiesia napisał(a):

        Nie przychodzi mi nic innego do głowy jak tylko kompromis, czyli jak ktoś wcześniej zasugerował że skrócić dystanse (czas treningu). Wyniku pewnie wybitnego nie będzie, ale: patrz priorytety. Ile Wam potrzeba interwałów żeby się dobrze poczuć? Może wystarczy 25min? 🙂
        Wpisy o nadszarpniętej więzi małżeńskiej pewnie już były? 😀 A dla dzieci podobno najważniejszy obraz kochających się rodziców 🙂

  7. Paweł napisał(a):

    Z dziećmi powyżej 10 roku życia też warto się zastanowić. Małe dzieci dużo wybaczą, nastolatki mogą nie wybaczyć nigdy. Fajnie mieć tatę ironmana, ale fajnie mieć też tatę, który ma dla ciebie czas i pomoże w trudnych sprawach bez patrzenia bez przerwy na zegarek, czy jeszcze zdąży na trening.

    I jeszcze konkretnie do jednego fragmentu:
    „Niestety widzę trochę takich słabych przykładów np. kiedy niby rodzic wychodzi z dzieckiem na dwór, ale dziecko bawi się samo, a rodzic siedzi na ławce i nic nie robi/gada z innymi rodzicami/siedzi z telefonem w ręku.”
    Ale to właśnie też jest ważne. Spędzanie czasu z dzieckiem to nie tylko wspólna aktywność, wyprawy, gry i zabawy. Sama obecność obok jest bardzo ważna i daje duże poczucie bezpieczeństwa. Dziecko potrzebuje trochę czasu na samodzielne zabawy, a nawet leniuchowanie, a bliskość rodzica jest też wtedy ważna. Bo w każdej chwili można przybiec z jakimś ciekawym kamykiem lub żuczkiem, zapytać o radę czy zawołać „Tata zobacz jak potrafię”.

    • mkon napisał(a):

      Paweł, 100% zgody. Ale jak jest słabo przed 10 rokiem życia to potem już według mnie jest posprzątane. A jak jest dobrze to łatwiej przejść ten „gimnazjalny kryzys”.

  8. Mateusz napisał(a):

    Osobiście z tezą zawartą w artykule się zgadzam.

    Dodam też, że nie lubię takich fałszywych argumentów (nie wiem czy po polsku mamy takie określenie, po angielsku będzie to „false argument”), typu lepiej mniej ale jakościowo, niż siedzenie z telefonem w ręku. Lepiej zawsze będzie i więcej, i jakościowo. Przypomina to tłumaczenie dzieci „nie dwója to nie jest zła ocena, bo Ania, Karol i Maciek dostali pały”.
    Wspólnie spędzać czas można trenując również do krótkich dystansów, podobnie jak zarażać dzieci sportową pasją. Podobnie jest ze znalezieniem czasu dla siebie i „wentylem bezpieczeństwa” na krótszych treningach też można go znaleźć i nie dam się przekonać, że dopiero piąta godzina na rowerze to zmienia 🙂

    Podsumowując ludzie mają różne potrzeby i jeżeli tą potrzebą jest kończenie pełnego dystansu, a nie czegoś krótszego to OK. Ale wtedy uczciwie trzeba by powiedzieć, że taka jest nasza decyzja i bliscy to akceptują, a nie próba powiedzenia że tak naprawdę dla nich też trenowanie akurat do pełnego dystansu niesie korzyści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *