cyferek ciąg dalszy… czyli o motywowaniu cd.
25 stycznia 2016
pierwsze szlif(k)y, robaczywki…
29 stycznia 2016
Pokaż wszystkie

rzymbc1

Kolejne miast kolejne przygody. Klient zażyczył sobie szkolenie w Rzymie – to szkolę w Rzymie. Tym razem wziąłem wszystko. Wyposażony w podpowiedzi facebookowe miałem w planie trasy na 2 treningi biegowe. Wahaliśmy się z Tomkiem, czy mieszkając w centrum miasta cisnąć coś specjalistycznego. Pierwszy plan był taki aby dnia pierwszego 10km z rana przed szkolniem – tak aby zorientować się jak jest w parku w Zoo (trasa 1), 10km po szkoleniu w stronę Tybru (oba w formie luźnego BC1 – opcja 2). Lepsza miejscówka dawała możliwość zrobienia na drugi dzień – przed szkoleniem zabawę biegową 10*2’@3:15/km. Niestety żaden z planów nie zakładał zwiedzania 😉

Zmieniła się też koncepcja. Zarówno ja chciałem pozwiedzać jak też przyszedł późny plan od Piotrka Rostkowskiego, który zapodał pierwszego dnia pobytu 14km Bc2 i 10*200m@36″ dnia drugiego. Więc stanąłem przed dylematem. Gdzie to biegać? No co ze zwiedzaniem. Bo jak zwiedzać biegnąć 3:50/km? No i dodatkowo jak się nie zgubić? Znowu 🙂 

20160127_073120

Podczas pierwszego porannego biegania zgubiłem się totalnie. Chciałem dobiec do zoo i dobiegłem ale w jakieś takie miejsce, ze nie mogłem kompletnie wleźć do tego parku. Pozostawał Tybr i rekomendacja ścieżki rowerowej wzdłuż. Może chociaż jakoś tam dotrę. Dotarłem. Bc2 jakoś poleciało. Dobry asfalt na ścieżce rowerowej, pomimo biegania jakby w rynnie fajne widoki, tylko trzeba zapamiętać gdzie się wchodzi i gdzie wyjść 🙂 Na ten trening zapomniałem z pokoju paska tętna a w drodze powrotnej znowu się zgubiłem :). No tak już mam. Na kolację dotarłem bezpośrednio z treningu i pytanie jakie dostałem od uczestników w odpowiedzi na moją prośbę o danie mi czasu na wykąpanie się brzmiało: MKON on your shirt – what brand is it? Wytłumaczyłem potem 😉

20160127_080520

Drugi dzień rano. Wiem, że mam biegać 10*200. Opcja 1 – biegam na sprawdzonej trasie wzdłuż Tybru. Opcja 2 – może uda się na starożytnym stadionie – Circus Maximum. W końcu to arena sportowa. Oczywiście jeśli do niej trafię :). Po drodze chciałem jeszcze „zaliczyć” Plac Św. Piotra. Na szczęście droga nad Tybr biegła tym razem via Circus Maximum. I chociaż do Placu nie dotarłem (zabrakło czasu) to dwusetki na starożytnej arenie wchodzą w nogi. Na samym środku zresztą jest ponad 100 metrowa a’la bieżnia – świetnie ubita mączka – można cisnąć.

BC2 tybr

I tak na koniec mam refleksję sportowca amatora. Dlaczego zawsze na wyjeździe mam dylemat: biegać zwiedzając czy robić poważny trening? I dlaczego zawsze wybieram to drugie?

circus

5 Komentarze

  1. Zby. napisał(a):

    Super!
    Co do odpowiedzi na zadane pytanie – pewnie lubisz biegać, zwiedzać może też – ale biegać bardziej 😉

    • mkon napisał(a):

      Odpowiedź na to pytanie jest trochę bardziej skomplikowana. M.in dlatego moja małżonka nie pojechała ze mną. Bo wiedziała, ze będzie musiała chodzić sama i zwiedzać bo ja przed szkoleniem trening, po szkoleniu trening (nawet jeśli nie akcent – to bieganie) a potem na łażenie razem juz czasu nie ma. Prawda jest też taka, ze w Rzymie byłem już wielokrotnie więc widziałem to co trzeba zobaczyć 🙂

  2. Marcin Hinz napisał(a):

    Tańczący z wilkami normalnie hyhyhy 😀

  3. maniek napisał(a):

    dziwne to nieco. Na paraolimpiadę jesteś już nieco za stary?
    Czym tu się tak jarać?
    Potem ani siły na rodzinę ani na przeprowadzenie porządnego szkolenia.