czego nauczyło mnie 16 miesięcy biegania

bardzo intymny wpis z rozkroku ;)
1 listopada 2019
Pokaż wszystkie

Cukier krzepi

Nie, nie krzepi. A nawet uzależnia. I dla mnie #cukierdetox okazał się najlepszą dietą EVER. Przede wszystkim pokazała mi, jak mocno jestem od cukru uzależniony. Nie liczyłem kalorii, nie patrzyłem na to co jadłem. Owoce wchodziły jak ta lala (nie po 18), był boczek, mięso, białe pieczywo, przetwory mleczne. I skończyłem na 68kg. I co najważniejsze 69 utrzymywało się właściwie przez cały okres treningowy (poprzednio sub 70 zawsze kończyło się kontuzją). Będę kontynuować. Bo ten tygodniowy luz od detoxu uświadomił mi, że nagroda w postaci nie posiadania tej jeb@nej opony nad bioderkami jest bardziej atrakcyjna niż słodkości sernika (mimo, ze KOCHAM nad życie). W trakcie treningów nieakcentowych w ogóle odstawiłem iso, batony, żele. Sam jestem ciekaw jak to będzie np. na długim rowerze. Pewnie będę używał…

Ciągły czelendż

Ten ciągły czelendż cukrowy odpowiada też chyba mojemu charakterowi. Nie posiadam się z radości, jak słyszę od Trenera o kolejnym ciężkim treningu. I na razie spycham w nieświadomość pytanie jakie zadał mi jeden z (byłych) padawanów: „czy już zwariowałeś na roztrenowaniu”? Jeszcze nie zwariowałem bo jeszcze 11.11 i Bieg Niepodległości. Ale już od 12.11 mam zaplanowane różne działania, które nie dadzą mi sczeznąć. Bo bez ognia pod dupą się nudzę. Przyznaję. Ale zaczyna się sezon saunowy, więc do wiosny jakoś przeżyję 🙂

Wytop po szaleństwie roztrenowania

Ostanie dwie jesienie po MŚ w 2017 to totalna zmiana standardowego wydaje się procesu. Sezon pełen koncentracji, wyrzeczeń, diety, wysiłku… i tuż po, roztrenowanie pełną gębą. Żarcie, hulanki, swawole, kebab na grubym (nie cienkim). Od 2 lat tak nie jest. Po co nabierać +5kg, aby potem frustrować się podczas wytopu. To w jaki odczuwam wagę jaką mam (i staram się utrzymać) jest przezajebiste. Pracowałem na tym sporo (głównie głową), więc po jaką cholerę z tego rezygnować. Poza tym – nie oszukujmy się – amatorzy, generalnie ważymy ZA DUŻO. Jaki jest więc sens dokładać sobie jeszcze dodatkowy ciężar „zgrzewki wody” all over. I to w krótkim czasie.

Carbolading

Jest to kolejny sezon, podczas którego nie używam carboloadingu jako formy, hmmm właściwie czego? Poza zwiększoną ilością g@wna w dzień startu, to nie widzę z niego żadnego pożytku. Poza oczywiście wydarzeniem towarzyskim, które oczywiście jest mega. Mam nadzieję, ze dobrze się zrozumiemy. Jeśli codziennie nie jadam po 18, to dlaczego mam to robić w dzień przed startem? Jeśli codziennie nie jadam ciasta – to dlaczego mam to robić dzień przed startem? Czy zjedzenie podwójnej porcji makaronu na pasta party zrobi mi formę? Nie. Nawet bardzo nie.

Zrobić nogę, głowa nadąży

Ostatnie 24 miesiące to kolejny okres, w którym „rozciągałem głowę”. Cyferki, które widziałem w planie treningowym w zeszłym roku mnie przerażały, a w tym już podchodziłem do nich „na spokojnie”. Uważam, że powiedzenie: „wszystko jest w głowie” jest prawdziwe, ale niepełne. Pełniej byłoby: „w głowie i w nogach”. Oswojenie się z prędkościami na treningach wpływa bardzo pozytywnie na zmierzenie się ze startem. Wystarczy realizować założenia treningowe, a potem to utrzymać na zawodach J. Jednak nie ma co liczyć, że bez szybkich prędkości polecimy to na zawodach tylko z powietrza. Tak więc działa to w jedną stronę (jest noga, będzie głowa), a w drugą już niekoniecznie.

Trenowanie w ciepłym/na bieżni

Zrewidowałem też swoje podejście do miejsca trenowania. Nie chcę już być Rocky trenującym na Syberii przed walką z Drago. Chce być efektywny. Chcę, żeby noga nie ślizgała mi się na szybszych prędkościach. Nie chcę biegać z kilogramami ciuchów na sobie. Nie chce uważać gdzie stawiam stopę, bo czołówka nie doświetla wszystkiego. Klimat jaki mamy każdy widzi. Ale ja nauczyłem się nie pieprzyć się ze swoimi ograniczeniami w głowie. Jest opcja MAX – czyli obóz w ciepłym – idźcie w to. Właśnie planuję (ciekawe czy wyjdzie) miesięczny obóz w Monte Gordo. Tak. Ja, który pracuje na swoim rozrachunku. Który jeśli mnie nie ma na sali szkoleniowej, to nie dość, ze nie zarabia, to jeszcze liczy potencjalnie utracone korzyści. Ale są samoloty. Policzyłem, że samolot Monte Gordo – Wwa-MG to zaledwie 20% większy koszt niż standardowa kilometrówka na szkolenie (średnia). Więc może uda się być tam i przylatywać do roboty. Jeśli nie to zawsze (i z tego jestem najbardziej zadowolony) jest opcja budżetowa – można iść pobiegać na bieżni mechanicznej. Z tą się też zaprzyjaźniłem. W sumie sam jestem zdziwiony, że tak długo mi to zajęło. W końcu trenażer już dawno stał się moim przyjacielem.

Inną opcją, jest podróż samochodem w miejsce (zwykle na południe od Olsztyna), gdzie temperatura jest podobna, ale na ulicy nie ma tego białego gówna. Zdarzało mi się i jak znam życie, to zdarzać się to będzie jeszcze wielokrotnie. W końcu wystarczy odjechać 100km i mamy temperaturowo podobne, ale nawierzchniowo znacznie lepsze warunki (mówię o moim mieście).

 

13 Komentarze

  1. Adam pisze:

    Marcu po pierwsze gratulacje ! To dla wielu amatorów motywacja, że jak sie jest zdeterminowanym.i konsekwentnym to mozna osiągać piekne wyniki nawet w stosunkowo mlodym wieku. Świetny tekst. Absolutnie zgadzam sie z cukrem i wytopem. W zasadzie po sezonie w roztrenowanie wplotlem lepszą dietę i wyeliminowalem cukier najpierw z kawy, później wogole i rzadko zdarza sie ze wciagne cos słodkiego. Ale jak wciagne to chce więcej – nie opłaca się. Na szczęście zona robi pyszne ciasta dyniowe i śliwkowe bez glutenu i na ksylitolu:) A tak naprawdę to samopoczucie juz po dwoch tygodniach nez cukru jest lepsze. A fakt ze nie ładowałem bez opamietania żarcia w okresie roztrenowania tylko daje mi pozytywne nastawienie. Gratulacje !

    • mkon pisze:

      Adam. W punkt! Podczas wizytu u teściowej dostałem dwa kawałki murzynka. Po zjedzeniu jednego (chciałem sobie dawkować) tak jak zresztą w poprzedniej części tygodnia poczułem, ze dosyć, poprzez to specyficzne i nienazwane uczucie cieżkości. No własnie niesytości ale ciężkości. Jak nie jem cukru to własnie jakoś jest tak lżej.

  2. Pawel pisze:

    Qrwa. Zajebiste to jest 🙂

    • mkon pisze:

      a jakie proste co? Ktoś na FB zwrócił mi uwagę, że aż 10 lat trenowania mi zajęło dojście do takich prostych wniosków 😉

  3. Pol pisze:

    Mkon ty cały czas #cukiertdetox a mój syn zauważył jak czytałem ten artykuł ze twoja strona cały czas wykorzystuje ciasteczka:))))

  4. Marcin pisze:

    Czasami jest tak, że to wszystko wiemy…ale nie dowierzamy, mamy wątpliwości czy nasze wnioski są słuszne, dopóki nie znajdziemy potwierdzenia. Dopóki ktoś z autorytetem, w naszych oczach, nie powie tego głośno. Dzięki!!

  5. mucha_nie_siada pisze:

    Świetny tekst Marcin. Twój magnes wisi u mnie na lodówce od chyba dwóch lat, ale w tym roku też nie planuję typowego wytopu. Po prostu nie mam zamiaru dopuścić sytuacji sprzed roku gdzie wpadło kilka dodatkowych kilogramów i w styczniu czułem się jak spasiona świnia. Racjonalne żywienie to jest klucz do dobrego samopoczucia. Ale muszę zacząć również walkę po całości z wpadającymi do żołądka (sporadycznie bardzo, ale jednak) słodyczami, które zapewne nie pozwalają mi zejść poniżej pewnej granicy wagowej (67), a delikatna oponka utrzymuje się cały czas ;/ mimo, że babcia wmawia mi całym sercem , żebym już więcej nie gubił ciała, to wiem że ta oponka licha bo licha ale mnie wkurza 🙂 Tak czy inaczej żadnych kilogramów więcej. Najwyżej mniej. Powodzenia w powrocie na triathlonowe tory !! pozdrawiam

  6. Mariusz pisze:

    kurde, od poniedziałku zacząłem cukierdetox, oczywiście po przeczytaniu tekstu 🙂 zaczynam od miesiąca, zobaczymy co będzie dalej; dam radę bom uparciuch 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *