Enea Triathlon Bydgoszcz – czyli życiówka „z prądem”
9 lipca 2018
paradoks wyboru
14 lipca 2018
Pokaż wszystkie

pływanie w Bydgoszczy określiłbym na 85% – czyli mocno! 🙂

Za młodego biegaliśmy w Lesie Miejskim na słynnej w Olsztyie pętli 1100m. Często było to bieganie w grupie. W jednym punkcie (czyli raz na 1100m) słyszeliśmy od trenera: za wolno (za szybko to raczej nigdy ;)). Jak trening był szczególnie ciężki, to trenerowi zdarzało się przebiec na drugą stronę pętli i coś tam podpowiedzieć po 600m. Generalnie trening odbywał się „na ślepo”, bo wtedy jedynym zegarkiem (jaki np. miałem ja) to był komunijny „Sputnik”. I jakoś szło. Nikt nie śledził tętna, tempa. Po prostu się leciało. Pamiętam też taki inny trening, jak to na poznańskiej Olimpii biegłem 6km biegu ciągłego. Z chłopakami – z tym, ze oni po płaskim a ja na płotach. Wtedy szykowałem się do debiutu na 2000m z przeszkodami. Zapytałem ich, mniej więcej po km „po ile biegniemy”. A jeden mi odpowiedział. „Na ch…j ci wiedzieć i tak masz ciężej ;)”

Teraz jest inaczej. Śledzimy dokładnie każdą sekundę treningu i możemy kontrolować tempo i tętno śledząc jak nam idzie. Mnie ta opcja odpowiada bardziej. Dlatego ciągle „kłócę się” z Tomkiem Kowalskim jak dostaje od niego zadania typu: „15×1’mocno”. Wiem, że taki trening będzie bolał, ale jakoś mentalnie wolałbym dostawać konkretne wartości. Bo jak nie dostaję to i tak sam sobie określam progi. Podczas jednej z ostatnich wymian przed takim właśnie treningiem zauważyłem, że te „szacowane” wartości podczas zadań biegowych zupełnie mi nie przeszkadzają. Wiem, ile wynosi BC2, ile wynosi tempo startowe, jak mocno jest „mocno” podczas 10*1km. Podobnie podczas pływania. Po prostu przeformatowałem sobie 75%; 85% i 90% na konkretne wartości.

Z rowerem jednak zawsze mam problem. I chociaż większość treningów Tomek zadaje na konkretną wartość, albo jest ona określana przez progi w training peaks, to jak się pojawia „mocno”, to od razu u mnie w głowie pojawia się kombinowanie. Przed tym zadanym treningiem napisałem do Tomka takie słowa:

Wracam do Ciebie choć przerwa kończy się za 10 minut. Generalnie czuję bluesa jeśli chodzi o dostosowania możliwości do warunków i adaptacji treningu do momentu. Czuję też (podskórnie), ze ambitni zawodnicy zawsze dookreślą sobie wyższą wartość tego, co to jest bardzo mocno. To trochę tak jak z pracownikami w rozmowie oceniającej. Najpierw zawsze pyta się pracownika jak ocenia swoją pracę, bo ludzie mają skłonność do oceniania siebie niżej niż w rzeczywistości. I to na dzień dobry jest przewaga managera w rozmowie. Jestem jednak fanem balansu w smarcie między Ambitnym a Realistycznym. Więc poszukuję cyferek, które będą takim wyznacznikiem. W świecie idealnym trener patrząc na wykresy może określić przedział. Odpowiadając na pytanie: czy mnie to motywuje czy demotywuje. Wprost trudno mi stwierdzić. Chyba łatwiej byłoby mi jakbym wiedział konkretnie ale w przedziale. Racjonalizowanie „bardzo mocno” u mnie OBECNIE wygląda tak: na pewno nie 400 wat bo tyle nie uciągnąłem w teście 2*8′. Na pewno nie 320 wat bo tyle przejechałem ostatnio 3×20′. Ujechałem się ostatnio na 10’@320 i 5′ @340 (średnia wyszła 328-330), więc pewnie jakaś dolna granica, ale kusi mnie above 340. ZOBACZYMY

315+ podczas zawodów 1/2 IM na razie jest dla mnie celem nierealistycznym. Ale nie odpuszczam go!

Jak widać kombinowanie z cyferkami zamiast określeń pomaga mi w realizacji celów treningowych. Znam siebie i wiem na ile mnie stać. Rozumiem też postawę Tomka, który nie określając sufitu, chce zmusić mnie trochę to wyjścia ze strefy przyzwyczajenia. Co oczywiście nie oznacza, ze rzucenie cyfrą od razu spowoduje, że ją zrealizuję (vide 315+ watt na zawodach 70,3). Ale jest już jakąś granica i kotwica. Resztę sobie dopracujemy i głęboko wierzę, że tam dojdziemy.

Dwie ciekawostki na koniec.

  1. Jak zaczynaliśmy współpracę i dostałem taki właśnie trening rowerowy 90’ w tym 15×1’p.1’ bardzo mocno) to oczywiście zapytałem: „co to jest mocno”. I dostałem taką odpowiedź: „jak to jest, że jak dziewczyny dostaną taki trening, to po prostu kręcą. A faceci muszą wiedzieć co do wata”. Może rzeczywiście coś w tym jest. J
  2. Dosłownie MINUTĘ po tym jak trening (90’ w tym 20’ bardzo mocno) zgrał się z zegarka dostałem od Tomka krótką wiadomość: „BRAWO!” I tak się zastanawiam: czy ja trenuję dla wyników czy dla tego BRAWO? J Ale to już na zupełnie inny felieton.

2 Komentarze

  1. Jachu napisał(a):

    To ile trzeba tych watów przez 20′ cyknąć żeby na to brawo zasłużyć? 🙂

    • mkon napisał(a):

      się okazało, że powyżej 350 byłoby już brawo. A ja pojechałem 368