kocham miernik mocy
10 czerwca 2018
W Suszu nie schodzę!
2 lipca 2018
Pokaż wszystkie

Ten felieton piszę ku przestrodze. A dokładnie dla tych wszystkich, którzy trenują do czegoś innego i spodziewają się, że „po drodze” uda się zrobić wynik marzeń.

Zaczęło się od wczorajszego telefonu od padawana, który „płakał”, jak to nie jest w stanie pocisnąć na zawodach mocniej niż w prędkościach docelowych do dystansu, do jakiego się przygotowuje. Słuchając go przypomniałem sobie siebie z początków mojej kariery sportowej, kiedy to co start – to życiówka. Niezależnie od tego, że zwykle szykowałem się do dystansu pełnego to w tzw. startach pośrednich padała życiówka za życiówką. Dzisiaj wiem, że było to wynikiem zarówno słabych życiówek poprzednich, jak też upgareowania sprzętu w jakim startowałem. Czy mój padawan ma więc czym się przejmować – nie. A czy się przejmuje? Tak. I traci na tym podwójnie. Po pierwsze, niepotrzebnie stresuje się przed swoim startem głównym, po drugie (choć to kontrowersyjna teza – wiem), niepotrzebnie startuje na tzw. przetarcie. O obydwu rzeczach w dalszej części felietonu.

Metodykiem treningu triathlonowego nie jestem więc „wyłożę swoje” na podstawie treningu na jakim się znam –treningu biegowym. Podane cyferki będą cyferkami dookoła których kręcę się od dobrych kilku lat. I bynajmniej nie podaję ich w kwestii samouwielbienia, czy wzbudzania zachwytu. Proporcje „mocium panie”. Żeby pokazać czytelnikom perspektywę wspomnę tylko, że kiedy nasz „gwardyjski” kolega Piotr Prusik na początku lat 90-tych wygrywał maraton w Wiedniu, to wszyscy mieliśmy z niego bekę, że zrobił to z wynikiem coś lekko ponad 2:15. Więc moje 2:30 w maratonie to naprawdę średni wynik.

Dziadek ciśnie

Ale od początku. Przykłady będą trzy. Na pierwszy ogień idzie Jacek Nowakowski, który zakochany kiedyś w dystansie pełnym, potem w olimpijce, teraz przerzucił się (z powodzeniem) na biegi średnie. Wicemistrz Europy na 800m na hali, ostatnio zadzwonił do mnie i pochwalił się, że na treningu z Jakubem Czają (jego trener) cisną 200-tki po 30”; 500 po 84” a samo sub 3’ w wyścigu na 1000m jest nie tylko realne ale i powtarzalne. Przypomnę, mówimy o gościu z rocznika 66. Gdzie prędkość, jako jednostka treningowa nie jest już łatwa, ani oczywista. Czy jest cyborgiem (pewnie trochę tak), czy raczej chodzi o specyfikę treningu jaki fasuje mu Kuba. Ja uważam, że to drugie. Powiem więcej – jak porównać wyniki Jacka na 800 (2:24) z biegiem na 10km (gdzie ledwo łamie 40’) to widać dysproporcję w „jakości” tych wyników! Dlaczego? Bo to są ZUPEŁNIE inne konkurencje.

Jacek i Kuba Czaja (zdjecie z faja Jacka Nowakowskiego)

Dlatego dzwoniący do mnie padawan, MUSI zrozumieć, że jak się trenuje do dystansu pełnego to nie ma co liczyć na dobre wyniki na dystansie o połowę, a tym bardziej o ¾ krótszym. BO TO ZUPEŁNIE INNE treningi.

Potrzebujecie kolejnego dowodu? Proszę bardzo: mój felieton, więc narcystycznie będzie o mnie ;):

Na ostatnim treningu typu WT (wytrzymałość tempowa), po raz kolejny uświadomiłem sobie jaka kolosalna różnica jest w bieganiu po 3:10-3:20/km a 4:20/km. To pierwsze tempo ciśnie się chcąc przebiec maraton w sub 2:30, to drugie biegałem kiedy szykowałem się do Hawajów. To pierwsze jest krótkie, intensywne i mocno obciążające układ oddechowy. To drugie jest długie, monotonne i mocniej obciąża aparat ruchowy niż oddechowy. I właśnie podczas tego ostatniego (zeszły tydzień) treningu przeszło mi przez głowę: „a może to j@bnąć i zająć się jednak monotonnym, długim ale jednak znacznie bardziej komfortowym, w znaczeniu odczuć, treningiem do IM”. Czujecie różnicę? Bo ja tak. I doskonale również zdaję sobie sprawę, że ambicja i chęci to jedno, a realne możliwości to druga sprawa.

Tak jak pisałem powyżej, nie uznaję sub 2:30 za wynik kosmiczny. Uważam, że jest on dobry. O gustach się nie dyskutuje. Ale jest on bardzo dobrym wynikiem w MOIM WIEKU. I w moim wieku specjalizacja w treningu to jeden z kluczowych aspektów wpływających na wynik. Poza wiekiem, innym aspektem jest oczywiście to ILE nam brakuje. To trochę tak jak z kilogramami. Jeśli do wagi startowej brakuje 10 kg, to pierwsze 7 naprawdę łatwo zrzucić. Podobnie tutaj. Jeśli przy specjalistycznym treningu (do połówki) padawan od 2 lat kręci się w okolicach 4:29 to nie ma co liczyć, że w treningu do IM (znacznie większe objętości i znacznie mniejsze intensywności) tę życiówkę zrobi. Owszem, mnie też się to zdarzało. Życiówka w półmaratonie (1:11) zrobiłem z treningu maratońskiego (2:34). Ale według mnie zrobiłem ją tylko dlatego, że poprzednią miałem bardzo słabą (1:14).

Podsumowanie.

Specjalizacja treningowa to ważna rzecz. Będąc w 90 percentylu naszych możliwości, powinniśmy zdecydować się na docelowe dystanse, a co za tym idzie docelowy trening do tych zawodów. Nikomu nie zabraniam polowania na życiówki „po drodze” ale wydaje mi się, że lepiej być pozytywnie rozczarowanym niż niemiło zaskoczonym, że nie poszło. A czasami, lepiej z takiego startu po prostu zrezygnować. Dlaczego? Przecież lepszy słaby start niż dobry trening. Gówno prawda. Mam dwa argumenty.

  1. Jeśli mam wyżyłowaną życiówkę, to moja próba zaatakowania tego wyniku (jeśli skuteczna) skończy się moim zgonem, a co za tym idzie, co najmniej 10 dniową regeneracją organizmu. I wtedy te 10 dni wypadają z przygotowań do IM. A jeśli nie dam z siebie wszystkiego, to po co ten start? Lepiej zrobić specjalistyczny trening.
  2. No bo jeśli w BPS do IM jest do zrobienia co najmniej 3-4-5 długich 5-7 godzinnych zakładek, to kiedy planujecie je zrobić? Dzień przed startem w połówce? A może dzień po? Wtedy musielibyście być koniem Darkiem Dąbrowskim*

To już tak na koniec: wiem, że teraz będziecie wrzucać przykłady, że da się robić życiówki po drodze. Wiem, bo sam takie mam (4:09 w połówce z treningu do Roth 8:48;). Ale jeśli popatrzeć na poprzednie życiówki to naprawdę były one ZNACZNIE słabsze (4:19 i 9:15 w IM). Poza tym, w tym wypadku im dalej w las, tym niestety więcej drzew i coraz częściej znacznie trudniej te minuty urywać. Czego oczywiście wszystkim (W/N)AM życzę.

 

*Jeśli jeszcze raz zobaczę jak ktoś będzie pomawiał Darka o nadzwyczajne formy regeneracji, to osobiście pofatyguję się do autora. I wezmę go na rower.

Darek na Hawajach 2017. Najpierw szlif, potem 180km przejazdu trasy a potem ukończenie zawodów w dobrym zdrowiu. KOŃ!

6 Komentarze

  1. Adam napisał(a):

    Olimpijka, 1/4 IM jest ok. 4 razy krotsza od pelnego a nie 3/4. Dwoja z matmy 😉

    • Ewa napisał(a):

      Adam, a żebyś Ty widział jego interpunkcjē!!! 😃😃😃

      • mkon napisał(a):

        Kochanie, nie przy ludziach…

        • Adam napisał(a):

          Ale ja się chyba niesłusznie przyczepiłem 🙂
          „(…) a tym bardziej o ¾ krótszym (…)”
          czyli dystansie o 3/4 krótszym wiec wszystko raczej OK 🙂

          A wracając do tematu to fajnie jak się starty ułożą w taki sposób, że po dłuższym dystansie
          i odpowiedniej objętości pod to robionej, można z rozbiegu popracować nad szybkością i po czasie machnąć krótszy dystans.

        • mkon napisał(a):

          Adam, zasugerowałbym jednak odwrotną kolejność. Łatwiej jest zejść z prędkość i wejść na objętość niż będąc zamulonym budować prędkość

    • Maciek napisał(a):

      Dlaczego 2 z matmy? Dystans jest o 3/4 krótszy czyli wynosi 1/4 wszystko OK.