dlaczego nie trenuję po 20
10 stycznia 2019
trenowanie w ciepłym
16 lutego 2019
Pokaż wszystkie

Tomek Kowalski (zbieżność imienia i nazwiska z moim trenerem przypadkowa) zasugerował, żebym wziął się w końcu za pisanie biblii triathlonu MKONa. Sugestia dotyczyła kolejnej wrzutki, z którymś tam patentem. W tym konkretnym przypadku chodziło akurat o rozciąganie. Pierwsza myśl była bardzo optymistyczna – bo dlaczego nie?! Z drugiej jednak zeszło już trochę tego pozytywnego powietrza – bo czy to rzeczywiście ma jakiś sens?
Poniżej chciałbym wytłumaczyć na kilku przykładach, dlaczego nieustanne tworzenie nowego kontentu jest w rzeczy samej irracjonalne. Jak to przepięknie ktoś, gdzieś (Czujecie? Kto? Gdzie?) napisał: jesteśmy przestymulowani (treścią). Za dużo danych, za dużo bodźców. Maciej, który zajmuje się bądź co bądź dziennikarką bliską poradnikowej (część triathlonowa Biegania), twierdzi, że treści „poradnikowej” jest tyle, że nie ma żadnej możliwości, żeby to wszystko można było przerobić. Ale moja niechęć do pisania kolejnej merytorycznej cegły ze złotymi radami nie wynika tylko z tego.

bycie ekspertem zawsze na propsie!

Niemniej najpierw porozmawiajmy o podejściu.

1. Wszystko już było.

Po szkoleniu prowadzonym dla klienta w Dubaju podeszła do mnie Pani HR i powiedziała: „Marcin, szkolenie super, fajnie prowadzone, tylko te treści o motywacji to takie trochę… stare. My tutaj szukamy wszystkiego co jest up-to-date i nowoczesne”. Jej słowa dały mi do myślenia. Dlatego też przy okazji realizacji projektu pod roboczą nazwą: „Jak współpracować z millenialsem”, zadałem sobie trud zrobienia mini-badań dotyczących motywatorów tych młodych ludzi. I okazało się… że różnic nie ma. Zasadniczych różnic. Rozbieżności pojawiają się przy formie wykorzystywania, stosowania, czerpania. Ale generalnie 50, 30, 10 lat temu „kręciło nas” to samo. Według mnie podobnie jest z treningiem. Po obserwacji zawodników – lekkoatletów w Monte Gordo, Tomek Kowalski (tym razem ten Tomek Kowalski!) powiedział, że w zależności od rodzaju treningu można nie patrzeć w kalendarz i wiadomo jaki jest dzień. We wtorek podbiegi, w środę akcent, w sobotę akcent, w niedzielę długie wybieganie. Niezmiennie. Ja tak trenowałem w latach 80-tych. Myślicie, że myśl trenerska diametralnie się zmieniła? Musiałaby się też zmienić fizjologia człowieka. A nie podejrzewam, żeby tak było. Skąd więc ten pęd, aby ciągle proponować coś nowego? Czemu nie wykorzystać czegoś, co działało i działa (najwyżej owinąć to w sreberko). Myślę, że to dlatego, że podchodzimy do walki o wynik od dupy strony.

2. Kolejność głupcze.

To fałszywe podejście nazywa się marginal gains. Słyszeliście? Generalnie, w dużym uproszczeniu, chodzi o zdjęcie grama tam i tu, by uzyskać sumę dwóch gramów (np. z części roweru), które mogą dać nam przewagę przy tym samym poziomie wytrenowania. Ja się z tym zgadzam i wiem, że ostatniej części poprzedniego zdania ludzie nie czytają ze zrozumieniem. Najpierw idzie poziom wytrenowania, a nie gramy. I nie mówię bynajmniej o zakupie sprzętu. Mówię o podejściu do trenowania. Najpierw baza, potem szlif, potem marginal gains. Tak to idzie, a nie odwrotnie. Dlatego jeśli coś działa u innych, a nie działa u Was, to może najpierw się weźcie za trenowanie, a nie od razu zmieniajcie plan treningowy. Szczególnie, jeśli ten drugi wprowadza rewolucyjną zmianę biegania, np. zamiast 10x1km to 10x1200m. Szukamy ciągle czegoś, co niestety ma zastąpić żmudną, trudną, nie przynoszącą ot tak natychmiast wyników. Najpierw baza, potem szlifowanie formy. Choć, owszem czasami coś jednak trzeba zmienić.

3. Zmieniamy za szybko.

Rozmawiałem kiedyś, na początku naszej znajomości z redaktorem Gapińskim, który żalił mi się w tamtym czasie, że po 3 latach jego życiówka w maratonie różni się o 1’. Moja rekomendacja – zmienić podejście do treningu maratońskiego. Ale kolega Gapek, miał 3 lata na to, żeby się o tym przekonać. Pod koniec zeszłego roku towarzysz Krasus, ogłosił, że na rok koncentruje się na pływaniu. Też bym się skoncentrował, jeśli trenowanie pływania przez ostatnie 5 lat dawało niesatysfakcjonujący progres. Jednak kiedy to zmieniać? Dla mnie (nie tylko w sporcie) takim okresem jest rok, sezon, jak zwał tak zwał. Od otwarcia do zamknięcia. Podam Wam dwa przykłady. Jak po 2 miesiącach managerowania na szkoleniu przychodzi do mnie uczestnik i mówi: „Marcin, nie czuję tego tematu. Lepiej byłoby wrócić do kodowania”, to ja mu mówię: „Ciężko jest, ale ponieważ zacząłeś niedawno, daj sobie czas. To naturalne, że nie wychodzi. Jak spędzisz z ludźmi rok (od jednej rozmowy okresowej do kolejnej), to wtedy podejmij decyzję”. Doświadczenie PEŁNEGO zakresu daje podstawę do powiedzenia sobie: zmieniam. Bo przerywanie w połowie drogi nie ma sensu. Nie ma też sensu w związku z tym szukanie innego bardziej atrakcyjnego kontentu.
Nie wierzycie? Odwołajcie się do swoich rodzicielskich doświadczeń. Przychodzi do Was dzieciak we wrześniu i mówi: zapisałem się na kółko fotograficzne. Co robicie? Zwykle kupujemy aparat niezbędny do zajęć. Jak jest to judo – jest łatwiej – judoga mniej kosztuje. Ale, jeśli dzieciak w połowie października, zwykle orientując się, że innym idzie lepiej, przychodzi i mówi: „pieprzę te fotki, wolę kółko muzyczne”. Co robicie? Odpalacie allegro i wpisujecie „saksofon second hand?” Czy przekonujecie berbecia, żeby jeszcze trochę pochodził. Może się przełamie. Swoją drogą koszt zakupu aparatu może w tym pomóc ;0.
Dokładnie tak samo jest z treningiem. Trzeba walczyć. Jak nie wychodzi, to na spokojnie usiąść i przeanalizować dlaczego nie wychodzi. Dobry trener Wam w tym pomoże. Jeśli będzie Wam wciskał, że (przy Waszej 100% realizacji) plan jest super, ale to Wy nie domagacie – dopiero wtedy proponuję zmianę 😉

cisnąć trzeba. a jak nie idzie to cisnąć mocniej!

Żadnej książki pisać nie mam zamiaru. Nawet zastanawiając się nad kolejnymi felietonami uświadamiam sobie, że ten temat już opisałem. Po jaką cholerę zmieniać coś, co działa. Ułamki działają? Działają! Zasada 5 działa? Działa. Po co tworzyć niepotrzebne byty? Wystarczy wejść na www.niemaniemoge.pl/mkon-books i voila.
Piona

1 Komentarz

  1. MaSta pisze:

    Kolejny dobry tekst. Coraz bardziej się z kolegą zgadzam. Baza first! Niema nic takiego jak „kosmici milenialsi”. Konstrukcja człowieka nie zmienia się tak szybko jak nam się wydaje. dodał bym jeszcze, że „indywidualność” i „niepowtarzalność” także jest mocno przereklamowana (wiedzą to algorytmy google i facebooka). Chcemy magicznych rozwiązań, które mają nam drastycznie zmienić życie i to NOW, żeby sprostało naszym wyobrażeniom (prosto z Instagrama) a nie skupiamy się na analizie miejsca w którym jesteśmy, tego czego faktycznie potrzebujemy i wzięciu się za żmudną i często prostą robotę. Dotyczy to i sportu i biznesu i w ogóle wszystkiego 🙂 Bez bazy „nie będzie niczego” – jak mawiał klasyk 🙂 Pozdro i panią z Dubaju też 🙂