zapraszam na ciastki
2 sierpnia 2017
o co chodzi z ta kroplówką
8 sierpnia 2017
Pokaż wszystkie

Marcin, w Gdyni proponuję przetrenować wariant hawajski. Ponieważ na Kona i tak wszyscy będą umierali na biegu to zróbmy mocne pływanie, bardzo mocny rower a bieg… bieg się nie liczy. Najwyżej cię odetnie. Dodatkowo do przećwiczenia masz wszystkie warianty żywieniowe.

Na taki plan umówiłem się z Tomkiem jeszcze w Szklarskiej. Wiedzieliśmy, ze start zaraz po górskiej wyrypie – raczej nie po treningu do połówki będzie specyficzny. Jednak zawody fajne i prestiżowe, reprezentuję K.S Niemaniemoge oraz Trinergy a zaprosiło mnie New Balance wiec ciała nie mogłem dać. Patrząc na wyniki z lat ubiegłych – nie dałem!

 

 

Bardzo mocne pływanie dla mnie oznaczało brak płynięcia w nogach. Nawet jak jakieś się pojawiały starałem się płynąć sam. Trzeba było się uharatać. No i trochę tak się stało. Dodatkowo (nie wiem czy wszystkim) bardzo przeszkadzała mi duża fala jaka zrobiła się po nawrocie. Ale cóż – trzeba się przyzwyczajać. Po raz kolejny bardzo dobre doświadczenie z mazidłem Huuba – zero otarć na karku a posmarowanie rękawów i nogawek przyspiesza ściąganie pianki. W T1 spędziłem za dużo czasu. Głównie dlatego, że januszowi wypadła szybka z kasku a na wybiegu z namiotu na mokrej wykładzinie wywinąłem takiego orła, ze jakby był śnieg to by pewnie został ślad 😉

Oczywiście nie wiedziałem ile popłynąłem bo #janusztriathlonu tym razem chciał przechytrzyć garmina i zamiast włączać tryb multisport (gubię się kiedy o co tam naciskać – przyznaję) to na początku pływania włączył tryb rower. Ale chyba zapomniałem nacisnąć start albo tak wolno płynąłem, ze włączała mi się autopauza. Nie wiem co się stało – jak spojrzałem na zegarek po wyjściu z wody zobaczyłem… , która jest godzina 🙂

Rower miał być mocny. I był mocny. Specjalnie zrobiłem sobie górkę od zaordynowanych 290 wat i większość pojechałem mocniej. Zrobiłem dwa godzinne lapy a, że akurat oba kończyły się zjazdami (mniej więcej) to na liczniku cyferkami mniej ale watowo to kręciłem w okolicach 300. I naprawdę starałem się jechać bardzo solidnie. Wiedziałem, ze ciągnę za sobą grupę, wiedziałem, że jadąc na końcu tej grupy miałbym więcej sił na bieg ale miałem to kompletnie w dupie. Kręcąc w komforcie nie mógłbym zobaczyć jak zarekomendowane przez Tomka Kałużnego batony wchodzą, czy gryzienie razem z oddychaniem idzie w parze czy nie. Poszło i to bardzo poszło. Nie zjadłem żadnego żela na rowerze – tylko „twarde”. Do tego dołożyłem tabletki z solą oraz 3 no-spa i przez cały rower czułem mega gaz. Problem miałem tylko z bidonem na kierownicy bo montując nowy nie pomyślałem aby najpierw przymierzyć rurkę i jak się składałem do SHURG-a to miałem do wyboru albo mieć ją przy prawy czy lewym uchu J. Opcją było też włożenie jej do buzi ale z tego pomysłu wycofałem się po pierwszej dziurze w asfalcie. Zszedłem z roweru zmęczony. Wiedziałem, ze na biegu będzie zgon – ciekaw byłem tylko w którym momencie on nastąpi. W T2 spędziłem trochę więcej czasu niż potrzeba – ale to głównie dlatego, ze przebierka w strój #retrotri trochę zajmuje. Na Hawajach będzie przebierka w ciuchy biegowe więc będzie podobnie. Jednak jest to do poćwiczenia!

fot. airbike

Na pierwszych 2 kółkach starałem się trzymać tempo 3:45-3:50/km ale na trzecim już było tego za dużo. Nie pomagało picie na każdym postoju, żele – nic. No ale w perspektywie tego odcięcia – najwolniejszy km był i tak sub 4:30. Na Hawajach nawet przeczołgam się po 5’/km. Chciałbym BARDZO pochwalić organizatorów za pomysł z małymi butelkami wody mineralnej. Wprawdzie tylko na jednym punkcie odżywczym wolontariusze ułatwiali sprawę odrywając zatyczki ale i tak z perspektywy zawodnika umierającego – super komfort i do picia i do polewania się. A nawet przebiegnięcia kilku metrów poza strefę i swobodnego wywalenia jej do kosza na śmieci.

Za metą swoje odleżałem – ale to już wiadomo. Mógłbym zgrywać bohatera i nie dać się zaciągnąć do namiotu lekarskiego. Ale jak płacę podwójne zdrowotne to czemu z tego nie skorzystać 🙂

A teraz? Teraz wracamy do treningu i działamy dalej. Wprawdzie 2 tygodniowy urlop w Szklarskiej spowodował, że większość treningów do października będę pewnie robił albo w hotelach albo na sali szkoleniowej – ale przecież po pierwsze to lubię a po drugie trzeba jakość łączyć pasję z pracą. W końcu jestem amatorem 🙂

 

Na koniec chciałbym jeszcze raz wrócić do tego co działo się przed zawodami. Akcja z ciastkami oraz wpłatami na stypendia Nidzickiego Funduszu Lokalnego za strój #retrotri to naprawdę WIEEEEEEELKI szacunek dla Państwa. Starałem się jak mogłem aby nie eksponować gołego tyłka ale cóż… jak się ma taki ładny to można hehehehe.

Zebraliśmy ponad 700 zł co razem z wpłatami za książki daje prawie tysiaka. Wiem, że dla niektórych to są małe pieniądze. Dla mnie są to pieniądze bardzo duże!

Wspólnie z Blachą Pleasure Factory już szykujemy kolejny czelendż na najbliższe święta!

 

6 Komentarze

  1. Michał napisał(a):

    Marcin gratulacje nie za wynik ale za to, że znów dajesz do oporu aż zbiorniki będą puste. Zdrowia i odpoczynku życzę. ps. ja 1000% Janusz pytam dlaczego brałeś „nospe”? Coś tak mocno bolało czy na skurcze „bebechów”?

  2. Radek napisał(a):

    Gratuluję i również ciekawi mnie ta nos-pa.

    • mkon napisał(a):

      w wysiłkach okołoprogowych (a do takich zaliczam normalne bieganie na 1/2 IM) pojawia mi się czasem wysiłkowy ból wątroby. Więc no-spa profilaktycznie

  3. Kamil napisał(a):

    Panie Mkonie, mam małe pytanie.
    Wspomina Pan o tabletkach z solą, gdzie można coś takiego zakupić? Byłem w aptece ale zupełnie nie mieli pojęcia o co mi chodzi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *