artykuł w gwizdek ;) albo życie bez celu nie ma sensu
28 maja 2018
priorytety, antybiotyk i weekend z MKONem
3 czerwca 2018
Pokaż wszystkie

Biegnący paker nr 1 zostaje zaczepiony przez siedzącego pakera nr 2:

– Zbychu to ty? KOPĘ lat. Poczekaj, pogadamy.

Biegnący paker nr 1 ciągle biegnąc: „nie mogę, spieszę się na trening”

Zbychu zaczekaj, kopę lat cię nie widziałem– naciska już stojąc i za chwilę biegnąc za pakerem nr 1 ten z nr 2 – kiedy wyszedłeś?

Paker nr 1 zwalnia prawie do marszu (czyli biegnie niewiele wolniej niż przedtem) i mówi: 3 miesiące temu.

Zadanie matematyczne: ile siedział paker nr 1? Czyżby paker nr 2 liczył miesiące „na kopy”? Niemożliwe 😉

Taką sytuację obserwowałem sunąc po 6’/km dookoła kanałku przy Myśliwieckiej po pierwszym od kontuzji BC2. Tomek zaordynował dzisiaj 3+12km BC2+2km z następującym założeniem: „tylko jedno zalecenie – rozpędź! pierwsze 6-8km z wyraźną rezerwa, RPE nie mocniej niż 7/10”.

Na zewnątrz 33 stopnie więc plan był taki, aby pierwsze 6km polecieć spokojnie – po 4’/km, a potem 4 po 3:50, a ostatnie jak Bóg da.

Oczywiście #januszbieżni wszystko spierdolił i jazda zaczęła się już na pierwszych 500m. Ale od początku. Ponieważ było gorąco, po rozgrzewce przeszedłem od auta zaparkowanego przy ASP (w cieniu) na stadion z butlą enervit. Na łuku stadionu od strony wiaduktu stoi kontener na śmieci, w którego wrzucają skoszoną z boiska stadionowego trawę więc stał się on moim naturalnym podajnikiem, na którym postawiłem bidon. Wiedziałem, że pierwszy wodopój będzie w miarę komfortowy – mimo, że trzeba będzie zrobić większy niż pierwszy to łuk, ale kamon. Miałem biec po 4’/km. Potem zaplanowałem odrzucenie bidonu na boisko i schylanie się po niego mniej więcej po 3 km.

Jako, że bidon postawiłem na łuku, to stamtąd też rozpocząłem trening uprzednio wyłączywszy autolap oraz gps. Stadion oznaczony co 100m, na 500 powinienem mieć 2’ – wszystko wyliczone. Luz w dupie. Lecę i uświadamiam sobie, że na 500 mam 2:03. Kurcze, czyżby to ciepło aż tak dawało (nomen omen) popalić? Miało być 7/10 jest ok.8. Cóż lecę dalej. Klikam na lapa po km jest 4:08. Kurwa se myślę – trzeba jednak przyspieszyć. Przyspieszam, ale coś mi nie gra. Dlaczego jeśli startowałem na łuku, lapa kliknąłem na „kratach”? Okazało się, że #janusz najpierw zmierzył 600m a nie 500, a potem 1100 a nie 1000. Oczywiście zorientowałem się po tym jak 2km (już dobrze odmierzony) wyszedł w 3:39. I cały misterny plan rozpędzania poszedł w pizdu. Zwolniłem wprawdzie, ale już wiedziałem, że będzie mnie to nieźle kosztowało. Tym bardziej, że ciepło było.

Na szczęście pojawił się Hubert Duklanowski ze swoimi zawodnikami i na 5 km podał mi rzucony na murawę bidon. Niestety potem zajął się swoimi dzieciakami, a ja nie miałem odwagi prosić go o drugi taki ruch. Tym bardziej, że jak zobaczył jak wyglądam to opierdolił mnie, że nie biegam nad zacienionym kanałkiem tylko na patelni Agrykoli. Ale jak się ma w perspektywie patelnię w Suszu – trzeba ćwiczyć. Kilometry leciały, ze mnie odlatywało życie. Na 10km, po 100m schyliłem się po bidon, napiłem się i coś we mnie pękło. Zatrzymałem się. Kurwa, tak mi było gorąco, że powiedziałem sobie: chuj, Kowalski jakoś przeboleje te 2 km, których zabrakło. I tak biegałem za szybko.

30 sek wstydu

Niezbadana jest jednak potęga wstydu. Postałem tak dokładnie 31 sekund, popatrzyłem na te dzieciaki i pomyślałem sobie: kurwa ale wstyd, żeby nie ubiec 12km zwykłego ciągłego. Wystartowałem ponownie. Ostatnie 2km w 3:40 (4:08 wraz z przerwą) i w 3:39. Dumny jestem jak cholera, chociaż duuuużo jeszcze pracy przede mną.

Leżę teraz na kanapce w pustej firmie i czekam aż przewali się masa luda wyjeżdżająca z rowerkami na dachu w różne kierunki świata.

#niemaniemoge

P.S Nie znam prawidłowej odpowiedzi na zagadkę, bo mimo dreptania po 6’/km mignąłem obok pakerów jak F1 😉 i nie usłyszałem końca konwersacji…

bidon albo butla z piciem w gaciach, to kolejny #mkonway. Oczywiście do pewnej prędkości 😉

P.S II @Nat, jeśli jeszcze raz zobaczę Cię biegnącą z butelką obiecuję, że

  1. a) zabiorę ci ją i postawię w krzakach na twoją drogę powrotną
  2. b) zabiorę i wsadzę ją sobie za gacie i będę podawał ci biegnąć obok.

Szkoda dobrej techniki biegu dla biegania z czymś w ręce. TO mówiłem ja. Miszcz Świata

1 Komentarz

  1. Jakub napisał(a):

    Komentarz za ostatnie zdanie. Mistrzu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *