mazurek kontra MKON. walka trwa
27 marca 2016
Przegląd pasztetowy
8 kwietnia 2016
Pokaż wszystkie

Prawdę trzeba walić prosto z mostu. Start kontrolny nie wyszedł. Nie będę zwalał na nic. Po prostu nie ten dzień. Miało być po 3:25 a było po 3:29/km. Mógłbym pisać o trudnościach, nawale pracy, kontuzjach i innych pierdołach. Po co? Trzeba wziąć byka za rogi i modlić się, żeby za 3 tygodnie też było 3:29/km ale w maratonie 😉 Wiem, że jestem dobrze wytrenowany. Musze odpocząć, najeść się porządnie, przykoksować burakiem, wyspać się i będzie git. Taką przynajmniej mam nadzieję. A jak nie… to liczę na to, że robota, którą wykonałem odbije mi w październiku. A jak nie, to będzie to jednoznaczny sygnał, że na bieganie w okolicach 1:11 w półmaratonie to chyba już jestem za stary dziadek he he.walczsońka

Ponieważ jednak ten blog ma mieć charakter quazi inspiracyjny, zastanawiałem się całą drogę, co bym zrobił inaczej, gdybym miał ten start powtórzyć. I przyszły mi do głowy następujące rzeczy:

  1. Przyjechałbym dzień wcześniej. Na pewno stanie się tak przed Orlenem.
  2. Chyba jednak nie stosowałbym tak rygorystycznej diety na 2 tygodnie przed startem. Ostatnio widziałem fajną prezentację na TED, gdzie kobieta tłumaczy, że istnieje coś takiego jak zaprogramowana waga. I że choćbyśmy nie wiem co robili to i tak za wiele nie zrzucimy. Te moje 71-72 to chyba optimum – mimo, że książki mówią co innego.
  3. Zacząłbym wolniej. Czas czasem, ale jak nie ma samopoczucia to lepiej lecieć negative split niż męczyć się od 2 kilometra, tak jak ja się dzisiaj męczyłem. Obiecywałem sobie, że ostatnie 4km z PMW wrzucę na korespondencyjny w edycji kwietniowej, ale dam sobie jeszcze jedną szansę. I postaram się, żeby ostatnie 4km z maratonu lepsze były niż te żenujące 3:35-3:40/km. Błagam nie wykrzywiajcie się teraz i nie mówcie: MKON grzeszysz. Dla mnie (szczególnie versus plany jest to wynik poniżej krytyki)
  4. Myślę, że źle zrobiłem dobiegając do mety. Wprawdzie nie jestem jakoś specjalnie upodlony a mięśniowo to czuję się jakbym zrobił mocny trening, ale furtka w głowie uchylona. I trzeba się będzie zeselfsmentorować
  5. Kolejną rzeczą, która przychodzi mi do głowy jest pewna antycypacja. Latając na treningu tysiące po 3:18 a dwójki po 6:50 myślami już tę życiówkę na PMW zrobiłem. Nie pomyślałem o dwóch rzeczach. Po pierwsze: ja nie trenuję pod życiówkę na połówce. Bieganie po 3:25 a 3:33 to jednak spora różnica. Po drugie: to co na treningu nie zawsze jest tym, co na zawodach. Trzeba walczyć. Samo nie przyjdzie.podium
  6. Ostatnia rzecz, którą zrobiłbym inaczej, to nie zmieniałbym wygranego zestawu. Wiem, że jestem fetyszystą, ale bieganie w innym sprzęcie niż ten „wygrywający” nie jest dobrym rozwiązaniem. I tak – to jest banał – w realu nie mający ŻADNEGO wpływu na wynik – to jedynie placebo. Ale next time pobiegnę w starych ciuszkach J z obowiązkowym zestawem OS1st i naprawdę zajebiaszczymi butami startowymi NB. Tak. Właśnie dzisiaj zdecydowałem, że lecę maraton w nich, a nie w modelu zante. One naprawdę dają radę
  7. Nigdy przenigdy nie założę już pasa HR na ważne zawody. Nie kontroluję tętna podczas biegu a ten pseudostanik tylko mi przeszkadza. Dzisiaj opuściłem go na pas już na 7km.

Na koniec kilka refleksji ogólnych. Z przerażeniem zaczynam się przyglądać wyglądającemu z zza rogu napisowi: MKON – czas się zwijać. Tj. nie zwijać zupełnie. Zostanę jeszcze „miszczem” świata i okolic. Ale zwijać w sensie życiówek. Dostałem dzisiaj statuetkę za 2 miejsce w M-40. Nigdy w życiu jeszcze nie czułem, tak jak dzisiaj że ta nagroda mi się nie należy. I przepraszam wszystkich ale W D*PIE mam te drugie miejsca . Jak nie robisz życiówki i jest na nią fizjologicznie coraz mniej okazji, to świat powoli zaczyna się kończyć. Smutna to refleksja ale prawdziwa. I naprawdę bardzo, bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy mogą sobie napisać przy dzisiejszych wynikach PB. A już szczególnie, gdy są to wyniki takie jak Prezesa S. No ale jak się tyle w siebie pakuje jedzenia zawodnika – to co tu się dziwić.

Cytat:

Prezes: MKON, ile masz tych żeli?

MKON: Prezesie wziąłem sobie dwa.

P:  Aha. To co, jeden ci wystarczy, nie?suchy_ciasto

M: No wystarczy 😉

P: A to ciasto to twoje? Na przed czy po?

M: Na „po”,  Prezesie.

P: konsumując: Przed też dobrze smakuje. Nie bój… po coś sobie kupisz… zwrócę ci kasę. Z klubowych.

No i jak tu go nie kochać?

Miało być refleksyjnie, a wyszło jak zwykle. A teraz lecę pomagać żonie wyciskać buraki, bo chyba ona biedaczka jeszcze mocniej to przeżywa niż ja.

Aha. Wszystkie komentarze w stylu 1:14 to super wynik, albo nie martw się będzie dobrze, będę kasował. Albo przynajmniej nie lajkował. Ja wiem swoje. Chciałem. Nie wyszło. Na mnie pocieszanie nie działa! Muszę poprzeżywać i zaraz mi przejdzie 🙂 Anyway dzięki FABISZ!

P.S poza wynikiem jest mi wstyd z jeszcze jednej rzeczy. Tylu wspaniałych kibicujących, krzyczących na trasie. Dziękuję. Przepraszam, że nie dawałem znaku życia. Nie miałem siły. Obiecuję poprawę za trzy tygodnie!20160403_205001

#walczsońka!

22 Komentarze

  1. Marek NEGU napisał(a):

    Kurcze widziałem jak się Ciebie pytałem jak się czujesz, że jesteś zamyślony… i teraz widzę efekt tego zmarszczonego czoła…
    Zwijanie się jest nieuchronne, pytanie czy utrzymywanie PB wobec upływającego czasu nie będzie bardziej motywujące niż ich poprawianie wcześniej…
    A fetysze utrzymuj, bo placebo ma ogromną skuteczność i niejedno podwójnie ślepe, wieloośrodkowe itd itp badanie już to udowodniło…

    • Justyna - TriChange napisał(a):

      Już dawno nie czytałam czegoś tak dobrego – nic więcej nie napiszę bo wnioski, które mam z przeczytania materiału uderzają we mnie samą…

    • mkon napisał(a):

      oj będzie będzie. dlatego trzeba (póki życia starcza) jebn*ć PB z wysokiego C 😉

  2. MaSta napisał(a):

    Straty nie pierdol.Ściskiem dupy wyniku nie podkręcisz. Trzeba było ciasto wpieprzać razem z prezesem. Zejść z trasy jak czułeś że ci jajka puchną… po jaką cholerę się samobiczować teraz, jak wiesz że sięprzebiczowałeś już wcześniej. Reset. Każdy kto ci napisze ze kosmiczny wynik ma rację. Jak się nie nauczysz być wdzięczny za to co masz nie dostaniesz tego co chcesz. Swoją drogą dobrze ci zrobi pooglądać uciekające plecy. Witaj w świecie śmiertelników. Wykorzystaj tą wściekłość.

    • mkon napisał(a):

      cieszyć się będę z tego co mam jeszcze będę. no worry! a na razie ciągle mi mało. bo jak mi będzie za mało to będzie znaczyło, że czas się składać 😉

      • MaSta napisał(a):

        Odniosłem wrażenie, że jęczysz :] Każdy ma na to czasami ochotę, rzadziej (ale jednak) powód, ale kolegi od tej strony nie znałem. Jeśli więc czegoś po koledze oczekuje to przykładnego „luzu w kroku” bez jęczeńa „bo na pewno to dla tego, że on mi zjadł ciastko, którego ja nie zjadłem bo chciałem na później 😀 pozdro Suchy #teżbymwpierdoliłciastkozkruszonką

  3. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    http://www.herbwisdom.com/herb-rhodiola.html

    http://www.drweil.com/drw/u/QAA400399/Rhodiola-for-What-Ails-You.html

    Po polsku : rozeniec gorski

    Jak widzisz Marcinie robie co moge , nie tylko trzymam kciuki . :-))) Powodzenia !!!

  4. wizz napisał(a):

    Stwierdzenie „nie ten dzień” to banał, często też najprostsza wymówka. Coś się stało, że się nie udało i warto to przeanalizować. Wydaje mi się, że sam zdiagnozowałeś to „coś”, ale może warto jeszcze pokontemplować nad tym tematem.

    W temacie wagi, to czytałem w zeszłym roku artykuł (nie mogę znaleźć linka :-/), gdzie napisano, że zdarza się u zawodników spadek formy, gdy zbytnio obniżą wagę. I że trzeba tego pilnować, gdy się człowiek wytapia, bo przekroczenie tego progu odbija się negatywnie zarówno na fizis jak i na psyche.

    A w międzyczasie odpocznij, najedz się, zregeneruj. Do maratonu podejdź z „czystą” głową. I trzymam kciuki, żeby „poszło” jak należy!

    🙂

    • MM napisał(a):

      Banał to stwierdzenie „stary jestem”. Tyle wpisów a na końcu takie dyrdymały bo się akurat nie udało. Rozczarowany jestem.

  5. Robert N. napisał(a):

    ..nooooooooooo Marcinie tyle błędów to taki zawodnik nie powinien popełnić w całym sezonie…no ale skoro popełniłeś je w jednym biegu to teraz nie ma już miejsca na następne. No i masz szansę zmyć te plamę na maratonie… powodzenia !!!!

  6. ajezier napisał(a):

    … zgadza się – dałeś ciała;
    czytuje Twój forum, znam Cię ze szkolenia (Łodź) i mam wrażenie że nie tyle sportowo co przekombinowałeś okołosportowymi elementami – dieta, ciśnienie – bo wiek, odpowiednie przygotowanie do startu (przyjazd dzień wcześniej – w końcu to nie ten wiek, że po starcie leci się na wykład 🙂 ), no i ta życiówka. Przeczytaj swojego posta, kilku tygodni wstecz – o życiówkach. Tam to fajnie opisałeś, a dziś płaczesz bo nie udało się zdobyć 1:11 (mając 2 miejsce w kategorii !!(?)). Sportowo jesteś mocny, nie patrzę na wiek, bo w Twoim przypadku to masz „młodą” moc.
    Uważam Cię za twardego gościa i jak na tą porę roku to początek sukcesów, ja przynajmniej tak myślę 🙂
    Do zobaczenia, może gdzieś na trasie, będę kibicował

  7. KG napisał(a):

    Marcin, możesz mnie skasować lub nie lajkować. Jak wolisz – ja mam też to w d…… 🙂
    Ale uważam że wynik super i wielkie gratulacje. Miałem zakusy żeby przebiec się z Tobą chociaż z 5km na orlenie ale nic z tego nie wyjdzie. Posłuchałem tych wszystkich którzy mówili ze się zarzynam na treningu i poszedłem w tym roku inną drogą. Na tą chwilę szlak trafił wszystko. W zeszłym roku ze złamaną stopą szybciej biegałem niż teraz. Więc jestem w czarnej ……. Może forma jeszcze przyjdzie. Ale … w tym momencie utożsamię się z Tobą, najmłodsi nie jesteśmy i będzie coraz wolniej:((((. Marcin z tego co wiem liczysz na bieg w marathonie poniżej 2.30 (przynajmniej kiedyś tak gdzieś wyczytałem) ja obstawiam, że na marathonie pobiegniesz po te 3.29 w końcu szykowałeś się na marathon nie połówkę. Ja ma tak, że najgorszy wynik kontrolny robię właśnie 2-3 tyg przed. Uważam że trafisz w wynik pomiędzy 2.28.40 – 2.29.10. Powodzenia

  8. Michał napisał(a):

    … a ja coś napiszę bo mnie to męczy. Śmieszne jest takie zachowanie. Bo niby co zmieni takie samobiczowanie? Tupanie nóżką bo nie tak miało być.

    numer 1 to jesteś mężem
    numer 2 to jesteś ojcem
    numer 3 sportowcem AMATOREM

    a żona powinna ciebie kopnąć w jaja bo pewnie i ją męczysz tym swoim zachowaniem, chłopie zejdź na ziemię.

    • mkon napisał(a):

      no widzisz. a ja tak mam. ambitny jestem i wkurza mnie to, jak nie osiągam celów

    • KG napisał(a):

      Michał, włączę się na chwilę w tą dyskusję. Jak posmakujesz kiedyś walki. Walki przez duże W. Oczywiście mi do Marcina daleko, bardzo daleko oczywiście w kwestii wyników. Ale wiem jak się człowiek (taki trochę dziadek jak ja) czuje kiedy nie mając już sił wbiega na metę sam. Jeszcze sam…… Jak pobiegniesz maraton od pierwszego do ostatniego kilometra na maxa swoich możliwości. Kiedy będziesz czuł jak Cię włosy bolą. Albo kiedy chociaż na treningu 2-3h postawisz sobie za plan być szybszym niż wczoraj i uda Ci się to np o 2 sek. I poczujesz tą radość z upodlenia się – to wówczas zrozumiesz i może nie będzie Cię to śmieszyć. zrozumiesz co to znaczy THIS IS SPARTA. może zrozumiesz, może doświadczysz, a jeśli nie to po prostu szkoda, że tego nie doświadczysz. Nie zrozumiesz co straciłeś. zresztą – każdy z nas jest inny. I nie wszyscy muszą mieć takie samo podejście.

      • Michal napisał(a):

        KG bardzo dziękuje, nie potrafię się odnieść do tego co napisałeś bo nigdy tego nie doświadczyłem. Może będę miał jeszcze siłę (jestem starszy od Marcina) i czas aby tego doświadczyć. Przepraszam wszystkich którzy mogli odebrać moje pisanie jako wyśmiewanie takiej postawy. Ja chcę tylko powiedzieć że trzeba zachować balans i trzeźwe myślenie.

        ps. a co byś powiedział jak nie daj Boże jak „ambicja” zatrzyma nasze serce na zawodach i co po nas zostanie…………….

        • KG napisał(a):

          zanim zacząłem zabawę ze sportem (w wieku 40 lat) ważyłem 108 kg, nie ważne w ile – ważne że schudłem i mam dziś 78-80kg (zależy kiedy). Więc chyba miałem bliżej do zatrzymania serca wtedy niż teraz. Czasami robi się medialny szum jak ktoś zejdzie z tego świata na zawodach (może i na treningu). Michał – wiesz ile ludzi umiera w robocie, na cukrzyce, chorobę wieńcową, zapija się na śmierć ale na raka płuc. Nie mówiąc już na drodze. Nam to nie grozi – choroby cywilizacyjne. A na pewno w mniejszym stopniu niż innym. Mówię za siebie ale myślę że Marcin i wielu podobnych się z tym zgodzi. Czujemy cienką linię życia rodzinnego i naszego hobby. Oczywiście zawsze podkreślam, to że trenujemy w dużej mierze zasługa wyrozumiałości naszych bliskich. Dlaczego? Po prostu my mimo świadomości czasami się i tak w tym zatracamy. Ja trenuję codziennie. W boże narodzenie, sylwestra, nowy rok, wielkanoc, czasami o 5 rano i zdarzyło się że o 1 w nocy. W roku może jest z 5 dni że nie idę na trening. Czy mam z tego powodu wyrzuty? Tak mam. Ale nie chcę być starym pierdzielem przed telewizorem. Ot cała filozofia.