błogosławiona niekompetencja
3 lutego 2016
SAE Duatlon 2016
10 lutego 2016
Pokaż wszystkie

Czy naprawdę wierzycie, że jedna tabletka o działaniu odchudzającym sprawi, że cały tydzień wpieprzania w ciągu jednego wieczora zamieni się w spadek na wadze? No nie wierzycie. A jak wierzycie, to chyba nie mamy o czym gadać J. Podobnie jest z treningiem. Chcesz biegać 10 km poniżej 40 minut, to musisz przynajmniej kilka razy pobiec krótsze odcinki w tempie sub 4’km. No nie da rady inaczej. Nie mówię, że to ma być 9 km biegu ciągłego, ale odcinki bliskie 60% dystansu jak najbardziej.

Bez pracy nie ma kołaczy. Podobnie w sporcie – chcesz biegać szybko – musisz trenować szybko. I to na pewno nie będzie tak, że przyjdzie to łatwo i przyjemnie. Maciek Dowbor szykuje  felieton o tym jak przez tydzień stresuje się przed mocnym treningiem. I dobrze. Niech się stresuje. Ten stres zadziała mobilizująco, a po treningu będzie mógł (tak jak każdy z nas) powiedzieć: Kur*a, jest światełko w tunelu. Bo czasami nie zdajemy sobie sprawy, ile siły w nas drzemie. A że boli w trakcie treningu – no cóż – takie hobby żeśmy sobie wybrali. Jakbyśmy wybrali bycie kiperem to pewnie bolałoby mniej. No chyba że nie wypluwalibyśmy tego próbowanego wina 😉

dowbor

Tak więc męczyć się trzeba. Bez świadomości, na ile trenuję w dystansach powyżej 15 km, według mnie nie ma sensu próbować szacować tempa startowego. Ostatnio dwóch mentee pyta mnie: na ile powinienem pobiec półmaraton w Warszawie? Moja odpowiedź to oczywiście pytanie: na ile chcesz? I pytanie drugie: na ile dotąd trenowałeś? Przez całe życie uczony byłem, że 5 i 10 km na zawodach leci się w trupa. Ale wraz z pojawieniem się garmina u mnie na ręku, jakoś trudno mi się „wypuścić” tak na maksa. Czasami w CityTrail pierwszy kilometr był w okolicach 3:07 ale potem czułem to na kilometrze czwartym. Dlatego jeszcze raz zadajmy sobie pytania: na ile chcę biec i ile treningów pod to właśnie tempo zrobiłem? Bo jeśli żadnego, to według mnie szanse są słabe (szczególnie w półmaratonie i maratonie).

Wracając do początku: trenowanie sportów wytrzymałościowych wymaga poświęceń. Ból, do którego powinniśmy przygotować swój organizm, jest jednym z elementów treningu. A że boimy się tego bólu i z lekka się stresujemy – no cóż. Taki lajf 😉 Im bardziej będzie bolało teraz, tym mniej boleć będzie podczas zawodów.

To zresztą jedno z moich życiowych odkryć. Wiem, że jestem dobrze przygotowany jeśli myśl – „kurna nie mogę, chyba zejdę” pojawia się dopiero po przebiegnięciu 70% dystansu na zawodach. Wiadomo, że wtedy odpowiedź jest tylko jedna – „MKON nie pierd*l, zostało tylko 30% – więc uciągniesz”. Ale jak dobrze się przyjrzycie zawodnikom zawodowym, to oni kończą zawody i wyglądają na mało zmęczonych. Dlaczego? Bo właśnie do takiego tempa trenowali. Żadnego freestajlu nie było.

Tak więc miłego „bolenia” i „stresowania się” przed trudnymi treningami życzę.

 

4 Komentarze

  1. Marcin napisał(a):

    Znalazłem błąd merytoryczno-ideologiczny. Zdanie „Im bardziej będzie bolało teraz, tym mniej boleć będzie podczas zawodów.” jest nieprawdziwe. Im lepiej przygotujemy się teraz, tym bardziej będzie bolało na zawodach… tylko że krócej. 😛

    • mkon napisał(a):

      Marcin według mnie nie. Bo to się nazywa adaptacja do wysiłku. Ergo. jeśli teraz boli przy 4’/km to za 3 miesiące nie będzie bolało przy 3:50/km podczas zawodów 🙂