old man can run – czyli kolejny odcinek #MKONa2017
24 kwietnia 2017
Roztrenowanie, czyli dlaczego nie warto świrować – mimo, że kusi
9 maja 2017
Pokaż wszystkie

Ponieważ lubię być uczciwy wobec siebie to teraz chciałbym pokazać tę drugą – mniej „błyszczącą”, stronę niedzielnego startu. Czyli co mi zostało w głowie po tygodniu od maratonu.

Sam czy w grupie

Dlaczego planowałem start w Hamburgu? Bo jak twierdzi Tomek (z czym w 100% się zgadzam) tam była większa szansa na bieg w grupie. Z kolei Maciek, który startował w Hamburgu w 2016 twierdzi, że to szybka przyjemna trasa. Pewnie nie tak szybka jak Amsterdam, ale przekonało mnie to. Grupa (podobno) daje 2-3 sekundy na kilometr, nie tylko w kontekście wiatru, ale i wzajemnego napędzania się i rytmu biegu. Swoją drogą fajnie to dzisiaj opisał u siebie na blogu Artur Kozłowski. Dlaczego więc nie pojechałem do Hamburga? Pisałem już o tym – logistyka. A właściwie dałem ciała w planowaniu, a potem już nie było średnio-kosztowego rozwiązania. Były tylko takie, które spowodowałyby, że albo musiałbym polecieć tam sam (odpada) albo kosztowałoby to nas jeden bilet na Hawaje. Z drugiej strony robota żony powodowała, że powrót samolotem w niedzielę też był wyzwaniem (bo od poniedziałku poligon 😉 ). Zaryzykowałem – nie wyszło. Trudno, choć po tych kilku dniach jeszcze bardziej żałuję tej grupy z kobietami. Jak to napisał wkurzony bądź co bądź kibic Jacek – w naszym wieku trzeba korzystać z każdego wzwodu. Ja ten właśnie zmarnowałem ;)!

fot. niezawodny Piotr Maj

Rozleniwienie

Kolejna kwestia to leń. Mimo, że robiłem od 8-12h treningów, to jednak było to przede wszystkim bieganie. Żadnego ciągania roweru i trenażera po hotelach, komfort wykonywania treningów gdzie bądź i przede wszystkim znacznie mniejsze obciążenie czasowe w porównaniu do treningów triathlonowych. Przyznaję bez bicia – rozleniwiło to mnie. Informacja o tym, że w niedzielę w Szklarskiej mam się stawić na basenie o 7 rano najpierw mnie rozbawiła, a potem sprowadziła na ziemię (w końcu lubię to) 😉

Paluch i różne przygody w trakcie

Duży kilometraż (do 120-130km w tygodniu) mocno jednak obciąża układ ruchu. Tak jak w tri jednak rower i pływanie nie są aż tak masakrujące dla stawów, ścięgien i mięśni, to jednak bieganie daje mocno w kość. Stąd przydarzające się od czasu do czasu przygody, a w szczególności ścięgna palucha. Skąd ono? Myślę, że z biegania zbyt długo (ponad 1000km) w zante. One po prostu mają swój przebieg maksymalny. Ale tak dobrze mi się w nich biegało (to te zielone, które dostałem w zeszłym sezonie), że naprawdę nie mogłem ich odpuścić. Dodatkowo popełniłem (kolejny) błąd logistyczny, bo zabrałem właśnie je i tylko je na tygodniowy wyjazd szkoleniowy w okolice nigdzie. Bo jakbym miał sklep pod ręką, to po 2 treningu, kiedy tylko zaczynałem czuć, że to nie przechodzi ot tak, to natychmiast poleciałbym do sklepu kupić nowe buty. Zante of kors, ale nowe. No i oczywiście im bliżej startu, tym więcej przygód. Tak mam, że mniej więcej na 10 dni przed najważniejszym dla mnie startem coś się dzieje. 2 lata temu przed Zell wbiłem sobie scyzoryk w nogę, w zeszłym roku 3 dni przed Barceloną rozcięcie nogi zębatką, więc z niecierpliwością czekałem co przed Orlenem. No i się doczekałem. Pociągnąłem szlifa na skuterze. Na szczęście na piachu i przy małej prędkości – więc poza lekkim naciągnięciem pachwiny nic się nie działo, ale był to dla mnie ostateczny sygnał ostrzegawczy, żeby nawet nie myśleć o jakichkolwiek innych wygłupach 😉

koksów mam w opór

Waga

Wytop 2017 to była fajna akcja – szkoda, że nie wziąłem w niej jeszcze bardziej aktywnego udziału. Jak czytam (blog Artura), że jego waga startowa to 53kg to wiem, z czego biorą się takie wyniki. Ja w trakcie BPS wahałem się między 69-71, ale dzień po maratonie waga pokazała już 74. Przyznaję bez bicia. Ostatnie 4 tygodnie to folgowanie sobie z jedzeniem. Wchodziło wszystko – maltanki, orzeszki, kolacyjki. Pełen serwis. Może to był błąd – może trzeba było się jednak bardziej wytopić…

Poranek przed startem

Na każdy solidny trening szykowałem się tak samo. Poprzedniego dnia gotowałem sobie ryż. Rano mieszałem go z masłem orzechowym oraz bananem (Herman way) i szedłem na trening. Do tego 30’ przed treningiem galaretka PRE. I tak miało być też tym razem. Z tą jedną różnicą, że ryż mi się nie dogotował. A żona zawsze powtarza: niedogotowane kasze i ryż działają destrukcyjnie na układ trawienny. A na pewno nie są łatwo przyswajalne. No i się zaczęło. W życiu nie „łamałem się” tyle razy przed startem niż przed Orlenem. I wprawdzie kłóci się to z za dużą wagą startową, bo 11 raz to chyba bym wątrobę… , ale nie robiło to dobrze na psyche ;). Kolejna nauczka: przed ważnym startem czujnym trzeba być jak pies podwójny.

No i co. Tyle. Nie płaczę, nie narzekam – szukam raczej realistycznego osądu tego, jak to wyglądało w zeszłym tygodniu. Jest room for improvement. Teraz trzeba tylko porządnie się roztrenować. Warunki na szczęście do tego mega sprzyjające (śnieg za oknem, mokry asfalt i temperatura w okolicach zera w Szklarskiej). Więc nie mam zamiaru nigdzie cisnąć i stresować się, że przyjechałem w góry a tutaj trenażer albo rowerek stacjonarny na siłowni. Umowa z trenerem mówi o maks 60’ treningach 4-6 x w tygodniu. Cel drugi na te 2-3 tygodnie to niezbyt wiele przytyć (tutaj już gorzej) :).Trening właściwy zaczynam od połowy maja. I od razu pierwszy test logistyczny bo w tygodniu 15-19 maja, bo lecę po raz kolejny szkolić do Dubaju. Ale tam już mniej więcej wiem, gdzie biegać, a liczę na to, że i popływać będzie gdzie, a na rowerze pojeżdżę na siłowni – jakoś przetrwam 😉

Michał Michałków wprowadza mnie w arkana roztrenowania a’la KRUS 😉

Na koniec – wiem, ze nie powinno się mieszać dwóch systemów walutowych, ale czytując komentarze jednej osoby pod różnymi moimi wpisami mam wrażenie, że ma ona lekki problem ze sobą. Za każdym razem pisuje z innego adresu mailowego ale tego samego I.P. Mam taki pomysł, żeby zatwierdzać wszystkie komentarze, ale jeśli ktoś umie ustalić skąd ta osoba (adres I.P. mam) to może dajcie znać. Ewidentnie potrzeba tej osobie pomóc. Bo męczy się ze sobą i jeszcze coś sobie zrobi.

9 Komentarze

  1. pawlaczynski napisał(a):

    Podeślij IP to ustalimy co i jak..
    A co do biegu, to fajnie się stało wzdłuż trasy na 39km i komentowało że niepotrzebnie sam itp. ale z drugiej strony cieszyłem się, że moje 10k już dawno się skończyło i to nie ja się muszę jeszcze 2km męczyć. Także wielki szacun i gratulacje świetnego skądinąd wyniku.

    PR

  2. P. napisał(a):

    http://www.iplocation.net
    Nie w 100% dokładne ale coś powinno podpowoedzieć.

  3. Kr napisał(a):

    Tu sie sprawdzi przyblizona lokalizacje.
    https://www.iplocation.net/

  4. SidorKa napisał(a):

    Fajne przemyslenia, ku pamieci :). Ale z tym kazdorazowym wykorzystywaniem wzwodu to troche pojechales Marcinku, Ty masz dopiero 45 lat!!! Zycie przed Toba 🙂

  5. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    I wszstko sie nie liczy !!!
    Przeciez widac wyraznie rozowo na czarnym , ze Ty nie biegniesz tyko lewitujesz .
    Jeszcze dla zmyly odwrociles zdjecie o 180 stopni , ale numer Cie zdradzil . D
    W Bostonie to nie przejdzie !

  6. warszawskypendrive napisał(a):

    to nie jest kwestia męczenia się ze sobą tylko odpowiedzi na liczne sprzeczności i własne zdanie. Ale ok-blokuje sobie dostęp do tej strony i nie będę ani tego czytał ani się więcej wypowiadał.

  7. warszawskypendrive napisał(a):

    myślę że jeśli nie chcesz nie publikuj skoro uważasz dany komentarz za niepochlebny czy odmienny od przeciętnego klakiera.
    Faktem jest ,ze przydało by się więcej pokory chociażby w takiej sytuacji gdy zaczynasz szkolenie od zagadki skierowanej do uczestników czy zgadną że hobbistycznie zajmujesz się triathlonem- nie to powinno zajmować choćby jedną setną tematyki szkolenia lecz treść właściwa .Tak na prawdę ich to nie obchodzi w 99,9% .Gdy na domiar złego dodamy zmęczonego pana prowadzącego to średnio to wygląda.
    Po wtóre jest wolność i prawo do wyrażania swojej opinii czy kontropinii – nie są w czyimś guście -to jak wyżej tzn w zdaniu pierwszym – można nie publikować- ale aż nadto rzuca się w oczy parcie na robienie wokół siebie szumu. Maraton Orlen Warsaw czy połówkę wiązowieńską wielu przebiegło i to lepiej nawet z twojego województwa (w podobnym wieku) i nie zauważyłem żeby robili wokół tego szum -a jednocześnie nie sądzę,żeby spali w namiotach tlenowych, nosili opinacze, reklamowali jakieś spawacze itp.
    Skoro cie to denerwuje dużo musi być w tym prawdy.Jako żywo przypomina mi to jedną osobę o której była całkiem niedawno mowa-mianowicie znawcy wszystkiego i mistrza świata w każdej dziedzinie. Imienia i nazwiska nie przytoczę bo to zbędne…

    • mkon napisał(a):

      Ja patrzę na wyniki z 2017 i patrzę i jakoś nie widzę tych co lepiej przebiegli ode mnie z mojego województwa. Mam więc radę. Mniej się frustruj i mniej rób g@wnoburzy a więcej rób dobrego. Pozdrawiam serdecznie. A i obiecuję solennie – znajdę się po I.P (chyba, że sam się zgłosisz – mkon@cso.pl) dostaniesz gadżet Niemaniemoge. Tak dla zachęty! Ciao

  8. Michał Garbacki napisał(a):

    Spóźnione gratulacje za przepiękny wynik! Zaczynasz iść chyba w drugą stronę jak Benjamin Button 🙂

    Przepraszam ale nie mogę, muszę zapytać co Ty masz na plecach?! Jak ostatnim razem wysłaliśmy naszą mamę na zabiegi relaksacyjne do SPA to coś jej się później przy opisywaniu tych „przyjemnych okładów” dziwnie głos łamał… to pomaga?