życie na luzie
23 lipca 2016
Sportowy Jeż Poranny
ajronmen, czyli niezły pasztet
26 lipca 2016
Pokaż wszystkie

Nie mogę zacytować tego co słyszałem od Suchego kiedy zadzwonił do mnie z mety. Zbyt osobiste zarówno w formie jak i treści. Poryczelibyście się! Patrzę na wpisy Marka, Łukasza i innych, którzy ukończyli IRONMANA w Poznaniu (pomijam dystanse) i widzę falę entuzjazmu, endorfin, dumy i radości.

Myślę, że to kwintesencja tego po co to robimy. Naprawdę jest to super. Te wszystkie przedtelewizorowe i grillowo-karkówkowe lemingi mają nam czego zazdrościć.

Jednak ludzie czytający wpisy szczęśliwych sportowców, lajkujący i komentujący zwykłym „gratuluję” nie zdają sobie sprawy jakie poświęcenie i wysiłek towarzyszy każdemu z tych szczęśliwców. Czasami jak rozmawiam z ludźmi kompletnie różnymi od mojego hobby nie chce mi się nawet tłumaczyć tych godzin, wstawania rano, codziennych kłótni o priorytety, wyborów, dylematów, wkurwów z nieudanych treningów, dumy z udanych, logistyki… wymieniać dalej. Dla nich takie samo kosmicznie abstrakcyjne jest wychodzenie regularne na spacer jak 20h tygodniowo.

Szanowni Państwo – czapka z głów! Szacunek nie za cyferki na mecie. Szacunek, za to, że to zrobiliście. Na przekór lenistwu, kontuzjom, logistyce, wyborom, i innym.

¼ Ironmana to super dystans. ½ jest dla kozaków. Ale już wiem dlaczego najbardziej kręci mnie dystans Ironman. To jest epicki dystans. Życzę, żeby każdy kto chce kiedyś go posmakował.

Gratulacje Kozaki (męskie i damskie)!

kamil

Kamil na mecie w Poznaniu.

F*ck YEAH!

Komentarze są wyłączone.