reglamentacja bólu
31 stycznia 2018
rewanżMKONa
18 lutego 2018
Pokaż wszystkie

“Bieganie na wahadle” jest tym rodzajem treningu, który pozwala mi opanować jako tako kwestię motywacji podczas treningów killerów. I warto, aby każdy takie wahadło gdzieś sobie znalazł. Co jest takiego z biegania tam i z powrotem? Otóż powtarzalność oraz ilość odcinków, jakie zostały do końca.

Mamy w Olsztynie, chyba ulubiony przez wszystkich biegaczy, czterokilometrowy kawałek asfaltu od Jeziora Długiego do oczyszczalni ścieków. I tak jak większość treningów typu wybieganie, cross, zabawa biegowa, a nawet rozgrzewka przez akcentem, biegamy w lesie, to  treningi tempowe latamy tam. Szczególnie zimną. Pierwsze 4 km są lekko z górki, za to mordęga zaczyna się po nawrocie. Swego czasu oznaczyliśmy odcinki kilometrowe kółkiem pożyczonym z Wydziału Ruchu Drogowego, więc nawet bez GPS tempo można kontrolować co 500 m. I te „do oczyszczalni i z powrotem” utrwaliło mi się w głowie jako ostatnie 8 km. Każdego wyścigu. A dodatkowo dla psyche te 4 km tam, od razu sprawiają wrażenie bycia łatwiejszym, bo dla głowy „są z górki”. Ciężej jest z powrotem ale to są te drugie – ostatnie 4km. Zresztą na tych powrotnych kilometrach są też odcinki proste, a czasami znajdzie się 100 m lekkiego obniżenia trasy. Jednak dla głowy najważniejsze jest to, że każdy kilometr znam jak „własną kieszeń” i doskonale wiem, gdzie, czego się spodziewać. Gdzie muszę mocniej popracować rękoma, gdzie przycisnąć, gdzie zrobienie zapasu 1-2 sekund na odcinku pomoże mi zyskać prawidłowe tempo całego kilometra. I w trakcie treningu, to trochę jak oglądanie znanego filmu po raz kolejny. Wiem dokładnie co będzie w następnej scenie i bardzo mi to pomaga.

ciągle zadziwia mnie jakość biegania w butach „startowych”. Nawet jeśli (tak jak zante) nie są to do końca startówki.

Absolutnie automotywacyjnie działa też na mnie odliczanie wsteczne tych wahadłowych kilometrów. Ale uwaga – nie liczę ile zostało mi do końca. Liczę to, co zostało mi do końca wahadła. Bo zaczynając (z górki) z założenia pierwsze 4 km są łatwiejsze. Więc nie ma co się nimi przejmować. I cała para na drogę powrotną. A w zależności od długości treningu (10,12,14 km) mijając nawrót na 4 km mówię sobie: „to był pierwszy i ostatni raz kiedy się widzimy”. Oczywiście mocno kusi, aby po zrobieniu ośmiu kilometrów tam i z powrotem , np. przy dwunastu kilometrach biegu ciągłego, polecieć kolejne 4km  tylko z górki, żeby było łatwiej. Ale ambicja nie pozwala. Zawsze staram się, aby suma z górki i pod górkę się zgadzała. Więc zwykle jest to układ 4+4 +1 +1 albo 4+4+2+2 albo tak jak dzisiaj 4+4 +3+3. I dzisiaj właśnie biegnąc w stronę ósmego kilometra było ciężko ale to co trzymało mnie przy życiu to , że kolejne trzy kilometry będą lekkie, bo z górki. A potem trzeba będzie znowu przycisnąć, ale to będą ostatnie trzy kilometry  – a te jakoś się wytrzyma.

Uwielbiam bieganie na wahadle. Chyba właśnie ta powtarzalność i możliwość planowania i rozkładu wysiłku kręci mnie najbardziej. Poza tym biegając „tam” zawsze można zrobić sobie zapas tempowy. Wczoraj np. na każdym km (z górki) oszczędzałem ok 1-2 sekund więc dla psyche na nawrocie do cięższej części mogłem sobie pomyśleć: „nawet jak pod górkę będzie ciężko, to mam te 8 sekund zapasu na 4km odcinku”. Oczywiście nie zwolniłem i dalej nabijałem ten zapas (tj. odkładałem na ostatnie 3km) ale jakoś tak było łatwiej. A co do długości samych wahadeł to jest różnie. Wiązowna jest dla mnie najprzyjemniejszym półmaratonem. Właśnie ze względu na 10,5 tam i 10,5 z powrotem. Ale zdarzało mi się biegać też bieg ciągły 16 km na wahadle długości 1km.

Jak Państwo widzicie zamiast brać się za bieganie szukam i znajduje różne „motywatory” ale uwierzcie albo nie, ale wbiegając na autostradę od Energy Lab, umęczony i upodlony już jak mops, naprawdę nawet nie przeszło mi przez myśl, że mógłbym zejść z tej trasy. Dlaczego? Bo zostało już tylko „do oczyszczalni i z powrotem” J

Naprawdę życzę Wam, żeby każdy znalazł sobie TAKĄ traskę

2 Komentarze

  1. wizz napisał(a):

    Mam u siebie na wsi taki kawałek drogi, gdzie zawsze wieje „po nawrotce”. Bardzo rzadko wieje inaczej. Ostatnimi czasy wymyśliłem sobie podobne wahadło, z tym, że najpierw miałem biegać pod wiatr, a końcówki łatwiej, bo z wiatrem. Cały podekscytowany genialnym pomysłem, bo przecie początek na świeżości, to dam radę, a końcówka spoko, bo z wiatrem. No więc (nie zaczyna się zdania od „no więc”!), pobiegłem na ową drogę i… tego dnia w obie strony było pod wiatr :-O Tylko w jedną stronę bardziej 😉 Ale i tak eksperyment uznałem za udany, bo głowa musiała popracować ciężej niż zwykle, żeby ogarnąć trening.

  2. Adam napisał(a):

    Dziękuje – za możliwość czytania słuchania i oglądania dziękuję za WIELKĄ motywacje do działania!!!
    Trasę na wahadło znalazłem , testy napewno w tym tygodniu.
    Łatwo nie bedzie -nie musi … TYLKO PRACA”. 😉
    Pozdrawiam serdecznie Adam Gąbka