felietony 2020
Pokaż wszystkie

#polishboyIamNOT nie wiem czy takie hasztagi są, ale mi pasuje ;)

Dostałem pytanie od padawana: „jak często i na jakich dystansach rekomendujesz startować, jeśli moim startem docelowym jest wrześniowy Castle Triathlon”. Odpowiedziałem, że w I części sezonu to… właściwie nie ma znaczenia, a po krótkim roztrenowaniu, to najlepiej nie startować w ogóle. No, a jeśli już, to maksymalnie 1-2 starty z jakimś zadaniem treningowym do IM w trakcie.*

Z mojej perspektywy łatwo się odpowiada na takie pytania. Łatwo zarówno dlatego, że mam podobnie, i dlatego, bo myślę półroczami, a nawet latami. Właśnie zaczynam makro, makro (to nie pomyłka) do mojego celu życia, czyli Mistrzostwa Świata w kategorii M50. Plan na 2 lata. Realizacja celu, który skrystalizował się po kompletnie nieudanym starcie na Hawajach w 2012 jest domknięciem tej 13 letniej (na razie) przygody od wstania z kanapy w 2007 do dzisiaj. Do jakże wyświechtanego DREAM BIG chciałby dodać swoje PLAN WIDE. Bo felieton o tym, jakie mam plany na 2021 mógłbym napisać już w kwietniu zeszłego roku. A jakie mam plany na 2020 już w 2019. Chociaż nie ukrywam, że ostatnie kilka miesięcy kontuzji lekko ten plan zmieniły. Ale tylko w kontekście cyferek, nie kamieni milowych. Zacznijmy od końca.

Celem A II części sezonu jest kwalifikacja na Hawaje. Zawalczę o to w Barcelonie, gdzie psim swędem załapałem się jakoś z puli Nirvany. W cholerę drogo, ale z uwagi na to, że wszystko mam już tam przećwiczone, wydaje się to wartą inwestycją. Wiem gdzie jeździć, gdzie biegać, gdzie pływać. Wiem gdzie mieszkać i jak wygląda trasa zawodów. A, że będę najstarszym rocznikiem M45-49, to będę musiał szukać przewag konkurencyjnych w swojej kategorii wiekowej. Oczywiście, czy warto było przepłacić te 200 euro, okaże się dopiero po zawodach. W przypadku niepowodzenia szukać będę zimowej kwalifikacji albo zaryzykuję i zapiszę się na Frankfurt 2022, który zawsze ma dużą ilość slotów. Choć w moim mniemaniu będą to już małe Hawaje (w kontekście konkurencji).

Cel A na I część sezonu to maraton. I tutaj mamy największą rozbieżność z moimi dotychczasowymi planami. Otóż rok 2020 pokazał mi, że pracując solidnie i mając dobrą bazę, w 2,5 miesiąca można przygotować się do Ironmana w sub 9h. Stąd w 2022 chciałbym na wiosnę zawalczyć z Rekordem Polski 50 latków w maratonie. Poszukajcie jakie to cyferki. Wynik na razie dla mnie kosmiczny, ale właśnie wiosna 2021 ma być na przełamanie głowy. 2:29:24 z Frankfurtu 2019 jest dobrym handicapem, ale urywanie z tego po minucie jest bez sensu. Po co wykonywać całą maratońską pracę, która w kilometrażu i prędkościach przecież i tak będzie podobna. Cel na wiosnę 2021 to sub228. Po co od razu tyle? Z dwóch powodów:

a) jak mi się nie uda, to będę wiedział, gdzie i co spieprzyłem, ile mi brakuje albo, jeśli to będzie nierealistyczne, to może w ogóle odpuszczę wiosnę 2022. Szczególnie w przypadku braku kwalifikacji w Barcelonie;

b) jak mi się uda, to na wiosnę 2022 wystarczy odtworzyć zarówno przygotowania jak i sam wyścig.

Generalnie i tak, i tak będę „wygrany”. Gdzie ten maraton? Well, tam gdzie będą. Najchętniej gdzieś za granicą, a najbardziej i najchętniej to w Londynie, z którym mam niezałatwione porachunki. Jeśli tylko mój sponsor #newbalancepoland dalej będzie mnie chciał tam zaprosić.

Czy będą starty pośrednie? Oczywiście, że będą. Ale tutaj na razie zbyt wielkiego planowania nie ma, bo sytuacja covidowa jest baaaardzo dynamiczna. Poza tym, bez zmian. Cukierdetox do kwietnia, waga docelowa to sub 69kg. Ci sami sponsorzy, ten sam sprzęt, ten sam Klub Sportowy Niemaniemoge. Jak to mawia Babcia: „życie bez atrakcji” 😊

Będzie to mój 14 sezon sportowy i pewnie 11 sezon świadomy (z planem, fizjo, strategią żywienia etc.). Kiedyś zaprzyjaźniony triathlonista, a jednocześnie wyśmienity lekarz, powiedział mi, że w tri średni czas „życia” amatora to 15 lat. Więc 2022 wydaje się idealnym rokiem na domknięcie przygody. Będzie to jednocześnie rok najtrudniejszy, więc, aby sobie choć trochę w nim ulżyć, rok 2021 właśnie tak musi wyglądać.

No, i obiecałem sobie, że postaram się napisać co najmniej 3 felietony w miesiącu. Ale tutaj to liczę na Państwa głosy, bo potrzebuję tematów. Najlepiej takich, na których się trochę znam.

*Dzisiaj też, 5 dni po operacji odkręcenia blaszki z obojczyka, pobiegłem swój pierwszy trening biegowy, akcentowy. Pełen zakres ruchu ramieniem, pokazuje mi, że nie ma co czekać na zdjęcie szwów (11.01), ale trzeba cisnąć. Od poniedziałku trenuję już normalnie, więc rowerek zostaje schowany do cieplutkiej sypialni i będzie czekał tam na mnie albo do maja, albo… aż będę mógł tylko na nim jeździć tfu tfu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *