Uwielbiam trenować długo i mocno

Aktualności


moje triathlonowe mity – obalone

    Mit nr 1: Żonie podoba się, że trenujesz. Przez te 10 lat trenowania mieliśmy z małżonką Ewą lepsze i gorsze chwile. Oczywiście ta sinusoida była związana z ilością godzin spędzonych na treningach oraz na pewnej postawie, którą u siebie zauważyłem tj. ponieważ trenuję to ja i moje potrzeby są najważniejsze. Na szczęście mi minęło. Wielokrotnie pisałem już o tym, że trzeba utrzymywać balans (polecam wpis na blogu oraz rozdział w książce „Smentor QWA” Patryka Temskiego) ale mimo tych 10 lat ciągle moje wyjście na 6h roweru jest utożsamiane z jakąś stratą (w relacji of kors). I wiem, że żona dumna ze mnie, że wyjazdy na zawody sprawiają jej frajdę, że koleżanki tak nie mają, ale jakby nasze żony miały wybrać: 3h Waszego roweru albo 3h bycia razem (nawet w domu) to jak myślicie co by wybrały? Kurtyna. Mit nr 2: Trenujesz więc chudniesz. Oj tutaj to mam wiele do powiedzenia. Jasne – wszystko zależy od tzw. wagi startowej. Patrząc np. na takiego redaktora pączka Dowbora sprzed pierwszego Herbalife w Suszu, a teraz albo na Marka „byłem orką” Pałysę, to widać różnicę od razu. Ale już u mnie niekoniecznie aż tak dużą. Gdy patrzę na siebie na zdjęciach z 2012 roku, to widzę jakim byłem pączkiem w porównaniu do dnia dzisiejszego. Pączkiem może nie takim mega ale oponka nad biodrami na pewno dawała znać – jest jeszcze przestrzeń do zrzutu kilku kg. Z czego to się bierze? Po pierwsze z tego, że nie umiemy liczyć. Ostatnio kolega Mikusek pisze do mnie po przebiegnięciu swojej 3 w życiu piątki. Dumny z siebie jestem, trenuję coraz więcej. Teraz tylko powiedz... czytaj więcej

Janusz trenuje bieganie…

Mam tak, że muszę przećwiczyć wszystko. Przed Borównem 2009 jak głupi trenowałem u kolegi w warsztacie zmianę dętki w rowerze. Zszedłem z 6′ do 1’26. Na szczęście na zawodach tfu, tfu jeszcze się nie przydało. W październiku br. mam najważniejszą dla mnie imprezę 5 lecia czyli Ironman Barcelona. Jeśli się powiedzie nie będę musiał dygać dwóch ironmanów jednego roku a w październiku 2017 jako pierwszy rocznik powalczę w M-45.  Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. W tym roku najgorzej idzie mi bieganie więc jak tylko nadarza się okazja to… ćwiczę. Trener zaordynował wystartowanie w VTS Mrągowo razem z zawodnikami na 1/2 w tempie zawodów na 1/2. A chciałem przećwiczyć tam nie tylko tempo ale przede wszystkim to co mi w tym roku nie wychodzi – nawigację i pływanie w nogach. Przećwiczyłem, poszło bardzo dobrze (sub 30)* potem rozpływałem robiąc jeszcze okrążenie dla wyścigu 1/4 i czekałem na drugi trening – 24 km. Kusi mnie jeszcze popływanie razem z ironmanowcami w Malborku ale nie wiem czy się zwlokę, bo start o 6 rano. Ale teraz specialite delamezon 🙂 dzisiejszego treningu. Pomysł był, żeby przebiec 14 km, a potem pobiec z Sebastianem F. jego 10 km podczas ćwiartki. Gorąco było jak cholera więc szukałem lasu. Wpadłem na genialny w założeniu pomysł, aby obiec jezioro Czos. Częściowo po trasie tri-biegu, częściowo po terenie mi nieznanym, ale dzięki ocenie wizualnej z brzegu, gdzie rozgrywały się zawody: a) zlokalizowałem punkty charakterystyczne po trasie (m.in amfiteatr), b) zauważyłem obszary leśne blisko wody (trudno ich nie zauważyć), c) miałem nadzieję, że jeśli będę biegł mając wodę ciagle po lewej stronie to się nie zgubię…. Oj naiwny... czytaj więcej

wolsztyn – back to the… past

Wolsztyn. Miejscówka gdzie w zeszłym roku padały kosmiczne wyniki. Więc trzeba było przyjechać i zobaczyć czy to rzeczywiście jakieś kosmiczne warunki czy jakieś jaja. Niestety okazało się, że jaja 😉 Nie lubię się znęcać więc podam TOP 3 wstydy. Reszta informacji zwrotnej na lepszytriathlon.pl he he Wstyd 1. Trasa pływacka. Wieczorem, gdy poszedłem zorientować się jak płyniemy, od osób zaprawionych w boju usłyszałem następującą instrukcje obsługi pętli: najpierw opływasz wyspę, potem kierujesz się na biały pomościk, a jak już go miniesz to na trzciny. Na końcu wal na czerwone dachy. OK. Pewnie taki lokalny koloryt. Żadnych bojek kierunkowych! Pardon. Kajam się. Były trzy. tzw. bojki żeglugi jeziornej na stałe zamontowane. Odprawa rano – opływacie dwie pierwsze, trzecią olewacie. Żadnego kajaka przy tej niby nawrotowej bojce, więc organizator przychodzi do mnie po zawodach i mówi: nie wiem co zrobić z tymi, co dostają nagrody, bo nie jesteśmy pewni czy wszyscy opłynęli tę najdalszą bojkę (pierwszy z wody po 35′ , ja 42′). No ale walnąłem 2600m. Rekord 😉 Przyjechałem po życiówkę, więc po pływaniu już dałem sobie spokój.  Wstyd nr.2 Sędziowie, a właściwie ich brak. Na trasie rowerowej nawrót po 15km. Niby stoją czytniki czipów, ale sędziowie zamiast spisywać numery „opalają się”. Podobnie na trasie biegowej. Wybiegam ze strefy, lecę w stronę nawrotu (na stadionie) a tam NIKOGO. Chcesz walić na skos – walisz, chcesz olać stadion – olewasz… Kicha. Wstyd nr. 3 – wstyd wstydów. Wiecie, ile było tojek na miejscu startu? ZERO. Słownie: zero. Więc jak chciałeś jedynkę, waliłeś w piankę. Jak chciałeś „dwójkę” miałeś problem. Jasne, że można było latać po mieście (w końcu nie jest zbyt... czytaj więcej

MKON rozdaje part II

sam się zastanawiam ile będzie części tego MKON rozdaje 😉 ale patrząc na zakusy mojej żony związane z czyszczeniem zasobów magazynowych pewnie jeszcze jedno w tym roku się pojawi 🙂 Tym razem do rozdawania idą: Buty New Balance seria 680. Buty treningowe raczej średnia amortyzacja – bardzo solidne do trenowania zarówno w lesie jak i na asfalcie. Używane maks 200km. Kaseta 10-tka ultegra. A właściwie 2 kasety. Oddaję, bo mam teraz super hiper bajk od Wertykal na kasety 11-tki. Maszynka do czyszczenia łańcucha. Używana… 2 razy bo generalnie mało myłem rower. Ale teraz dostałem od Krystyna Lipiarskiego specjalne środki i maszynki używać nie muszę. Siodło adamo. Używane 2 sezony. Ani razu nie sikane podczas zawodów. Ale przed pierwszym użyciem rekomendowałbym upranie w pralce 😉 korby? tak to się chyba nazywa z mojej szosówki – napisane na nich jest 105 cokolwiek to znaczy – więc nie jest to chyba ultegra. Te pałąki nie mają zębatek bo przełożyłem je do innego zestawy (teraz na nim jeżdżę). Tak jak poprzednio oddaję to co mi niepotrzebne. I chciałbym, żeby trafiło to do Ciebie jeśli  a) jest ci to niezbędne b) jesteś początkującym triathlonistą c) nie jesteś „draftującą parówą” Jeśli spełniasz te trzy kryteria (łącznie) to pisz albo na fb, albo na mkon@cso.pl. Odbiór najlepiej osobisty (Olsztyn, zawody w Wolsztynie albo Bełchatowie – tam będzie Prezes Suchy). W ostateczności jakoś... czytaj więcej

moje życie z New Balance

  Od momentu kiedy to dzięki przedsiębiorczości Wielce Szanownego Prezesa Klub Sportowy NIEMANIEMOGĘ rozpoczął współpracę z firmą New Balance otworzyły się przede mną kompletnie nowe możliwości testowania butów do biegania. O niektórych butach wspominałem w poprzednich wpisach (model HIERRO) oraz ZANTE). Dzisiaj krótki opis całej palety w jakiej biegałem w tym roku. Technologia fresh foam naprawdę mnie zachwyciła więc proszę się nie dziwić, ze większość opisywanych butów ma podeszwę właśnie tej technologii. Ale chronologicznie Zima należała do modelu Hierro.. Hierro – będąc butem crossowym zimą daje nie tylko dobrą stabilizację na śliskim podłożu ale i bardzo solidną amortyzację. Większość treningów zimowych latałem jednak na asfalcie lub po mocno zmarzniętym śniegu. Poleciałem w nich również ultramaraton w Bieszczadach (w sensie chciałem polecieć ale Prezes zaordynował wycieczkę pieszą). Na błocie też dawały radę. Treningi tempowe odbywały się na asfalcie i tam korzystałem z modelu zante. To kapeć nie but. Cudowne wybalansowanie między komfortem amortyzacji a lekkością buta powoduje, ze bardzo zastanawiałem się czy nie polecieć w nich maratonu. Oczywiście nie ma nic za darmo i po przebiegu ok 800km czuć wyraźnie, ze pianka jest już ubita i… czas na kolejny zakup tego samego modelu. Są przeceny – trzeba lecieć do salonu. Dla mnie to hicior treningowy 2016. Zresztą taki sam model zaordynowały sobie do biegania Kasia i Ewa. Wiosną, kiedy odstawiłem Hierro a nie biegałem treningów tempowych kupiłem model 680v3, który miał za zadanie zostać butem do tłuczenia. Wiosną przygotowywałem się do ORLEN maratonu więc poza treningami tempowymi szukałem butów typowych do tuptania długich wybiegań po lesie głównie. A, ze były przecenione to trafiły na moją półkę ;). Błoto, śnieg –... czytaj więcej

Cośka i Mikusek czelendż – podsumowanie

Nie zdawałem sobie sprawy, że przebiegnięcie 5km może sprawić człowiekowi taką radość. Mikusek po czelendżu pisze: kochani, super sprawa chcę jeszcze tylko dłużej 🙂 Ale to prawda, że wczorajszy Charytatywny Czelendż na 5km Cośki i Mikuska dawał energię. I to jaką. W uprawianiu sportu naprawdę super jest ściganie się z innymi. Ale tak samo fajne jest obserwowanie tych wszystkich zjawisk społecznych, które dzieją się dookoła. Bo przecież Marcin nie wygląda jak biegacz J i pewnie wolałby żebyśmy zaproponowali czelendż w obkładaniu się salcesonem. Ale nie – poszedł w bieganie. Tak jak 20 osób razem z Nią i z Nim. Nie wspominam o osobach kibicujących i towarzyszących. Takie imprezy naprawdę dają nadzieję, ze mimo życia w świecie KPI, celów sprzedażowych, Excelów, robienie czegoś pro publico bono również ma sens. Dookoła czelendżu zebraliśmy prawie 2tyś zł. Ile to prawie wynosi to wiadomo – zdecyduje Prezes, konsultując to ze swoimi potrzebami konsumpcyjnymi. Ale ponieważ całość idzie na dzieciaki ze Szklarskiej to już wiadomo, że albo kupimy sprzęt sportowy albo zapłacimy za część (w zeszłym roku było to 4000) opłat internatowych. Dziękuję, ze z nami byliście na miejscu, online (bo była transmisja live) albo tylko poprzez komentarze. Fajnie jest być trajlonistą, biegaczem albo po prostu dobrym człowiekiem. Na zakończenie cytat z dzisiejszego sms’a od Prezesa: MKON, kupiłem Ci na twój koszt kurs matematyczny w ESKK, zebyś na drugi raz wiedział jak policzyć tętno Mikuskowi. Bo ja obstawiłem 168 a nie 167. Cały Prezes! P.S sushi z salcesonem – pycha!... czytaj więcej

start „na janusza”

Cieszę się, że ukończyłem Gdynię. Nigdy jeszcze nie byłem tak „posr*ny” na rowerze. Nie przez dysk. Ale przez przednie koło, które wczoraj dostałem od SKLEP WERTYKAL. Koło 3T – super, leciutkie, na świetnych łożyskach naprawdę BAJKA. Niestety w życiu nie jechałem na tak wysokim profilu. Dzisiejsze porywy wiatru powodowały, że to chyba pierwsze zawody w życiu gdzie tak długo i dużo jeździłem w górnym uchwycie. Nie tylko wiatr przyczynił się do takiej a nie innego występu na rowerze. Nie objechałem trasy więc wsłuchując się w opinie bardziej zaznajomionych zawodników jechałem baaaaardzo ostrożnie. Właściwie jadąc z każdej górki mówiłem sobie: retrotri, retrotri (bo trzeba było dobiec) oraz Barcelona, Barcelona – to to jest start A. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się tak, że bidon torpeda, który mam zamontowany na kierownicy w pewnym momencie mnie wyprzedził J i musiałem się po niego cofaj, montować itd. No „Janusz” kompletny! No ale rower ujechany. Zanim jednak rower – mocno sponiewierało mnie w morzu, gdzie tradycyjnie popłynąłem jak siekiera – czyli raczej w dół a nie do przodu ale dzięki temu przegrałem z Markiem z TU Europa! Przyznam się bez bicia, że łykanie antybiotyku na zawodach różni się pod względem komfortu od zawodów… ale już we wtorek KONIEC!!!!!! Bieg – to już bajka. W ogóle starty w stroju retro dają mi ogromną frajdę. Wprawdzie żonie mniej ale co tam – zakład to zakład. Plan był pobiec w miarę mocno ale jak na początku 3 kółka powiedziano mi, że jestem pierwszy w kategorii to odpuściłem. Tempo spadło do 3:50 i starałem się tylko dobiec. Nie powiem – luz w nodze był i jest to... czytaj więcej

pomagamy?

]   Dlaczego pomagam? Bo ktoś mnie kiedyś pomógł. Bo uważam, że pomaganie jest naturalne – tylko czasami coś nam przeszkadza. Bo jak mamy wystarczająco, to nie ma sensu gromadzić pod siebie – tylko od siebie. Każdy pewnie ma inną motywację. My z moją Ewą po prostu tak mamy. Zakładając Nidzicki Fundusz Lokalny w latach 90-tych nie zdawaliśmy sobie sprawy ile dobra może naprodukować taka inicjatywa. Większość tego dobra produkują nieznani nam ludzie. Dlaczego o tym piszę? Bo od rana chodzę jak po 6 espresso i 4 redbullach mając w głowie wczorajszą akcję dwóch wydaje się sprzecznych interesów. Monika C. i Marcin M zgodzili się wziąć udział we wspólnym czelendżu gdzie robienie sobie jajec z siebie nawzajem jest tylko przykrywką dla kolejnej formy pomagania innym. I nie ma znaczenia, że obydwoje pracują w konkurujących ze sobą firmach (chociaż obie na N ;)) znaczenie ma, że są genialnie dobrymi ludźmi, którzy pomagają. I właśnie takie akcje – nawet nie ich wynik (ten jaki będzie, taki będzie) ale właśnie gotowość ludzi do pomocy jest najcudowniejsza w myśleniu, że poza słupkami sprzedaży, obrotem, zarabianiem można zrobić coś dla innych. Nie twierdzę, że zarabianie nie jest ważne. Więcej – mam poczucie, że wzrost charytatywności jest wprost proporcjonalny do zarabiania (ergo im więcej mamy, tym więcej możemy oddać) ale nie chodzi o kwoty ale o chęci właśnie. Powiem więcej. Właśnie trajloniści, mogący sobie pozwolić na starty za 400 eurasów (wiem, wiem – nie wszyscy) niech wezmą sobie do serca, że tak jak jest moda na triathlon, powinniśmy robić modę na pomaganie obok triathlonu. Akcje Krasusa i pĄpkinsów, Bolka, TU Europa, Biegające Małżeństwo, Negu… (wymieniać... czytaj więcej

co ma szczaw do biegania???

Ostrzegam to będzie obrzydliwy tekst. Ale jest to kolejny „powrót” do dzieciństwa a właściwie „młodzieństwa” w trenowaniu. Ale zacznę od wczorajszego wieczoru. Skończywszy trening w większości odbywający się na sali szkoleniowej (niech będzie pochwalone 20*1’ mocno) ledwo żywy wracałem do hotelu. Wstąpiłem do sklepu, żeby kupić sobie żarełko na rano i popełniłem największy błąd kompulsywnego zakupoholika. Kupiłem ostatnie dwa kabanosy z paczki jaka leżała w ladzie mięsnej. Co więcej – od razu je wciągnąłem. Jestem w ciągu antybiotykowym już 2 tydzień więc nie wiem czy przygody jakie zaczęły się w nocy to kwestia kabanosów czy antybiotyków ale do tej pory było ok więc to chyba była przygoda a’la Buszan i tatar 😉 W planie miałem tylko jeden trening więc plan był taki, że bez nastawianie budzika – jeśli obudzę się ok. 6 sam to idę na BC2 14km – jak nie idę dopiero po szkoleniu. Żona dojeżdża do mnie i jedziemy do Szklarskiej trenować więc pauza 4h i tak była zaplanowana na po szkoleniu. Rano pobudka o 7 – więc bez treningu ale jak przypomniałem sobie swoje przeboje nocne to i tak bym treningu nie zrobił. Na szkoleniu padaka. Brzuch boli, kabanos się odbija… Nie wiem jak przeżyłem ten drugi dzień inspirowania uczestników co to są profesjonalnie prowadzone prezentacje. Ale jakoś dotrwałem a ankiety pokazują, że nawet w dobrej formie. Ale forma dobra nie jest. 14km biegu ciągłego to nie przelewki i nawet w 100% zdrowy mam respekt przed takim treningiem. Tak więc od razu po szkoleniu dałem sobie jeszcze extra godzinę i zdecydowałem się na próbę „przepalenia”. Alternatywą było zrobienie tego treningu jutro (sobota) ale wtedy poza 5h... czytaj więcej

ajronmen, czyli niezły pasztet

Oj niezły pasztet w tych ostatnich ajronmenach! Roth, Poznań, Zurich i jeden wspólny mianownik od Sportowego Jeża Porannego, czyli nowy i nieświeży Przegląd Pasztetowy w rozdzielczości przyjaznej oku, tym razem gościnnie na łamach niemaniemoge.pl... czytaj więcej
Projekt i realizacja: Artneo