Uwielbiam trenować długo i mocno

Aktualności


relacje z trenerem cd… ale przyjemnie nie będzie

Cykl trenerski trwa…. Myślałem, że nic nie przyjdzie mi już do głowy, ale zakończenie smentoringu i historia jaka przydarzyła się jednemu z moich podopiecznych, jednak nie może zostać bez komentarza. Jak w projekcie mentoringowym „padawan” ma trenera, to właściwie nie mam co robić. Tj. mogę, ale dla mnie to trener jest osobą pierwszego kontaktu. I wiem, wiem – są różne pakiety więc nie zawsze jest do tego trenera dostęp…. Ale zaraz jak to dostępu nie ma… co ja piszę właściwie? Jak może nie być dostępu do trenera? A jeśli to, co dostaję nie przystaje do mojej codzienności? To jaki jest sens płacenia 300 za miesiąc, za plan, który… jest obok mnie. No właśnie. Takie i inne pytania przychodzą mi do głowy po wysłuchaniu tegorocznej przygody jednego z moich podopiecznych (imię i nazwisko do wiadomości redakcji he he). Pisze smentee: MKON jaka szkoda, że ja nie korzystałem z możliwości gadania z tobą przez cały rok mojej pracy z trenerem (specjalnie piszę z małej litery). Po roku uczciwego płacenia 300 za miesiąc mam poczucie nie tylko wyrzuconych pieniędzy w błoto, ale i ogromną niechęć do triathlonu. Zaraz zaraz – odpowiadam – pogadajmy najpierw zanim rzucisz to w cholerę. No i pogadaliśmy (czyli taki mentoring po mentoringu J). Najdziwniejszym pytaniem jakie usłyszałem podczas tej rozmowy to pytanie typu: czego ja właściwie powinienem oczekiwać od trenera? Zdębiałem przyznam szczerze. Płacę – wymagam, czyli oczekuję tego za co płacę. Przynajmniej tak mnie 44 letniemu gościowi się wydaje. Ale okazało się, że nie. Zawodnik mający małe pojęcie o treningu i o zasadach trenowania może być mamiony „trenerskimi” tekstami typu: „jeszcze nie czas na szczyt”, „każdy... czytaj więcej

smentoring się kończy, smentoring się zaczyna

Jak to działa? Czas po Gdyni i ostatnie starty tri w Polsce to również czas domykania mojej współpracy z adeptami w ramach programu smentoringowego. Podobnie jest w roku 2016. Każdy ze smentee dostał już ode mnie list informujący o zakończeniu oficjalnej (albo inaczej – oficjalny list o zakończeniu) współpracy ale dalej z każdym pozostaję w kontakcie. Podobnie jak z grupą 2014/2015 będą oni jednak na drugim miejscu w kolejności kontaktów. Bo na miejscu pierwszym będzie grupa 2016/2017. Dla przypomnienia jak to działa. Ja jestem mentorem – wy padawanami. Wy macie pytania – ja na nie odpowiadam albo wskazuję, gdzie szukać odpowiedzi. Wy macie wątpliwości – ja tak z Wami rozmawiam, że sami dochodzicie do rozwiązania. Tak to działa i będzie działać już III edycję. Jest to relacje pull a nie push. W tym roku (12 mentee) częstotliwość kontaktów ze mną wahała się od kilku w miesiącu do dwóch w całym procesie. Gadaliśmy o przeróżnych rzeczach. W niektórych przypadkach sport  był tylko pretekstem aby pogadać o relacjach w rodzinie, robocie, work-life balance i innych. Łatwo mi to przychodzi bo nic nie muszę podpowiadać :). Żeby podać przykładów kilka gadaliśmy m.in. o: – czy zmienić pracę i jakie będą tego konsekwencje dla treningu (tak, tak!) – o przyczynach braku wyników i skutkach startów „na przełamanie” – kiedyś napiszę o tym dłuższy felieton – najlepszym sposobie budowania formy rowerowej i szukani alternatyw do biegania, – analizowaliśmy starty i „durnowate” pomysły typu w sobotę na 1/8 a w niedzielę na ¼ – kupowaliśmy wspólnie sprzęt (niekoniecznie w Wertykalu – chociaż był to pierwszy wybór J) – gadaliśmy o całorocznych planach treningu pod IM... czytaj więcej

logistyka głupcze

Rozmowa dwóch tri amatorów: MKON, nie jesteś już zmęczony sezonem? No jak, przecież dopiero start A przede mną. A ty Maciek? No ja już tak. Ale nie startami, nie treningami ale tą pieprzoną logistyką. A, to ja też 🙂 Taką otóż rozmowę toczyłem dzisiaj z Maćkiem D. Ja w Wwie na sali szkoleniowej – on w drodze do Olsztyna. Ja dzisiaj dzień wolny on odrabia treningi weekendowe. Zadzwonił zapytać, gdzie może zrobić 2,5h roweru (dojedzie na ok. 16.30) bo resztę treningu będzie dokręcał na trenażerze (bo ciemno). Ja z kolei dzisiaj wyjeżdżający do roboty rano uświadomiłem sobie, że dla osób dobijających jeszcze sezon zaczyna się właśnie bardzo słaba pora. Rano o 5 jeszcze ciemno – po 19 już ciemno. A tu jeszcze 14 dni orki. A kilometrów do przejechania od cholery. Warszawa – Poznań – Warszawa – Olsztyn. Wiem, wiem – mam to od 10 lat ale Maciek tak mnie natchnął do… no właśnie, pożalenia się? Nie chyba nie – w końcu robię to co lubię. Ale czasami trzeba tyle srok ciągnąć za ogon a rzeczywistość nie pomaga. Mógłbym np. wczoraj przyjechać do Wwy wieczorem ale po 14h treningu (suma sobota+ niedziela) pewnie zasnąłbym za kierownicą. Dzisiaj np. już negocjowałem z liderem jednego z projektów możliwość zaczęcia szkolenia o 10 w poniedziałek bo wiem, że w niedzielę wieczorem na pewno nie dojadę do Poznania (musiałbym skończyć II trening o 5 – czyli zacząć o 12) więc pewnie zatrzymam się gdzieś po drodze na kimę… Kombinuję też jak włożyć 2 treningi w czwartek bo czelendż Cośki i Mikuska o 18 a ja za cholerę nie dojadę autem z miejsca szkolenia... czytaj więcej

wynalazki, wynalazki

Jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta. Czego ma się chwytać goniący za formą? Chwyta się najnowszych patentów na jej zwiększenie. Nie, nie, nie zwariowałem i nic nie kupuję. Po prostu ostatnimi czasy wpadły mi w ręce dwa urządzenia, z których miałem okazję skorzystać. I to skorzystałem dobrze. Komora hiperbaryczna. Wchodząc do przeszklonej „beczki” miałem stracha. Bo pamiętałem scenę, jak to ciśnienie rozsadza kandydata na wroga Bonda. Ale Pani Magda obsługująca komorę zapewniała o całkowitym bezpieczeństwie: MKON nie bój – ty kimaj a ja będę czuwała. I rzeczywiście. Cała procedura zajmuje ok. 80’ kiedy to 10’ osiągamy odpowiednie ciśnienie, potem leżymy 1h w tym ciśnieniu i podawany jest tlen, a potem 10’ rozprężamy. Specjalnie nie podaję wartości, bo jak chcecie szczegółów skontaktujcie się bezpośrednio z Magdą https://www.facebook.com/komoratlenowaolsztyn/. Wziąłem 10 takich zabiegów. Wyczytałem w sieci, że bezpośrednie podawanie tlenu pod ciśnieniem przyczynia się do lepszej regeneracji. A że przy okazji dokładnie wtedy byłem w ciągu antybiotykowym w związku z panią B to myślałem prosto – na pewno nie zaszkodzi, a jak pomoże to nawet lepiej. Czy coś mi to dało – nie mam pojęcia. Wyniki krwi się poprawiły (hemoglobina z 13,6 na 14,3) ale byłem też tuż po komorze w górach. Poza tym nie wchodziłem tam, żeby coś osiągnąć. Była okazja (Prezes załatwił!), więc szkoda było nie skorzystać. Czy miało to skutek (nawet pośredni) okaże się 2.10! Ale chociażby z powodu całkowitego odcięcia się od tzw. bieżączki warto. 1h tylko dla Was w kompletnej ciszy z maseczką tlenową na gębie. Lepsze to niż trenażer 😉 Namiot tlenowy. Zanim o urządzeniu to najpierw krótka historia z… przeszłości. Pamiętam jedną z rozmów z... czytaj więcej

mity part II – czyli mamy pełne 10

Mit 7 –  Superfoodsy działają. Nasiona chia, jagody goi, quinoa, zielone – aka chlorella i inne wynalazki. Najlepiej zza wielkiej wody. Oczywiście kur*wsko drogie bo jak drogie to działają. No właśnie. A na czym niby to działanie miało polegać? U mnie myślenie było takie. Na pewno działają na formę. A jeśli nie na formę to działają na odchudzanie (które pośrednio działają na formę). I co? Kasa wydana, a po zjedzeniu kilogramów chia to czego jestem pewien to na pewno tego, ze kisiel z chia nie zapycha żołądka tak jak piszą w książce „Natural Born Runners”. Moda i tyle. Boleśnie uświadomił mi to Tomek Boraczyński, kiedy to konsultowałem z nim różne sprawy dietetyczne. Powiedział. Kilkanaście lat temu ludzie jedli buraki, kapustę kiszoną, ziemniaki i to co było. I biegali po 29’/10km. Teraz mając od pyty wynalazków szukają graala odżywiania zamiast trenować. Myślą, że to załatwi za nich sprawę. Fajnie ogłoszenie widziałem kiedyś na forum biegania.pl. Kolega dealował ziołami zwiększającymi wydolność a w szczególności celując w zwiększenie Vo2max. He he i było kilka głosów mówiących, ze to działa… Szanowni Państwo – to mit. Może mieć jakieś działania. Ja np. garściami szamię korzeń maca ale dlatego, bo działa (podobno) uodparniająco a nie, że doda mi siły. Nie mam złudzeń. Jak nie dotrenuję to żadne ziarenka dodatkowych watów na rowerze mi nie dodadzą. A próbowałem już wszystkiego. I najlepiej działa to co dookoła nas. Polecam buraki, dziką różę, kasze (niekoniecznie tylko jaglaną) i to co Wam podchodzi. Nie dajmy się zwariować.     Mit 8 – tylko znaczek IM robi z ciebie prawdziwego triathlonistę a ironmana w szczególności. Uważam WTC za mistrza marketingu.... czytaj więcej

moje triathlonowe mity – obalone

    Mit nr 1: Żonie podoba się, że trenujesz. Przez te 10 lat trenowania mieliśmy z małżonką Ewą lepsze i gorsze chwile. Oczywiście ta sinusoida była związana z ilością godzin spędzonych na treningach oraz na pewnej postawie, którą u siebie zauważyłem tj. ponieważ trenuję to ja i moje potrzeby są najważniejsze. Na szczęście mi minęło. Wielokrotnie pisałem już o tym, że trzeba utrzymywać balans (polecam wpis na blogu oraz rozdział w książce „Smentor QWA” Patryka Temskiego) ale mimo tych 10 lat ciągle moje wyjście na 6h roweru jest utożsamiane z jakąś stratą (w relacji of kors). I wiem, że żona dumna ze mnie, że wyjazdy na zawody sprawiają jej frajdę, że koleżanki tak nie mają, ale jakby nasze żony miały wybrać: 3h Waszego roweru albo 3h bycia razem (nawet w domu) to jak myślicie co by wybrały? Kurtyna. Mit nr 2: Trenujesz więc chudniesz. Oj tutaj to mam wiele do powiedzenia. Jasne – wszystko zależy od tzw. wagi startowej. Patrząc np. na takiego redaktora pączka Dowbora sprzed pierwszego Herbalife w Suszu, a teraz albo na Marka „byłem orką” Pałysę, to widać różnicę od razu. Ale już u mnie niekoniecznie aż tak dużą. Gdy patrzę na siebie na zdjęciach z 2012 roku, to widzę jakim byłem pączkiem w porównaniu do dnia dzisiejszego. Pączkiem może nie takim mega ale oponka nad biodrami na pewno dawała znać – jest jeszcze przestrzeń do zrzutu kilku kg. Z czego to się bierze? Po pierwsze z tego, że nie umiemy liczyć. Ostatnio kolega Mikusek pisze do mnie po przebiegnięciu swojej 3 w życiu piątki. Dumny z siebie jestem, trenuję coraz więcej. Teraz tylko powiedz... czytaj więcej

Janusz trenuje bieganie…

Mam tak, że muszę przećwiczyć wszystko. Przed Borównem 2009 jak głupi trenowałem u kolegi w warsztacie zmianę dętki w rowerze. Zszedłem z 6′ do 1’26. Na szczęście na zawodach tfu, tfu jeszcze się nie przydało. W październiku br. mam najważniejszą dla mnie imprezę 5 lecia czyli Ironman Barcelona. Jeśli się powiedzie nie będę musiał dygać dwóch ironmanów jednego roku a w październiku 2017 jako pierwszy rocznik powalczę w M-45.  Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. W tym roku najgorzej idzie mi bieganie więc jak tylko nadarza się okazja to… ćwiczę. Trener zaordynował wystartowanie w VTS Mrągowo razem z zawodnikami na 1/2 w tempie zawodów na 1/2. A chciałem przećwiczyć tam nie tylko tempo ale przede wszystkim to co mi w tym roku nie wychodzi – nawigację i pływanie w nogach. Przećwiczyłem, poszło bardzo dobrze (sub 30)* potem rozpływałem robiąc jeszcze okrążenie dla wyścigu 1/4 i czekałem na drugi trening – 24 km. Kusi mnie jeszcze popływanie razem z ironmanowcami w Malborku ale nie wiem czy się zwlokę, bo start o 6 rano. Ale teraz specialite delamezon 🙂 dzisiejszego treningu. Pomysł był, żeby przebiec 14 km, a potem pobiec z Sebastianem F. jego 10 km podczas ćwiartki. Gorąco było jak cholera więc szukałem lasu. Wpadłem na genialny w założeniu pomysł, aby obiec jezioro Czos. Częściowo po trasie tri-biegu, częściowo po terenie mi nieznanym, ale dzięki ocenie wizualnej z brzegu, gdzie rozgrywały się zawody: a) zlokalizowałem punkty charakterystyczne po trasie (m.in amfiteatr), b) zauważyłem obszary leśne blisko wody (trudno ich nie zauważyć), c) miałem nadzieję, że jeśli będę biegł mając wodę ciagle po lewej stronie to się nie zgubię…. Oj naiwny... czytaj więcej

wolsztyn – back to the… past

Wolsztyn. Miejscówka gdzie w zeszłym roku padały kosmiczne wyniki. Więc trzeba było przyjechać i zobaczyć czy to rzeczywiście jakieś kosmiczne warunki czy jakieś jaja. Niestety okazało się, że jaja 😉 Nie lubię się znęcać więc podam TOP 3 wstydy. Reszta informacji zwrotnej na lepszytriathlon.pl he he Wstyd 1. Trasa pływacka. Wieczorem, gdy poszedłem zorientować się jak płyniemy, od osób zaprawionych w boju usłyszałem następującą instrukcje obsługi pętli: najpierw opływasz wyspę, potem kierujesz się na biały pomościk, a jak już go miniesz to na trzciny. Na końcu wal na czerwone dachy. OK. Pewnie taki lokalny koloryt. Żadnych bojek kierunkowych! Pardon. Kajam się. Były trzy. tzw. bojki żeglugi jeziornej na stałe zamontowane. Odprawa rano – opływacie dwie pierwsze, trzecią olewacie. Żadnego kajaka przy tej niby nawrotowej bojce, więc organizator przychodzi do mnie po zawodach i mówi: nie wiem co zrobić z tymi, co dostają nagrody, bo nie jesteśmy pewni czy wszyscy opłynęli tę najdalszą bojkę (pierwszy z wody po 35′ , ja 42′). No ale walnąłem 2600m. Rekord 😉 Przyjechałem po życiówkę, więc po pływaniu już dałem sobie spokój.  Wstyd nr.2 Sędziowie, a właściwie ich brak. Na trasie rowerowej nawrót po 15km. Niby stoją czytniki czipów, ale sędziowie zamiast spisywać numery „opalają się”. Podobnie na trasie biegowej. Wybiegam ze strefy, lecę w stronę nawrotu (na stadionie) a tam NIKOGO. Chcesz walić na skos – walisz, chcesz olać stadion – olewasz… Kicha. Wstyd nr. 3 – wstyd wstydów. Wiecie, ile było tojek na miejscu startu? ZERO. Słownie: zero. Więc jak chciałeś jedynkę, waliłeś w piankę. Jak chciałeś „dwójkę” miałeś problem. Jasne, że można było latać po mieście (w końcu nie jest zbyt... czytaj więcej

MKON rozdaje part II

sam się zastanawiam ile będzie części tego MKON rozdaje 😉 ale patrząc na zakusy mojej żony związane z czyszczeniem zasobów magazynowych pewnie jeszcze jedno w tym roku się pojawi 🙂 Tym razem do rozdawania idą: Buty New Balance seria 680. Buty treningowe raczej średnia amortyzacja – bardzo solidne do trenowania zarówno w lesie jak i na asfalcie. Używane maks 200km. Kaseta 10-tka ultegra. A właściwie 2 kasety. Oddaję, bo mam teraz super hiper bajk od Wertykal na kasety 11-tki. Maszynka do czyszczenia łańcucha. Używana… 2 razy bo generalnie mało myłem rower. Ale teraz dostałem od Krystyna Lipiarskiego specjalne środki i maszynki używać nie muszę. Siodło adamo. Używane 2 sezony. Ani razu nie sikane podczas zawodów. Ale przed pierwszym użyciem rekomendowałbym upranie w pralce 😉 korby? tak to się chyba nazywa z mojej szosówki – napisane na nich jest 105 cokolwiek to znaczy – więc nie jest to chyba ultegra. Te pałąki nie mają zębatek bo przełożyłem je do innego zestawy (teraz na nim jeżdżę). Tak jak poprzednio oddaję to co mi niepotrzebne. I chciałbym, żeby trafiło to do Ciebie jeśli  a) jest ci to niezbędne b) jesteś początkującym triathlonistą c) nie jesteś „draftującą parówą” Jeśli spełniasz te trzy kryteria (łącznie) to pisz albo na fb, albo na mkon@cso.pl. Odbiór najlepiej osobisty (Olsztyn, zawody w Wolsztynie albo Bełchatowie – tam będzie Prezes Suchy). W ostateczności jakoś... czytaj więcej

moje życie z New Balance

  Od momentu kiedy to dzięki przedsiębiorczości Wielce Szanownego Prezesa Klub Sportowy NIEMANIEMOGĘ rozpoczął współpracę z firmą New Balance otworzyły się przede mną kompletnie nowe możliwości testowania butów do biegania. O niektórych butach wspominałem w poprzednich wpisach (model HIERRO) oraz ZANTE). Dzisiaj krótki opis całej palety w jakiej biegałem w tym roku. Technologia fresh foam naprawdę mnie zachwyciła więc proszę się nie dziwić, ze większość opisywanych butów ma podeszwę właśnie tej technologii. Ale chronologicznie Zima należała do modelu Hierro.. Hierro – będąc butem crossowym zimą daje nie tylko dobrą stabilizację na śliskim podłożu ale i bardzo solidną amortyzację. Większość treningów zimowych latałem jednak na asfalcie lub po mocno zmarzniętym śniegu. Poleciałem w nich również ultramaraton w Bieszczadach (w sensie chciałem polecieć ale Prezes zaordynował wycieczkę pieszą). Na błocie też dawały radę. Treningi tempowe odbywały się na asfalcie i tam korzystałem z modelu zante. To kapeć nie but. Cudowne wybalansowanie między komfortem amortyzacji a lekkością buta powoduje, ze bardzo zastanawiałem się czy nie polecieć w nich maratonu. Oczywiście nie ma nic za darmo i po przebiegu ok 800km czuć wyraźnie, ze pianka jest już ubita i… czas na kolejny zakup tego samego modelu. Są przeceny – trzeba lecieć do salonu. Dla mnie to hicior treningowy 2016. Zresztą taki sam model zaordynowały sobie do biegania Kasia i Ewa. Wiosną, kiedy odstawiłem Hierro a nie biegałem treningów tempowych kupiłem model 680v3, który miał za zadanie zostać butem do tłuczenia. Wiosną przygotowywałem się do ORLEN maratonu więc poza treningami tempowymi szukałem butów typowych do tuptania długich wybiegań po lesie głównie. A, ze były przecenione to trafiły na moją półkę ;). Błoto, śnieg –... czytaj więcej
Projekt i realizacja: Artneo